„Wehikuł czasu i inne opowieści” Waldemar Andrzejewski [RECENZJA]

Wydawnictwo Egmont konsekwentnie przypomina twórczość polskich mistrzów komiksów.  Dzięki antologii „Wehikuł czasu i inne opowieści” nowe pokolenia czytelników mogą poznać twórczość Waldemara Andrzejewskiego, artysty, którego komiksowe dokonania znane są tylko wśród fanów tego medium, a zasługują na więcej.

„Tam gdzie słońce zachodzi seledynowo” Stefana Weinfelda i Waldemara Andrzejewskiego jest, moim zdaniem, nie tylko najlepszym komiksem opublikowanym na łamach „Relaxu”, ale w ogóle jedną z najlepszych rodzimych historii obrazkowych. Jej rysownik, Waldemar Andrzejewski, to klasyk polskiej grafiki. Autor ilustracji i okładek (m.in. do „Gdyby tygrysy jadły Irysy” Wandy Chotomskiej oraz „Króla Maciusia Pierwszego” i „Króla Maciusia na wyspie bezludnej” Janusza Korczaka czy książek o przygodach „Mistera Hopkina” Juliusza Jerzego Herlingera), plakatów oraz projektów znaczków pocztowych, herbów miast, znaków firmowych a nawet banknotów. Komiksy, których za jego życia ukazały się zaledwie trzy, stanowiły niewielką część jego twórczości. Ale bardzo znaczącą.

Zainteresowanie sztuką komiksową Waldemar Andrzejewski zawdzięcza Philippe’owi Druilletowi, którego poznał w latach 60. na wernisażu w Paryżu i który namówił polskiego artystę, by ten spróbował swoich sił w nowym medium. Pierwszym komiksem Andrzejewskiego był „Wehikuł czasu” (ze scenariuszem Antoniego Wolskiego), adaptacja powieści Herberta George’a Wellsa wydana w 1977 roku w trzecim numerze magazynu „Afa”. Później powstała „Wojna światów” (ze scenariuszem J. Milczarka), również na podstawie powieści Wellsa (opublikowana w 1978 roku, także w magazynie „Alfa”) oraz wspomniane wcześniej „Tam gdzie słońce zachodzi seledynowo” (opublikowane w 11 numerze „Relaxu” w 1977 roku).

Do niedawna żyłem w przekonaniu, że te trzy utwory, to całość komiksowego dorobku Waldemara Andrzejewskiego. Wydana właśnie przez Egmont antologia „Wehikuł czasu i inne opowieści” poświęcona artyście, wyprowadziła mnie z błędu. Obok wspomnianych wcześniej komiksów znalazł się w nim jeszcze „Kapitan Nemo” na podstawie twórczości Juliusza Verne’a oraz fragment nigdy nieukończonej historii „Hasło Słomot”.

« 1 z 2 »

„Wehikuł czasu i inne opowieści” to niecałych 100 stron historii polskiego komiksu. I to jakiej historii! Liczące kilkadziesiąt lat obrazkowe opowiadania Andrzejewskiego wciąż robią niesamowite wrażenie. Stylistycznie przypominające twórczość Philippe’a Druilleta, zaskakują dynamiką, kolorystyką, nowoczesnym kadrowaniem. Fabularnie nieco się zestarzały, tak samo jak zestarzała się twórczość Wellsa i Verne’a, która dziś nie budzi już takie entuzjazmu jak w czasach mojego dzieciństwa. Wizualnie, jednak, „Wehikuł czasu i inne opowieści” dostarczy Wam niezapomnianych wrażeń. Tym bardziej, że na potrzeby antologii komiksowe plansze zostały cyfrowo odnowione, by po raz pierwszy zaprezentować je czytelnikom w takiej formie, w jakiej zostały wymyślone przez artystę (w czasach PRL, choćby ze względu na jakość papieru wykorzystywanego przy produkcji magazynów komiksowych, często nie było to możliwe).

„Wehikuł czasu i inne opowieści” raczej nie trafi na listy bestsellerów, ale „zaawansowani” miłośnicy komiksu, tego albumu nie powinni przegapić. A Egmont powinien dostać medal za to, że tę antologię wprowadził na rynek.