„Tyler Cross: Angola” Nury i Bruno [RECENZJA]

O pierwszym tomie „Tylera Crossa” pisałem obszernie na gościnnych łamach kzet.pl. Kto jeszcze nie czytał tego tekstu, gorąco polecam. Bo raz, że „Black Rock” to znakomity komiks, a dwa, że jego recenzja szczególnie mi się udała. 😉 Drugi tom przygód Tylera Crossa zatytułowany „Angola” jest w moim przekonaniu jeszcze lepszy niż pierwszy.

Tytułowy bohater to twardziel o kwadratowej szczęce będący skrzyżowaniem Brudnego Harry’ego, Parkera i Bezimiennego z westernów Sergio Leone. Nie jest aniołem. Kiedy trzeba kogoś sprzątnąć, zrobi to bez wahania. Żyje z popełniania przestępstw na zlecenie. Ale kiedy wymagają tego okoliczności, potrafi stanąć w obronie tych, którzy akurat potrzebują jego pomocy.

W „Angoli” Tyler Cross trafia do piekła na ziemi. Położonego na luizjańskich bagnach więzienia o zaostrzonym rygorze zarządzanego przez mafię. A ponieważ Tyler ma z mafią na pieńku, to od pierwszego dnia wie, że jeśli nie zacznie działać, długo nie pożyje.

Fabien Nury po raz kolejny odwołuje się w swoim scenariuszu do filmowej klasyki. Tytułowe więzienie prezentuje się jak scenografia produkcji z gatunku „exploitation” – odcięte od świata, strzeżone przez sadystów, a na jego terenie mieszka żona komendanta o nimfomańskich skłonnościach i słabości do przystojnych więźniów. Fabularnie to kolejna opowieść o walce o przetrwanie i ucieczce jaką znany choćby z „Papillon” czy „Midnight Expressu” Alana Parkera. Nury po raz kolejny nie wymyśla koła od nowa, ale wykorzystuje sprawdzone pomysły fabularne do stworzenia frapującej i wciągającej opowieści, poniekąd znajomej, ale wciąż zaskakującej.

Mimo sensacyjnej intrygi „Angola”, podobnie jak „Black Rock”, jest komiksem bazującym przede wszystkim na bohaterach, w którym nie brakuje rozbudowanego wątku obyczajowego. Oczywiście, dynamiczną akcję również w nim znajdziemy, ale całość „działa” głównie dzięki temu, że od pierwszych stron przywiązujemy się do bohaterów i przejmujemy się ich losem, aż do samego końca.

Komiks nie rozczarowuje również od strony graficznej. Rysunki Brunona zachwyciły mnie już w „Black Rock” a „Angola” tę miłość pogłębiła. Cartoonowa kreska niemieckiego artysty w połączeniu z wyrazistymi kolorami po raz kolejny są doskonałym uzupełnieniem brutalnego scenariusza Nury’ego.

Jeśli czytaliście „Black Rock” po „Angolę” sięgniecie na pewno. Nie może być inaczej, bo „Tyler Cross” to seria, której nie można nie lubić. Jeśli jednak spotkanie z cyklem Fabiena Nury’ego i Brunona wciąż jeszcze przed Wami, bierzcie w ciemno od razu dwa tomy. Jeśli lubicie kryminały spod znaku noir, „Parker” Darwyna Cooke’a znajduje się na waszej liście „ulubionych”, a w historii kina nie znacie lepszych aktorów niż Humphrey Bogart i Steve McQueen, to „Tyler Cross” powstał właśnie dla Was.

Komiks „Tyler Cross: Angola” ukazał się nakładem wydawnictwa Wytwórnia Słowobrazu.