Podczas tegorocznego festiwalu Komiksowa Warszawa swoje premiery miało ponad 70 komiksów. Dla mnie najważniejszą był „Powrót Kapitana Nemo”, najnowsza odsłona znakomitego cyklu „Mroczne miasta”.

Pojawienie się tego albumu na rynku było zaskoczeniem. W 2019 roku rysownik Francois Schuiten, współtwórca „Mrocznych miast”, ogłosił, że przechodzi na emeryturę i nie będzie już tworzył komiksów. Jednak możliwość narysowania opowieści o Kapitanie Nemo sprawiła, że zmienił zdanie. I bardzo dobrze.

„Powrót Kapitana Nemo” to historia najsłynniejszego bohatera wykreowanego przez Juliusza Verne, który w tajemniczych okolicznościach powraca do życia i na pokładzie statku będącego połączeniem okrętu podwodnego i ośmiornicy przemierza uniwersum Mrocznych Miast.

Album nie jest komiksem w pełnym tego słowa znaczeniu. To bardziej ilustrowana opowieść, w której krótkim, kilkuzdaniowym opisom towarzyszą wspaniałe, pełnostronicowe ilustracje dopiero w finale przechodzące w tradycyjne kadry. Fabularnie wydawnictwo jest hołdem złożonym postaci Kapitana Nemo i twórczości Juliusza Verne’a, którego zarówno Francois Schuiten jak i scenarzysta Benoit Peeters, uważają za duchowego ojca „Mrocznych Miast”.

Od wielu lat chciałem stworzyć komiks będący wyrazem mojego podziwu dla dzieł Juliusza Verne’a. Nasze uniwersum jest bardzo bliskie światu, jaki stworzył w swoich książkach – mówi Benoit Peeters.

Najnowszy album Schuitena i Peetersa to list miłosny do Kapitana Nemo. Nostalgiczna podróż do książek i historii, na których wychowały się pokolenia czytelników i które uznawane są za fundamenty fantastyki naukowej. Verne, jak nikt inny, potrafił w swoich powieściach połączyć futuryzm z przygodą i pełnokrwistymi bohaterami, a jego twórczość wciąż budzi zainteresowanie, czego dowodzą ciągłe wznowienia jego powieści.

Podczas lektury komiksu wraz z Kapitanem Nemo powracałem do najważniejszych wydarzeń z życia bohatera. Jego wspólnej wyprawy z Pierrem Aronnaxem i Nedem Landem („20 000 mil podmorskiej żeglugi”), czy wyjątkowej „przyjaźni” z Cyrusem Smithem, przywódcą rozbitków z Wyspy Lincolna („Tajemnicza wyspa”). Była to podróż piękna i nostalgiczna. I bardzo chciałbym, żeby ten album zapewnił takie same doznania wszystkim czytelnikom. Choć wątpię, by tak się stało.

Obawiam się, że Kapitan Nemo to bohater nieuchronnie odchodzący w przeszłość. Postać ważna dla osób z mojego pokolenia, dzisiejszych 50-latków (i starszych), ale już niekoniecznie dla naszych dzieci. Moja nastoletnia córka płacze nad losem bohaterów „Demon Slayera”, ale książki Juliusza Verne’a, choć bardzo ją do nich zachęcam (a młoda czyta naprawdę dużo), w ogóle jej nie obchodzą. A „Powrót Kapitana Nemo” to danie przeznaczone dla fanów twórczości autora „Pięciu tygodni w balonie”. Bo oni i tylko oni w pełni docenią zarówno treść jak i formę tego albumu.

Edycja „Powrotu Kapitana Nemo” nawiązuje do formy w jakiej książki Verne’a ukazywały się nakładem wydawnictwa Pierre-Julesa Hetzela, której nieodzownym elementem były liczne ilustracje. Schuiten na swoich planszach starał się oddać ich klimat, ale też postawił sobie za cel wykonania ich w sposób perfekcyjny. – Chciałem doprowadzić technikę rysowania do granicy własnych możliwości. W rezultacie, wielokrotnie nie byłem w stanie skończyć pracy. Niektóre plansze rysowałem nawet po dziesięć razy, aż do momentu, kiedy wydawca mówił, że wystarczy, są perfekcyjne, i wyrywał mi je z rąk – wspomina Francois Schuiten.

Trzeba jednak przyznać, że artysta osiągnął swój cel w stu procentach. Wizualnie „Powrót Kapitana Nemo” zapiera dech w piersiach. To album, który od strony graficznej zwyczajnie nie ma sobie równych. Wszystkie części „Mrocznych miast” są rysunkowo świetne, ale w tym tomie belgijski artysta faktycznie przeskoczył sam siebie.

W opisywanym albumie obok głównej historii czytelnicy znajdą również krótkie artykuły poświęcone postaci pisarza, galerię ilustracji wykonanych przez Francois Schuitena do wydanej po raz pierwszy w 1994 roku zaginionej powieści Verne’a „Paryż w XX wieku” oraz informacje o pracach nad rzeźbą upamiętniającą twórcę Kapitana Nemo.

Najnowszy tom „Mrocznych miast” to komiks, który absolutnie mnie oczarował. Nostalgiczna i wspaniała wizualnie opowieść o Kapitanie Nemo dostarczyła mi niezapomnianych wrażeń i na pewno wrócę do niej jeszcze nie raz. Boję się jednak, że takich osób jak ja, może nie być za dużo. „Mroczne miasta” do tej pory raczej nie trafiały na polskie listy bestsellerów, a „Powrót Kapitana Nemo” to propozycja dla fanów Verne’a, czyli raczej „dziadersów” niż młodych. Ci, którzy zarywali noce przy „Dzieciach kapitana Granta”, „20 000. mil podmorskiej żeglugi” czy „Tajemniczej wyspie” będą tym albumem zachwyceni. Pozostali na pewno docenią rysunki, ale obawiam się, że scenariusz nie wywoła u nich takich emocji jak u mnie. Choć, może się mylę?

Leave a Reply