Już od blisko 20 lat Gou Tanabe niestrudzenie przenosi prozę H.P. Lovecrafta w komiksowe kadry, a ja z niecierpliwością czekam na kolejne polskie wydania jego dzieł. Niedawno w moje ręce wpadło „Widmo nad Innsmouth”, którym, nie kryję, jestem oczarowany.
Manga, wydana po raz pierwszy w Japonii w roku 2020, jest adaptacją jednego z najbardziej znanych i najbardziej reprezentacyjnych, obok „Gór Szaleństwa”, opowiadań „Samotnika z Providence”. Znajdziecie w nim wszystko to, co twórczości Lovecrafta jest najbardziej charakterystyczne: przedwiecznych, Dagona, Shoggotha, mroczne kulty i samotnego bohatera walczącego o przetrwanie.
Akcja komiksu rozpoczyna się zimą na przełomie 1927 i 1928 roku. Młody student przemierza Nową Anglię pracując nad drzewem genealogicznym swojej rodziny. Celem jego podróży jest miasto Arkham, ale po drodze postanawia zahaczyć o owiane złą sławą Innsmouth. Niegdyś świetnie prosperujące miasteczko portowe od wielu lat popada w ruinę, a o jego dziwnie wyglądających mieszkańcach i ich pogańskich obrzędach chodzą legendy. To, czego bohater doświadczy w Innsmouth, na zawsze odmieni jego życie.
Jak już wspomniałem, w „Widmie nad Innsmouth” znajdziecie to co najlepsze i najbardziej charakterystyczne w twórczości Lovecrafta. A japoński mangaka, jak nikt, potrafi te atuty przenieść w komiksowe kadry. Jego interpretacja popularnego opowiadania przeraża, jak na horror przystało, ale też trzyma w napięciu jak rasowy dreszczowiec i uwodzi duszną, przepełnioną stracheml oraz rybim fetorem atmosferą. Jest przy tym tak sugestywna, że gwarantuję, iż jeśli zdecydujecie się przeczytać oryginalne opowiadanie Lovecrafta, to w waszej wyobraźni pojawią się właśnie plansze z tego komiksu.
Wizualnie „Widmo nad Innsmouth” jest po prostu piękne. Zdaję sobie sprawę, że w przypadku historii, w której zarówno scenografia jak i bohaterowie są odpychający, słowo „piękne” brzmi nieco dziwnie, ale zapewniam, że w tych planszach można się po prostu zakochać. Komiks ukazał się w ramach „Kolekcji Lovecrafta”, czyli ma znacznie powiększony format w stosunku do standardowej wielkości mangowego tomiku, dzięki czemu rysunki Tanabego robią jeszcze większe wrażenie. Precyzyjna kreska, przywiązanie do detali, kompozycja kadrów, to wszystko sprawia, że do tego komiksu chce się wracać, by go po prostu podziwiać.
Jak już się pewnie domyśliliście, jestem wielkim fanem „Lovecrafta wg Gou Tanabego”. Opisywany album jest już czwartym w „Kolekcji Lovecrafta”. Nie ostatnim, ale na chwilę obecną, moim ulubionym. Jeśli do tej pory z adaptacjami Japończyka nie mieliści styczności, „Widmo” idealnie nadaje się na „pierwszy raz”. A jeśli twórczość Tanabego znacie, to pewnie „Widmo nad Innsmouth” już stoi na Waszych półkach, bo tego komiksu zwyczajnie nie można i nie warto przegapić.