„Black Monday Murders” Hickman i Coker [RECENZJA]

Opowieść o wielkich pieniądzach. Kryminał. Okultystyczny horror. Komiksowa seria „Black Monday Murders” Jonathana Hickmana i Tomma Cokera ma w sobie to wszystko. A w dodatku jest znakomita.

Kiedy w makabryczny sposób zostaje zamordowany partner największego banku inwestycyjnego na świecie, śledztwo w sprawie jego śmierci zostaje powierzone nowojorskiemu detektywowi Thomasowi Dumasowi. Policjantowi, który w pracy nie boi się zawierzyć swojej intuicji, a porad szuka we wróżbach za pomocą kości dłoni swojego dziadka. Jego szczególne umiejętności bardzo mu się przydadzą, bowiem zło, z którym przyjdzie mu się zmierzyć, nie pochodzi z tego świata. Próbując rozwikłać zagadkę śmierci wpływowego bankiera przypadkowo trafia w sam środek rzeczywistości, gdzie magia i wielkie pieniądze tworzą jedność, a niewielka grupa ludzi jest w stanie kontrolować świat.

Scenarzysta Jonathan Hickman znany jest u nas jako twórca przygód drużyny Avengers, ale jest to autor wszechstronny, a jego najlepsze rzeczy – takie jak „East of West”, „The Manhattan Projects” czy właśnie „Black Monday Murders” – nie mają z trykotami nic wspólnego. W swoich komiksach Hickman swobodnie żongluje gatunkami mieszając je ze sobą i grając konwencjami. Wśród jego bohaterów są żołnierze wysłani w przeszłość by zmienić bieg historii, Jeźdźcy Apokalipsy przemierzający fantastyczną Amerykę, w której wojna secesyjna trwa do dziś czy naukowcy pracujący nad zbudowaniem pierwszej bomby atomowej przy okazji walczący z walcząc z kosmitami, japońskimi robotami i zakonem iluminatów.

W „Black Monday Murders” Hickman łączy ze sobą czarny kryminał, okultystyczny horror i mafijny dramat tworząc mieszankę, która nie tylko trzyma w napięciu, ale cały czas zaskakuje czytelnika. Jego komiks to opowieść o świecie wielkiej władzy i wielkich pieniędzy oraz o cenie, jaką trzeba za obie te rzeczy zapłacić. To historia o śledztwie, ale i odwiecznej rywalizacji pomiędzy rodzinami rządzącymi potężną instytucją finansową. Rywalizacji, w której wszystkie chwyty są dozwolone, a atak może przyjść z każdej strony.

Za stronę graficzną „Black Monday Murders” odpowiada Tomm Coker, artysta mający w swoim portfolio zarówno przygody Avengersów, Wolverine’a i Czarnej Pantery, jak i komiksową adaptację „Bastionu” Stephena Kinga. Jego realistyczna kreska w połączeniu z kolorami Michaela Garlanda i filmowym kadrowaniem znakomicie komponuje się z pełnym tajemnic i sekretów scenariuszem Hickmana.

Jeśli miałbym „Black Monday Murders” do czegoś porównać, to najbliżej tej serii do komiksów tworzonych przez Eda Brubakera i Seana Phillipsa. Hickman i Coker, podobnie jak autorzy „Fatale”, łączą w swoim dziele czarny kryminał z horrorem, a w stworzonej przez nich historii obok intrygującego pomysłu nie brak znakomicie zarysowanych bohaterów. Z niecierpliwością czekam na premierę drugiego tomu.

Album ukazał się nakładem wydawnictwa Non Stop Comics.