Z kompletnie niezrozumiałych dla mnie powodów przegapiłem premierę komiksu „Mieszko”, którego dwa tomy wpadły w moje ręce dopiero kilka dni temu. I dzięki słowiańskim bogom, że tak się stało, bo dzieło Przemysława Świszcza zasługuje na powszechną uwagę.
Mieszko I, twórca państwa Polskiego, to postać historyczna, ale z racji odległych czasów w jakich żył i skąpych źródeł pochodzących z tego okresu, wciąż owiana tajemnicą. Ba, historycy do dziś spierają się nawet o datę jego urodzenia. To znakomity punkt wyjścia do stworzenia opowieści o początkach państwa Polskiego, w której autor może swobodnie popuścić wodze fantazji. Bo kto zaprzeczy, że tak nie było naprawdę?
Historię Mieszka poznajemy tuż przed bitwą z Wieletami, w której śmiertelnie raniony zostaje jego ojciec Siemomysł. Wódz wie, że jego dni są policzone i wbrew oczekiwaniom wielu na swego następcę wyznacza swojego pierworodnego syna, pomijając drugiego w kolejności Zdziebora, któremu władzę przyrzekł kilka lat wcześniej. Młody władca staje przed niełatwym zadaniem. Musi stawić czoła nie tylko plemionom zagrażającym granicom tworzącego się państwa polskiemu, ale również swoim przeciwnikom na dworze, a nawet najbliższej rodzinie.
Scenarzysta i rysownik Przemysław Świszcz fabułę „Mieszka” zbudował na sprawdzonym, znanym choćby z dzieł Szekspira, Biblii czy „Gry o tron” wzorcu. Opowiedział o walce o władzę, intrygach, spiskach, zemście i zbrodniach dopuszczanych się w imię „wyższych” celów. Jego komiks to trzymająca w napięciu podróż w przeszłość, w której ambicje i namiętności bohaterów niczym nie różnią się od współczesnych. Władza, jak narkotyk, niszczy i deprawuje nawet najlepszych, a utalentowany autor, jakim bez wątpienia jest Świszcz, wie jak o tym opowiedzieć, żeby zainteresować czytelników. A, że zainteresowani będziecie, to pewnik, bo od komiksu zwyczajnie trudno się oderwać.
„Mieszko” jest debiutem. Imponującym, ale nie wolnym od drobnych błędów i potknięć. Drugi plan historii jest, moim zdaniem, zbyt skrótowo przedstawiony. Niektóre postaci pojawiają się w kadrach tylko przez chwilę, choć historia jaka jest z nimi związana ma potencjał na więcej. Przykładowo, po śmierci Siemiomysła jedna z jego żon musi zginąć, by towarzyszyć mężowi w zaświatach. Ta, która powinna to zrobić, stara się, co oczywiste, uniknąć przeznaczenia. I ten fantastyczny wątek, na którym z powodzeniem można by zbudować całą powieść, w „Mieszku” zostaje rozwiązany na zaledwie trzech stronach.
Niby wszystko jest przedstawione logicznie. Historia toczy się dalej, ale mamy poczucie, że jednak coś nas ominęło. Że w tej opowieści kryje się znacznie więcej emocji, a Przemysław Świszcz nie wykorzystał w stu procentach jej potencjału. Pamiętajmy jednak, że „Mieszko” liczy dopiero dwa tomy i jesteśmy wciąż na początku „królewskiej” drogi tytułowego bohatera, a najlepsze – jak mniemam – wciąż jeszcze przed nami.
„Mieszko” jest udany nie tylko od strony scenariuszowej, ale również graficznej. Szkoda, że twórcy nie zdecydowali się na większy format, bo plansze Przemysława Świszcza zwyczajnie zasługują na więcej przestrzeni. Tym bardziej, że są nie narysowane, a namalowane. Autor efektywnie wykorzystuje możliwości jakie niesie komiksowe medium. Swobodnie podchodzi do wielkości kadrów czyniąc z ich wielkości i kształtu skuteczne narzędzie narracyjne. Podobnie traktuje kolor dostosowując paletę barw, do wydarzeń przedstawianych w kadrach.
Przed nami premiera trzeciego tomu „Mieszka” zatytułowanego „Drużyna” i już teraz wiem, że jest to jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie komiksów w tym roku. „Dziedzictwo” było świetne, „Braterstwo” jeszcze lepsze, zatem – jeśli nic się nie zmieni – „Drużyna” powinna być jeszcze bardziej udana. Jeśli, podobnie jak ja, przegapiliście komiks Przemysława Świszcza, nie idźcie tą drogą i go kupcie. Na pewno się nie rozczarujecie. A jeżeli zależy Wam, żeby historię Mieszka poznać do końca, możecie wesprzeć twórcę w serwisie Patronite.