„Kill or be Killed” [RECENZJA]

„Kill or be Killed” to już szósta seria komiksowa duetu Ed Brubaker i Sean Phillips, twórców takich dzieł jak „Fatale”, „Criminal” czy „The Fade Out”. I choć nie jest tak odkrywcza ani tak nowatorska jak obiecywali twórcy, wciąż zasługuje na uwagę.

W ciągu kilkunastu lat wspólnej pracy scenarzysta Ed Brubaker oraz rysownik Sean Phillips dali się poznać jako twórcy mrocznych historii utrzymanych w duchu klasycznych opowieści spod znaku „noir”. Polskim czytelnikom są znani do tej pory jedynie z miniserii „Fatale” łączącej czarny kryminał z horrorem, niebawem jednak rodzimych wydań doczekają się „The Fade Out” (zapowiedziane przez Mucha Comics) oraz właśnie „Kill or be Killed”, które w swojej ofercie ma Non Stop Comics.

Ostatni z wymienionych tytułów będzie prawdopodobnie najdłuższą produkcją autorstwa duetu Brubaker-Phillips. Na razie nie wiadomo w ilu zeszytach zamknie się opowieść, ale wiadomo, że komiks będzie pełnoprawną serią liczącą co najmniej 50 odcinków. Bohaterem „Kill or be Killed” jest 28-letni Dylan, cierpiący na depresję „wieczny student” beznadziejnie zakochany w dziewczynie swojego współlokatora i nie potrafiący nawiązać bliższych relacji z otoczeniem. Kiedy jego próba samobójcza kończy się fiaskiem, w pokoju mężczyzny pojawia się… demon. Potwór zdradza Dylanowi, że ocalił go przed śmiercią, ale żeby żyć dalej, chłopak musi co miesiąc zabić co najmniej jedną osobę. Wkrótce na ulicach Nowego Jorku pojawia się zamaskowany mściciel pozbawiający życia przestępców, którzy umknęli wymiarowi sprawiedliwości.

W lipcu ukazał się 10 zeszyt „Kill or be Killed” będący jednocześnie domknięciem pierwszej części fabularnej serii. Aż tylu odcinków Ed Brubaker potrzebował, by przedstawić kluczowych bohaterów oraz dobrze osadzić ich w komiksowym świecie. I dopiero teraz, jak obiecuje, zaczną się prawdziwe niespodzianki. Mam nadzieję, bo na razie „Kill or be Killed” jest komiksem niezłym, ale nie wyjątkowym.

Wbrew pierwszym zapowiedziom, Brubaker i Phillips nie oddalili się za bardzo od rejonów i stylistyki, w których czują się najlepiej. „Kill or be Killer” to kolejna w ich dorobku mroczna historia skupiona na bohaterach i opowiedziana z perspektywy pierwszej osoby. Ed Brubaker ponownie przedstawia intrygę opierając się w dużej części na rozbudowanych monologach głównego bohatera oraz bawi się chronologią przedstawianych wydarzeń. Postaci są dobrze nakreślone, a scenarzysta poświęca im znacznie więcej czasu i uwagi niż w swoich wcześniejszych komiksach. Do tego stopnia, że siódmy zeszyt serii w całości dedykował Kirze – przyjaciółce i niedoszłej dziewczynie Dylana będącej jedną z głównych bohaterek komiksu.

Najsłabszym ogniwem „Kill or be Killed” jest… demon. Przyznam, że ten pomysł od początku budził moje obawy. Zamiarem scenarzysty było danie Dylanowi solidnego motywu do tego, by chłopak stał się ulicznym mścicielem. Jednak finalny efekt jest, jak na razie, mało przekonujący. Tym bardziej, że poza parapsychologicznym wątkiem „Kill or be Killed” nie różni się fabularnie od podobnych opowieści tego typu. Dylan wykonuje wyroki na ludziach bezsprzecznie złych. Pozbawia życia nie tylko gangsterów, ale nastaje również tych, którzy są zbyt potężni i zbyt bogaci, by kiedykolwiek stanęli przed obliczem sprawiedliwości. Działalność głównego bohatera oraz rozterki jakie im towarzyszą dostarczają Brubakerowi pretekstu do krytyki współczesnego świata, skorumpowanego systemu politycznego, bezdusznych korporacji oraz ludzkie znieczulicy.

Na szczęście demona w całej historii jest, jak na razie, zaskakująco niewiele. Brubaker rozgrywa jego wątek w sposób bardzo niejednoznaczny dając czytelnikom do zrozumienia, że bestia może być jedynie wymysłem głównego bohatera. Co więcej, na ostatniej stronie 10 zeszytu podsuwa nam wskazówkę, że tajemnica pochodzenia demona może kryć się w przeszłości Dylana. Dlatego, choć na razie ten „piekielny” wątek mnie nie przekonuje, czekam na to co wydarzy się dalej, bo – jeśli wierzyć scenarzyście – to co najlepsze, dopiero przed nami.

Graficznie „Kill or be Killed” nie rozczarowuje. Szkice Seana Phillipsa w połączeniu z kolorami nałożonymi przez niezrównaną Elizabeth Breitweiser robią wrażenie. Phillips jak mało kto potrafi w swoich rysunkach oddać wielkie emocje, a jednocześnie w ciekawy sposób wykorzystuje kadry czyniąc z ich kompozycji kluczowy element narracji.

„Kill or be Killed” nie jest komiksem rewolucyjnym, jak go pierwotnie zapowiadano. To kolejna solidna i dobrze opowiedziana mroczna historia kryminalna utrzymana w klimatach, w których Ed Brubaker i Sean Phillips czują się najlepiej. Miłośnicy talentu tego duetu nie będą rozczarowani. Tym bardziej warto czekać na polską edycję serii, nad którą pracuje wydawnictwo Non Stop Comics.