Sean Murphy jest genialnym rysownikiem, ale scenarzystą bywa, co najwyżej, solidnym. Alan Moore raczej nie musi się obawiać, że amerykański twórca strąci go z piedestału, ale z Markiem Millarem spokojnie może się ścigać. Podobnie jak szkocki mistrz autopromocji, Murphy najlepiej sprawdza się w formach czysto rozrywkowych. A jeśli jeszcze dostanie w swoje ręce odpowiednią postać, potrafi stworzyć naprawdę udany, popowy komiks mający wszelkie zadatki na bestseller. I dokładnie takim albumem jest jego „Zorro. Z martwych”.
Choć narodził się już ponad 100 lat temu, Zorro nie pozwala o sobie zapomnieć nieustannie pojawiając się w filmach, serialach, grach, powieściach, komiksach a nawet sztukach teatralnych. Legenda Zorro pozostaje żywa w każdym pokoleniu i na każdym kontynencie.
Sean Murphy robi z tej popularności znakomity użytek. Choć akcja jego komiksu rozgrywa się współcześnie, to znajdziemy w niej wszystko to, czego po opowieści o Zorro oczekujemy. Charyzmatycznego tytułowego bohatera, efektowne pojedynki, pościgi, dynamiczną akcję, a przede wszystkim historię o bohaterze stającym w obronie słabszych i swoją postawą dającym nadzieję na lepsze jutro.
Akcja komiksu rozgrywa się w niewielkim miasteczku La Vega, w którym – jak głosi legenda – działał Zorro i gdzie miał swoją tajną kryjówkę. Niestety, współcześnie miasteczko pozostaje pod kontrolą bezwzględnego narkotykowego kartelu. Wydaje się, że losy jego mieszkańców są przesądzone, kiedy niespodziewanie wyzwanie zbirom rzuca Zorro. Uzbrojony w szpadę i dosiadający wiernego rumaka Huragana, zamaskowany bohater staje do nierównej walki z uzbrojonymi po zęby gangsterami.
„Zorro. Z martwych” to niecałych sto stron naprawdę solidnej rozrywki. Murphy’emu udało się połączyć dynamiczną, współczesną akcję ze staroszkolnym potraktowaniem postaci tytułowego bohatera, który, dzięki intrygującemu scenariuszowemu zabiegowi, zachowuje się jak Diego de la Vega z XIX wieku. To połączenie współczesności z tradycją składa się na trzymającą w napięciu opowieść, która może niczym Was nie zaskoczy, ale na pewno nie będziecie się przy niej nudzić.
Największym atutem komiksu pozostają rysunki. Sean Murphy po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem w swoim fachu. „Zorro. Z martwych” zachwyca fantastyczną kreską, świetnie skomponowanymi kadrami, dynamicznymi scenami akcji i wyrazistą kolorystyką. Album znakomicie się czyta, ale z jeszcze większą frajdą się go ogląda. Dla fanów talentu Muprhy’ego „Zorro. Z martwych” to prawdziwa uczta.