„Złoty wiek” Pedrosa i Moreil [RECENZJA]

Trzy lata po nastrojowych „Równonocach” Cyril Pedrosa powraca nowym komiksowym dziełem skazanym na komercyjny i artystyczny sukces. „Złoty wiek”, jedna z najgłośniejszych tegorocznych premier komiksowych rynku frankofońskiego, to trzymająca w napięciu i społecznie zaangażowana opowieść przygodowa przedstawiona w kadrach, które nikogo nie pozostawią obojętnym.

Umarł król, niech żyje królowa. Po śmierci swojego ojca młoda Tilda przygotowuje się do objęcia władzy. Czeka ją trudne zadanie, bo wśród gnębionych przez głód i dręczonych przez możnych poddanych, budzą się rewolucyjne nastroje. Tilda chce odmienić ich los i wprowadzić w królestwie niezbędne reformy, ale sama pada ofiarą spisku. Zdradzona przez najbliższych, ciężko ranna ucieka z pałacu w towarzystwie wiernych jej ojcu rycerzy. Wraz z ich pomocą księżniczka decyduje się walczyć o odzyskanie zrabowanego królestwa. Kluczem do wygranej może być zdobycie tajemniczego skarbu, o którym wspominał ojciec Tildy. Jego odnalezienie nie będzie jednak łatwe, szczególnie w czasie krwawej wojny chłopskiej.

„Złoty wiek” nie jest komiksem historycznym, ale świat, o którym opowiada stworzono tak, by przypominał Europę czasów końca średniowiecza. Wnikliwi czytelnicy bez problemu odnajdą w nim nawiązania do postaci Thomasa Müntzera, przywódcy niemieckiej wojny chłopskiej nazwanego przez Karola Marksa „prekursorem komunizmu”, historii Joanny d’Arc czy losów Karola IX, któremu koronę Francji powierzono gdy miał 9 lat, a władzę w jego imieniu sprawowała matka, Katarzyna Medycejska. Rzeczywistość o której opowiada komiks jest więc mocno osadzona w historii, ale jednocześnie przedstawiona w sposób charakterystyczny dla baśni i opowieści przygodowych.

Odpowiedzialni za scenariusz Cyril Pedrosa i Roxanne Moreil w historii Tildy sprawnie łączą ze sobą różne gatunki. „Złoty wiek” zaczyna się jak komedia, by za chwilę przenieść się w rejony bliskie „Grze o tron”, a później zmienić w zaangażowaną społecznie opowieść przygodową z feministycznym przesłaniem. W rezultacie „Złoty wiek” czyta się znakomicie. Intryga przykuwa uwagę czytelnika od pierwszego do ostatniego, zakończonego potężnym cliffhangerem kadru. Koncepcyjnie komiks Pedrosy i Moreil jest dziełem z tezą, co może nie wszystkim odpowiadać. Jednak przesłanie, którym jest przesiąknięty, wpleciono w intrygę tak dobrze, że nie sądzę, żeby ktoś z jego powodu przerwał lekturę. − Bardzo nam zależało na tym, żeby zagwarantować odbiorcom przyjemność czytania. Dlatego postawiliśmy na trzymającą w napięciu i pełną niespodzianek intrygę, która, w co wierzymy, spowoduje, że komiksem zainteresuje się jak najwięcej ludzi – mówi Cyril Pedrosa.

« 1 z 2 »

Te nadzieje podziela również wydawca, firma Dupuis, która na rynku frankofońskim opublikowała „Złoty wiek” w imponującym, nawet jak na tamtejsze realia, nakładzie 45 000 egzemplarzy. Dla porównania, wcześniejszy album Cyrila Pedrosy „Portugalia” w ciągu 7 lat jakie minęły od jego premiery rozszedł się w nakładzie 80 000 egzemplarzy.

Wierzę, że ta ryzykowna decyzja wydawcy okaże się opłacalna, bo „Złoty wiek” to komiks nie tylko dobrze napisany, ale również, a może przede wszystkim, obłędnie narysowany. Cyril Pedrosa jako rysownik przeszedł tym razem samego siebie. Przygody Tildy przedstawił w zachwycających kadrach, w których wykorzystał chyba wszystkie możliwości jakie oferuje artystom medium komiksowe. W „Złotym wieku” nie ma ani jednej przypadkowej planszy. Wszystkie są precyzyjnie zaplanowane i zakomponowane. Dwustronicowe panoramy sąsiadują w komiksie nim z ciasnymi, dynamicznymi scenami akcji, a disneyowskie, nieco karykaturalne projekty postaci kontrastują z realistyczną scenografią. Podobnie jak w swoich wcześniejszych dziełach, również i tym razem postaci i obiekty narysowane Pedrosę niejednokrotnie przenikają się nadając opowieści odrealniony, baśniowy klimat dodatkowo spotęgowany intrygującą, selektywną kolorystyką.

Stworzenie pierwszej części „Złotego wieku” zajęło autorom kilka lat. Na drugą, przyjdzie nam poczekać co najmniej do roku 2020. I to jedyny minus tego wydawnictwa, bo opowieść o Tildzie kończy się w takim momencie, że oczekiwanie na premierę drugiego tomu będzie zwyczajnie nieznośne. Jak dla mnie, to jeden z najlepszych komiksów tego roku.