Zielony Szerszeń: Narodziny złoczyńcy [RECENZJA]

Ponad rok temu mocno chwaliłem na blogu komiksowe przygody Zielonego Szerszenia. Album wydany przez Planetę Komiksów, niestety, nie trafił na listy bestsellerów i dlatego jego kontynuacja ukazała się w ograniczonym nakładzie. Szkoda, bo dyptyk na który składają się tomy „Upadek z wysoka” oraz „Narodziny złoczyńcy” to jeden z lepszych komiksów rozrywkowych jakie są obecne dostępne na rynku.

Drugi tom kontynuuje opowieść o perypetiach medialnego magnata Britta Reida, który po godzinach, jako zamaskowany superbohater – Zielony Szerszeń – pilnuje porządku na ulicach Century City. W „Upadku z wysoka” Reid wcielił w życie karkołomny plan polegający na przekonaniu wszystkich, że Szerszeń przeszedł na „ciemną stronę” mocy i stanął na czele podziemnego światka. W ten sposób Britt chciał nie tylko kontrolować kryminalistów, ale przede wszystkim namierzyć szajkę sabotażystów (akcja komiksu rozgrywa się na przełomie lat 30. i 40. ubiegłego wieku) działających na rzecz nazistowskich Niemiec.

Plan zakończył się sukcesem, ale i brzemiennym w skutkach. Zielony Szerszeń trafił na czoło listy najbardziej poszukiwanych przez FBI przestępców, a Britt Reid dopuścił się czynów, które ciążyć będą na jego sumieniu do śmierci. Poszukiwany przez policję bohater w towarzystwie oddanego pomocnika Kato rozpaczliwie szuka sposobu na wyjście cało z kłopotów, w które się wpakował. Kłopotów, których źródłem była jego własna pycha. A ta, jak wiadomo, kroczy przed upadkiem.

Już „Upadek z wysoka” był solidnym komiksem, ale „Narodziny złoczyńcy” są w moim przekonaniu jeszcze lepsze. Mark Waid po raz kolejny udowodnił, że potrafi opowiadać historie nie tylko trzymające w napięciu, ale przede wszystkim będące „o czymś”. „Zielony Szerszeń” w jego wykonaniu zwraca na siebie uwagę wiarygodną psychologią bohaterów, rozbudowanym drugim planem oraz realizmem. W Century City nikt nie ma supermocy, wystrzelone kule naprawdę zabijają, a błędne decyzje okazują się dramatyczne w skutkach. Połączenie tych wszystkich składników daje w efekcie trzymającą w napięciu opowieść, której bohaterami autentycznie się przejmujemy.

Od strony graficznej tom drugi „Zielonego Szerszenia” spodobał mi się bardziej niż pierwszy. Rysunki Daniela Indro były znakomite, ale kadry Ronilsona Freire’a są jeszcze lepsze. To wciąż tzw. czysta kreska, ale bogatsza w detale i nieco lepiej zakomponowana, choć bez artystycznej ekstrawagancji.

Wielokrotnie wspominałem, że jestem już mocno zmęczony superbohaterami i zamaskowani obrońcy sprawiedliwości muszą się naprawdę postarać, żeby zwrócić moją uwagę. Zielonemu Szerszeniowi się to udało. Dyptyk „Upadek z wysoka” i „Narodziny złoczyńcy” Marka Waida to kawał solidnej komiksowej rozrywki poważnie traktującej czytelnika. Bardzo żałuję, że ten tytuł nie pobił rekordów sprzedaży, bo po lekturze tych dwóch tomów, mam ochotę na więcej. Zatem apeluję do wszystkich miłośników dobrze skrojonych komiksów rozrywkowych, żeby poświęcili Szerszeniowi swój czas i zawartość portfela, bo komiks zwyczajnie na to zasługuje. A co więcej, w komiksowych sklepach można go nabyć w dwupaku w cenie bardziej niż korzystnej.