Browse By

„Trzeci Testament: Juliusz” [RECENZJA]

Seria „Trzeci Testament” Xaviera Dorisona i Alexa Alice’a była swego czasu sporym przebojem, nie tylko na rynku frankofońskim. Nic więc dziwnego, że doczekała się prequela. I to bardzo udanego. W latach 2010-2018 ukazała się pięciotomowa opowieść „Trzeci Testament: Juliusz”, którego zbiorcze wydanie niedawno zostało wydane przez Egmont.

„Trzeci Testament” czytałem wiele lat temu (seria w Polsce ukazała się w latach w2002-2003) i, przyznaję, niewiele dziś już z niej pamiętam. Na szczęście „Juliusz” z powodzeniem sprawdza się jako samodzielne dzieło.

Komiks przenosi nas do starożytnego Rzymu, do czasów kilkadziesiąt lat po śmierci Chrystusa i wciąż żywej pamięci o człowieku, w którym wielu ludzi upatruje Mesjasza. Juliusz Publiusz Wideks, rzymski dowódca, jest u szczytu swojej popularności. Po krwawym stłumieniu kolejnego żydowskiego powstania powraca do Rzymu z zamiarem wykorzystania swojej potęgi, do przejęcia władzy w imperium. Niestety, jego plan sypie się w gruzy, a on sam okryty niesławą trafia na galery, a potem do ciężkiej pracy w kopalni siarki. Na jego drodze pojawia się tajemniczy mężczyzna, o którym niektórzy wspominają, że to właśnie on, a nie Jezus, ma być Mesjaszem. Losy tych dwóch mężczyzn splotą się w porywającej historii o walce, miłości, wierze i… demonach.

Choć na okładce „Juliusza” nadal pojawiają się nazwiska Alice’a i Dorisona, to album jest dziełem nie tylko ich. Dorison jest pomysłodawcą fabuły i współautorem scenariusza pierwszego tomu, a Alice autorem scenariuszy tomów 2-5 oraz współautorem fabuły tomu 1. Za oprawę graficzną komiksu odpowiedzialni są Robin Recht (tom 1) oraz Thimothee Montaigne (tomy 2-5).

Akcja „Juliusza” rozgrywa się kilkaset lat przed wydarzeniami opowiedzianymi w „Trzecim Testamencie”. Przedstawia okoliczności narodzin tytułowego Testamentu jak również jednego z głównych bohaterów późniejszego cyklu. I, co najważniejsze, robi to dobrze. Dorison i Alice po raz kolejny sprawnie połączyli w komiksie pełną rozmachu historię z faktami i autentycznymi postaciami. „Juliusz” przedstawia alternatywną wersję historii, ale – dzięki temu zabiegowi − w sposób wiarygodny, a dzięki temu przekonujący.

Owszem, w tym liczącym 326 stron albumie jest kilka słabszych momentów. Akcja potrafi niekiedy otrzeć się o monotonnię, scenarzyści nie rozwijają kluczowych, wydawałoby się, informacji jak choćby tej o pochodzeniu „nowego Mesjasza”, a rozwiązanie niektórych wątków jest zwyczajnie naiwne. Trzeba jednak przyznać, że cała historia przedstawiona jest na tyle sprawnie, iż na większość z tych niedociągnięć zwyczajnie nie zwraca się uwagi podczas pierwszej lektury.

„Julisz” nie rozczarowuje także od trony graficznej. Również i w rysunkach nie mamy do czynienia z dziełem przełomowym czy nowatorskim, ale bardzo solidną produkcją efektywnie wykorzystującą klasyczne rozwiązania wizualne i stylistyczne. Recht a później Montaigne znakomicie radzą sobie zarówno z emocjonalnymi scenami obyczajowymi jak i pełnymi rozmachu bitewnymi panoramami.

„Trzeci Testament: Juliusz” to kilka godzin dobrej zabawy. Świetnie opowiedzianej i znakomicie zilustrowanej. Przyznaję, że spotkaniu z „Juliuszem” nabrałem ostrego apetytu na ponownie spotkanie z podstawową serią Dorisona i Alice’a. Tym razem w zapowiedzianym już przez Egmont wydaniu zbiorczym.