Sortownia #10: Wolverine, Lone Sloane i Czarny Młot: Wydarzenie

W dziesiątym odcinku „Sortowni” biorę na warsztat drugim tom przygód Wolverine napisanych przez Jasona Aarona, drugi tom cyklu „Lone Sloane” Philippe’a Druilleta oraz drugi tom znakomitego „Czarnego Młota” Jeffa Lemire’a.

WOLVERINE WG JASONA AARONA, tom 2
„Snikt, ciach, powtórzyć” krzyczy w jednym z kadrów Rosomak i te trzy słowa mogłoby z powodzeniem służyć za podsumowanie drugiego tomu jego komiksowych przygód napisanych przez Jasona Aarona. Jeśli przypadła Wam do gustu część pierwsza, kolejną nie będziecie rozczarowani.

W albumie znalazło się 6 historii. Najciekawsze, a jednocześnie najobszerniejsze z nich to „Kiełbie we łbie” narysowane przez Yanicka Paquette’a oraz „Jutro umiera dzisiaj” z rysunkami Rona Garneya. Pierwszy z wymienionych to brutalna i trzymająca w napięciu opowieść o pobycie Wolverine’a w szpitalu psychiatrycznym, w którym nie wszystko jest tym czym się wydaje. Akcja drugiej koncentruje się wokół walki superbohaterów z Deathlokami – przybyłymi z przeszłości bezwzględnymi zabójcami pragnącymi zlikwidować m.in. Kapitana Amerykę. Na uwagę zasługują także „Miłość i Rosomak” – jednozeszytowa nowela o Wolverinie i jego nowej dziewczynie oraz intrygujący „Koniec początku” przybliżający czytelnikom relacje łączące Logana i Nightcrawlera.

Nie żebym nie doceniał dobrej historyjki z pelerynami i kostiumami. Myślę jednak, że moją mocną stroną jest coś innego – mówi Jason Aaron w wywiadzie w zamieszczonym w komiksie w formie dodatku. Zawarte w tomie opowiadania (a przynajmniej większość z nich) są potwierdzeniem tych słów, bowiem łączą w sobie klasyczną superbohaterską nawalankę z solidnym scenariuszem, w którym chodzi o coś więcej niż tylko efektowną prezentację supermocy. Drugi tom „Wolverine’a” wg Jamesa Aarona może nie robi takiego wrażenia jak pierwszy, ale wciąż czyta się znakomicie. „Snikt, ciach, powtórzyć”.

LONE SLOANE, tom 2
Wydanie „Salambo” Philippe’a Druilleta, monumentalnej powieści graficznej będącej adaptacją książki Gustawa Flauberta, było w moim przekonaniu jednym z ważniejszych wydarzeń na naszym rynku komiksowym w 2016 roku. Polscy czytelnicy wreszcie dostali możliwość zapoznania się z twórczością jednego z francuskich mistrzów komiksu, współzałożyciela wydawnictwa Les Humanoïdes Associés i kultowego magazynu „Métal Hurlant”, którego pracami inspirował się George Lucasi podczas prac nad „Gwiezdnymi wojnami”.

Rok później ukazał się pierwszy tom antologii „Lone Sloane” poświęcony wcześniejszym przygodom Lone Sloane’a, najsłynniejszej postaci stworzonej przez Druilleta i głównego bohatera „Salambo”. Album graficznie zachwycał, ale scenariuszowo pozostawiał sporo do życzenia. Jego druga część jest lepsza, choć po jej przeczytaniu wciąż ma się przekonanie, że Druillet jest lepszym rysownikiem niż scenarzystą.

W kolejnym tomie cyklu „Lone Sloane” znalazły się tylko dwie historie. „Gail”, opublikowany pierwotnie na łamach „Métal Hurlant” w latach 1975-1976, opowiada o krwawym buncie w wielkim galaktycznym więzieniu, buncie, w którym Sloane odgrywa kluczową rolę. Wydany ćwierć wieku później „Chaos” to ostatnia (nie licząc stworzonego w bólach „Deliriusa 2” z 2012 roku) historia poświęcona kosmicznemu awanturnikowi, a jej tematem jest ostateczne starcie pomiędzy Sloanem i jego odwiecznym wrogiem Imperatorem Shaanem.

Drugi tom „Lone Sloane” to jeszcze więcej mętnych scenariuszy, pretensjonalnych dialogów, ale i fantastycznych rysunków. Praktycznie każda strona albumu zachwyca kompozycją plansz, efektownymi projektami postaci i scenografii czy kolorystyką. Mimo koślawych dialogów i ocierającej się o kicz narracji, album robi wrażenie. W komiksowych kadrach Druillet wykreował kadrach monumentalny świat, który może nie wszystkim się spodoba, ale mało kogo pozostawi obojętnym. „Salambo” wciąż pozostaje najlepszym dziełem francuskiego mistrza wydanym w naszym kraju, ale drugi tom „Lone Slone” jest od niego niewiele gorszy.

CZARNY MŁOT. WYDARZENIE
Pierwszy tom „Czarnego Młota” umieściłem na liście najlepszych komiksów ubiegłego roku. Jego kontynuacja jest jeszcze lepsza. „Czarny Młot” to opowieść o superbohaterach, zamaskowanych obrońcach Spiral City, którzy po pokonaniu potężnego Antyboga zostają uwięzieni w równoległej rzeczywistości. Pozbawieni części swoich mocy, uwięzieni w nieswoich ciałach i skazani na życie w obrębie farmy oraz niewielkiego miasteczka, wegetują pozbawieni nadziei na to, że ich los się odmieni.

O „Czarnym Młocie” Jeff Lemire mówi, że jest połączeniem jego dwóch miłości – superbohaterów i amerykańskiej prowincji. Nie myślcie jednak, iż komiksowe kadry są równie senne i leniwe, co położone na uboczu miasteczka. Fabuła serii aż kipi od emocji. Lemire w swoim scenariuszu sprawnie łączy współczesną historię z retrospekcjami oraz cytatami i nawiązaniami do klasycznych komiksów superbohaterskich. W rezultacie „Czarny Młot” ani na chwilę nie przestaje zaskakiwać czytelników. Intryga trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, bohaterowie kryją niejedną tajemnicę, motywy jakie nimi kierują nie zawsze są oczywiste, a efekty ich działań bywają szokujące.

Na premierę drugiego tomu czekałem z niecierpliwością, ale czekanie na kolejny będzie już udręką. Jak na razie „Czarny Młot” z każdą kolejną odsłoną jest coraz lepszy. Jeśli jeszcze po ten tytuł nie sięgnęliście, najwyższy czas to zrobić.

Wydawcą wszystkich omówionych komiksów jest Egmont