Gdyby „Życie i czasy Charliego Chan Hock Chye” było filmem, na pewno otrzymałoby kilkanaście nominacji do Oscarów, ale finalnie zdobyło głównie nagrody techniczne. Komiks Sonny’ego Liew imponuje wykonaniem, ale od strony fabularnej bliżej mu do podręcznika historii niż tradycyjnej powieści.

Tytułowy Charlie Chan Hock Chye jest fikcyjnym rysownikiem komiksowym a liczący ponad 300 stron album, to opowieść o jego życiu i twórczości, ale przede wszystkim o najnowszej historii Singapuru. Poprzez postać tytułowego bohatera Sonny Liew opowiada o swojej ojczyźnie od czasów kiedy po drugiej Wojnie Światowej stała się oddzielną kolonią brytyjską, poprzez odzyskanie niepodległości, dynamiczny rozwój gospodarczy pod wodzą Partii Akcji Ludowej i premiera Lee Kuana Yew aż do współczesności.

Jest to dość ryzykowny pomysł na scenariusz, jednak sposób w jaki tę historię opowiedział Sonny Liew jest imponujący. Nużący miejscami wykład na temat singapurskiej historii przedstawił bowiem w formie różnorodnych komiksów.

Charlie Chan Hock Chye jest przewodnikiem po tej opowieści i postacią, która ją fabularnie spaja. Poznajemy go jako młodego chłopaka zafascynowanego komiksami i towarzyszmy mu przez kilkadziesiąt kolejnych lat, kiedy Charlie głównie rysuje komiksy. Każdy z nich jest fabularnie związany z bieżącymi, wówczas, singapurskimi wydarzeniami społecznymi i politycznymi. W swoich pracach Charlie odnosi się do strajków, protestów, reform, cenzury, które zna z codziennego życia, ale na ich podstawie tworzy opowieści spod znaku sci-fi, czy wręcz superbohaterskiej pulpy.

W miarę jak Charliemu przybywa lat, zmienia się styl jakim rysuje, a jego historie stają się coraz bardziej skomplikowane. Od prostej opowieści o chłopcu i wielkim robocie przechodzimy do monumentalnej historii o człowieku przeniesionym w odległą przeszłość, by skończyć na alternatywnej wizji rzeczywistości inspirowanej „Człowiekiem z wysokiego zamku”. Każdy z komiksów narysowany jest w zupełnie innej konwencji czyniąc z „Życia i czasów Charliego Chan Hock Chye” ciąg wizualnych zaskoczeń.

Sonny Liew udowadnia tym albumem, że jest mistrzem w swoim fachu. Na kartach komiksu wyczarowuje realistyczne portrety, karykatury, mangę czy cartoonową kreskę rodem z Kaczora Donalda. Jego wszechstronność jako rysownika budzi niekłamany podziw. I też strona wizualna jest najmocniejszym atutem jego dzieła. „Życie i czasy Charliego Chan Hock Chye” ogląda się z niekłamanym z zachwytem. A jak się czyta? To już inna sprawa.

Choć w album wpleciono wątek fabularny w postaci biografii tytułowego rysownika, to podstawową fabułą komiksu pozostają Singapur i jego historia. Bardzo szybko czytelnik zostaje wciągnięty w gąszcz nazwisk, nazw partii i wydarzeń kluczowych z perspektywy historii miasta. Bez dwóch zdań jest to rzecz interesująca. W końcu o Singapurze większość z nas wie jedynie gdzie jest położony, a – czego dowodzi lektura „Życia i czasów Charliego Chan Hock Chye” – cena jaką mieszkańcy metropolii musieli zapłacić za to, by ich miasto stało się azjatyckim tygrysem, była wysoka. I warto ją poznać. Obawiam się jednak, że grono czytelników zainteresowanych tak lokalną tematyką może być niewielkie. Większość konsumentów kultury popularnej to poszukiwacze wciągających, ale i rozrywkowych fabuł, a obu tych elementów w „Życiu i czasach Charliego Chan Hock Chye” zbyt wiele nie znajdziecie (choć okładka sugeruje coś innego). A jeśli są, to i tak ustępują miejsca efektownemu, technicznemu tour de force Sonny’ego Liew.

Bardzo jestem ciekaw jaką popularnością ten komiks będzie się cieszył na naszym rynku. Formalnie jest to mistrzostwo świata, które na dodatek może pochwalić się zdobytymi aż trzema Nagrodami Eisnera i jest wielkim miłosnym listem do komiksowego medium. Fabularnie jednak jest to podręcznik historii. W dodatku bardzo szczegółowy, miejscami zbyt drobiazgowy, a do pełnego zrozumienia wymagający częstego sięgania do ponad 300 przypisów. Boję się, że spora część czytelników może się od tego albumu w połowie „odkleić”, ale też trudno będzie im się dziwić. Mnie lektura „Życia i czasów Charliego Chan Hock Chye” zajęła kilka dni i jeśli w najbliższym czasie do tego wrócę komiksu, to przede wszystkim po to, by go jeszcze „dooglądać”. No, chyba, że jakimś cudem znajdę się w gronie uczestników konkursu wiedzy na temat historii Singapuru. Lepszego komiksowego źródła w tym temacie nie znajdziecie.

Zostaw odpowiedź