Do „Wędrowca” Viktora Hachmanga zasiadałem nie wiedząc nic ani o autorze ani o samym albumie. Nie miałem więc zbyt wielkich oczekiwań wobec tego komiksu. I dobrze. Bo choć album potrafi zaimponować wizualnie, to od strony fabularnej sporo mu brakuje.
Akcja komiksu rozgrywa się w dalekiej przyszłości, kiedy Ziemia nie nadaje się do zamieszkania, a resztki ocalałej ludzkości żyją na olbrzymiej, orbitalnej stacji Awalon. Główny bohater „Wędrowca”, Geo, jest przewoźnikiem, który w wyniku awarii statku zostaje uwięziony na powierzchni umierającej planety. Zagubiony i przerażony błąka się po zniszczonym w świecie bez nadziei na ratunek za jedynego „towarzysza” mając znaleziony przypadkiem egzemplarz „Burzy” Williama Szekspira.
Fabuła „Wędrowca” jest wątła, żeby nie powiedzieć, że właściwie jej nie ma. Większość komiksu to wędrówka bohatera i jego wygłaszane w formie monologu wewnętrznego przemyślenia, przeplatane szekspirowskimi cytatami. Niestety, rozważania Geo są umiarkowanie zajmujące, równie umiarkowanie odkrywcze i absolutnie nie angażujące czytelnika. „Wędrowiec” to klasyczny komiks „spiętych pośladków”. Dzieło zdolnego twórcy, który tak bardzo chciał dać światu wyjątkowe dzieło sztuki, że ostatecznie stworzył album, który nie zachwyci raczej nikogo. No, może trochę przesadzam. Gdyby kiedyś powstał komiksowy festiwal Nowe Horyzonty, to „Wędrowiec” pewnie znalazłby się w konkursie głównym, ale z szansami tylko na nagrody techniczne.
Bo też oprawa graficzna komiksu, jego kompozycja wizualna i kolorystka, są tym, co faktycznie przykuwa uwagę czytelnika. Wydawca na ostatniej stronie okładki albumu pisze, że „Wędrowiec” jest „graficznym hołdem dla twórczości francuskich mistrzów publikujących w legendarnym czasopiśmie komiksowym „Métal Hurlant”, w szczególności dla Moebiusa”. I nie ma w tych słowach żadnej przesady. Projekty plansz, postaci, a nawet układ dymków są wyraźnie inspirowane twórczością Jeana Girauda. W powiększonym formacie i na wysokiej jakości papierze offsetowym plansze Viktora Hachmanga potrafią autentycznie zahipnotyzować.
Nie jestem fanem „Wędrowca”, ale na jego autora warto zwrócić uwagę. Dobiegający czterdziestki Viktor Hachmang w swojej karierze współpracował z takimi tytułami jak dziennik „The New York Times” czy magazyn „Bloomberg Businessweek” , a jego prace wystawiane są m.in. w Stedelijk Museum w Amsterdamie oraz Victoria & Albert Museum w Londynie. „Wędrowiec” to jego pierwszy komiks opublikowany przez „mainstreamowe” wydawnictwo (Casterman), a ja trzymam kciuki za kolejne. Mimo rozczarowania, jakim okazało się dla mnie spotkanie z tym albumem, jestem świadom potencjału i talentu drzemiących w Viktorze Hachmangu. I mam nadzieję, że kolejnym albumem pokaże już na, co go stać.