„Urbikandyjska gorączka” Peeters i Schuiten [RECENZJA]

Choć polski rynek komiksowy jest dziś większy i bardziej różnorodny niż kiedykolwiek wcześniej, wciąż brakuje na nim wielu ważnych, klasycznych wręcz pozycji. Jedną z nich do niedawna był cykl „Mroczne Miasta” stworzony przez scenarzystę Benoît Peetersa i rysownika oraz architekta François Schuitena. Dzięki wydawnictwu Scream Comics doczekaliśmy się wreszcie polskiej edycji najsłynniejszej odsłony serii zatytułowanej „Urbikandyjska gorączka”.

„Mroczne Miasta” to wyjątkowy cykl, którego głównymi bohaterami są przestrzeń i tworzący ją ludzie. Przestrzeń rozumiana w sensie architektonicznym i urbanistycznym, ale nie tylko. Każdy z tomów serii jest samodzielną opowieścią, a te różnią się od siebie gatunkami oraz, co najbardziej widać w albumach pobocznych, stylistyką.

Bohaterem „Urbikandyjskiej gorączki” jest Eugen Robick, urbatekt (to wymyślony przez twórców zawód będący połączeniem kompetencji architekta i urbanisty) miasta Urbikanda. Życie tego miłośnika symetrii i proporcji gwałtownie zmienia się, kiedy na jego biurku pojawia się znaleziony na placu budowy sześcian. Wykonana z tajemniczego materiału konstrukcja niebawem zaczyna rosnąć przenikając wszystko, co znajduje się na jej drodze. Wkrótce jej elementy pojawiają się na urbikandyjskich ulicach zmieniając nie tylko miasto, ale również jego mieszkańców.

Pierwsza odsłona „Urbikandyjskiej gorączki” pojawiła się jeszcze w 1983 roku na łamach francusko-belgijskiego magazynu „A Suivre”. Komiks liczy więc sobie już ponad 35 lat, a mimo to wciąż zaskakuje świeżością i oryginalnością. Album Benoît Peetersa i François Schuitena na pierwszym, podstawowym poziomie jest sprawnie napisaną opowieścią z pogranicza fantastyki, którą znakomicie się czyta. Jeśli jednak zagłębimy się w nią bardziej, odkryjemy, że w komiksowych kadrach kryje się przystępnie podana rozprawa na temat związków pomiędzy ludźmi, architekturą, polityką, a nawet religią. Pojawienie się w mieście tajemniczej konstrukcji, zwanej Siecią, powoduje prawdziwą rewolucję. Z początku budzi w mieszkańcach Urbikandy lęk, szybko jednak ustępuje on ciekawości, a później ludzie znajdują dla Sieci wiele praktycznych zastosowań. Dla jednych staje się okazją zarobku, dla innych możliwością wędrówki w rejony miasta, które do tej pory pozostawały dla nich niepojęte, jeszcze inni widzą w niej przejaw boskiej woli.

Bardzo podoba mi się tym komiksie to, że autorzy pozostawiają tę historię niedopowiedzianą. Na wiele pytań, jakie stawiać sobie będziecie podczas lektury, nie znajdziecie w „Urbikandyjskiej gorączce” odpowiedzi. Komiks Peetersa i Schuitena otwarty jest na interpretacje, a jednocześnie w jego fabule kryje się wystarczającą dużo tajemnic i zagadek, by chcieć do niego wracać.

W scenariuszu „Urbikandyjskiej gorączki” znajdziecie również sporo (nie tylko) architektonicznych smaczków. Główny bohater komiksu nazywa się Eugen Robick a jego kłopoty zaczynają się wraz z pojawieniem się na jego biurku tajemniczej kostki. A kto jest twórcą najsłynniejszej kostki XX wieku? Węgier Erno Rubik, który również jest architektem. Album został wydany w czerni i bieli, choć poprzednia część „Mrocznych miast” zatytułowana „Mury Samaris” była kolorowa. I tu również nie ma przypadku. Celem autorów było stworzenie historii wizualnie przypominającej drzeworyt, co podkreślają nadając jednej z ulic Urbikandy nazwę Maserel, co jest bezpośrednim nawiązaniem do nazwiska słynnego belgijskiego malarza i grafika Fransa Masereela zapamiętanego przez historię jako ten, który technice drzeworytu przywrócił popularność.

Od strony graficznej komiks Peetersa i Schuitena to majstersztyk. Od pierwszych stron „Urbikandyjska gorączka” zachwyci Was zaplanowany z chirurgiczną precyzją i bogatymi w detale kadrami. Jeśli można je do czegoś porównać, to do stylu Andreasa z jego najlepszych czasów. Ale to co Andreas robił wspaniale, Schuiten potrafi zrobić jeszcze lepiej.

Na fejsbukowym profilu wydawnictwa Scream Comics ktoś narzekał, że to skandal, iż „Mroczne miasta” nie ukazują się na kredzie i w twardej oprawie. Moim zdaniem to nie skandal, a zbawienie. Na grubym, offsetowym papierze rysunki François Schuitena prezentują się znakomicie, a brak refleksów świetlnych, które są sporym mankamentem kredy, gwarantuje komfort przy smakowaniu się komiksowymi kadrami. Dzięki zaś miękkiej oprawie, album jest zwyczajnie wygodny w czytaniu.

Na przyszły rok Casterman planuje kolorową reedycję „Urbikandyjskiej gorączki”. Za położenie kolorów odpowiedzialny będzie Jack Durieux, brat Laurenta Durieux, który z François Schuitenem współpracował przy albumie „Le Dernier Pharaon” z serii „Blake i Mortimer”. Nowa wersja powstaje we współpracy z rysownikiem, ale – przyznam szczerze – nie w jestem pewien czy jej realizacja, to dobry pomysł bo w czerni i bieli komiks prezentuje się olśniewająco.

„Urbikandyjska gorączką” to zaledwie fragment monumentalnego cyklu jakim są „Mroczne miasta”. Choć komiksy spod tego szyldu dzieją się w innych miejscach i mają różnych bohaterów, akcja wszystkich rozgrywa się w jednej wspólnej rzeczywistości. Rzeczywistości, która – jak możemy się dowiedzieć z lektury innych albumów – jest niewidoczna z Ziemi, ponieważ znajduje się po drugiej stronie słońca, ale dzięki specjalnym bramom możliwa jest podróż pomiędzy oboma światami.

Benoît Peeters i François Schuiten przez kilkadziesiąt lat konsekwentnie rozbudowywali swoje uniwersum. W każdym ich komiksie znajdziecie fragmenty naukowych prac, niejednokrotnie z ilustracjami i fotografiami, poświęconych równoległej rzeczywistości. A to nie wszystko. „Mroczne miasta” to bowiem nie tylko komiksy z głównego cyklu, ale również seria spin-offów (stworzonych we współpracy z innymi autorami), wśród których są naukowe rozprawy poświęcone ważnym wydarzeniom z historii alternatywnego świata („Le Mystère d’Urbicande”), przewodnik turystyczny („Le Guide des cités”) a nawet encyklopedia („L’Encyclopédie des transports présents et à venir”).

Z uniwersum „Mrocznych miast” luźno powiązany jest również zrealizowany w 1994 roku film „Taxandria”, do którego François Schuiten zaprojektował scenografię, a którego akcja rozgrywa się w mieście znanym z komiksowego cyklu. Cztery lata wcześniej ukazała się płyta CD zatytułowana „Le Musée A. Desombres” z dźwiękowym zapisem opowieści podróży jaką do Mrocznych Miast odbył fikcyjny malarz Auguste Desombres. W 2002 roku ukazała się, już na DVD, kontynuacja tego projektu zatytułowana „L’affaire Desombres”.

W 1996 roku powstała strona internetowa Urbicande.de zrzeszająca fanów Mrocznych Miast z całej Europy. Bardzo szybko stała się głównym źródłem wiedzy na temat świata stworzonego przez Benoît Peetersa i François Schuitena ale również bazą pomysłów na jego rozwinięcie. Wokół Urbicande.de powstała masa stron internetowych poświęconych innym, wymyślonym przez fanów miastom. Wydawany był również oficjalny internetowy magazyn „Mrocznych Miast” zatytułowany „Obskür”, gdzie publikowano reportaże i relacje z podróży do komiksowego uniwersum, a także rysunki, szkice i rozprawy naukowe. Dużą popularnością cieszyły się również propagowane przez fanów teorie spiskowe, jakoby rzeczywistość znana z „Mrocznych Miast” była prawdziwa, a rządy całego świata, z różnych powodów, utrzymywały ją przed ludźmi w tajemnicy. Strona Urbicande.be zakończyła swoją działalność w 2015 roku, ale jej zawartość została zarchiwizowana na witrynie AltaPlana.be będącej oficjalną encyklopedią komiksowego uniwersum.

Do spiskowych teorii nawiązywała również stworzona w 1999 roku w Brukseli przez Schuitena i Peetersa wystawa. Z jednej strony poświęcona była architekturze miasta, z drugiej sugerowała, że gwałtowne zmiany urbanistyczne, jakie zaszły w Brukseli na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, były konsekwencją działań sił rządowych niszczących porozrzucane po mieście teleporty prowadzące do Mrocznych Miast. Tę historię autorzy rozwinęli w swoim ostatnim albumie cyklu, dwuczęściowym „La Théorie du grain de sable” wydanym w latach 2007 i 2008.

Jako ciekawostkę warto też wspomnieć, że nawiązanie do „Urbikandyjskiej gorączki” pojawiło się także w kanadyjskim filmie sci-fi „Mars & Avril” Martina Villeneuve, gdzie scenografia w jednej ze scen powstała w oparciu o komiksowe kadry François Schuitena.

Jeśli dotrwaliście do końca tego długiego tekstu, wiecie już, że „Mroczne Miasta” to cykl absolutnie wyjątkowy daleko wykraczający poza komiksowe medium. „Urbikandyjska gorączka” jest najbardziej znaną i najpopularniejszą jego odsłoną wartą każdej złotówki. A jeśli to Was nie przekonuje, dodam, że album otrzymał w 1985 roku nagrodę na festiwali w Angouleme dla najlepszego komiksu roku.

Mam nadzieję, że Scream Comics wyda wszystkie części cyklu. I żałuję, że zapewne nie doczekamy się już kolejnych odsłon „Mrocznych Miast”. Ostatni wspólny komiks zatytułowany „Souvenirs de l’Éternel présent” Schuiten i Peeters wydali w 2009 roku, a w maju tego roku rysownik ogłosił, że przechodzi na zasłużoną emeryturę.