Wydawnictwo Centrala od wielu już lat proponuje polskim czytelnikom komiksy z Czech. Zawsze sięgam po nie zaintrygowany, bo niejednokrotnie są to albumy wyjątkowe. I takim też jest „Traum 1999” Tomáša Motala. Komiks, który wizualnie nie bierze jeńców, choć fabularnie bywa wyzwaniem.

Urodzony w 1987 roku Ołomuńcu Tomáš Motal to prawdziwy człowiek-orkiestra. Jest wykształconym rzeźbiarzem, absolwentem wydziału malarstwa Uniwersytetu w Ostrawie, był frontmanem muzycznej grupy Schwarzprior, sporadycznie grywa w filmach, a na życie zarabia rysowaniem, również komiksów (choć w przeszłości m.in. czyścił maszyny w fabrykach, roznosił ulotki oraz stał za barem).

Tworzony od 2019 roku „Traum” sam autor uważa za swoje najbardziej reprezentacyjne dzieło. W tomie, który niedawno trafił do sprzedaży, znalazły się wszystkie komiksy stworzone pod tym szyldem. Trzy pierwsze, oryginalnie wydane samodzielnie przez Motala, zostały zremasterowane i rozbudowane oraz dodano do nich trzy nowe historie. W albumie znajdziemy także kilkadziesiąt grafik z „uniwersum Traum” autorstwa samego Motala jak również innych czeskich artystów, jego przyjaciół i znajomych.

Opowiedzenie o czym właściwie jest „Traum 1999” jest sporym wyzwaniem. W historiach stworzonych przez Motala znajdziemy członków podejrzanego kultu dokonujących mrocznego rytuału w noc inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku, pisarza próbującego od lat stworzyć wyjątkową powieść fantastyczną, frontmana muzycznego zespołu Manekin, aktora filmów dla dorosłych oraz ludzi ocalałych z tajemniczej, chemicznej apokalipsy.

Tych sześć epizodów nie tworzy jednej, spójnej historii, ale wszystkie są częścią tego samego uniwersum. Świata wyrastającego z fascynacji Motala popkulturą (w epizodach w „Traum 1999” pojawiają się agenci Mulder i Scully, detektyw Kojak a nawet hobbit), fantastyką, czy trudną historią Czechosłowacji jako kraju będącego przez lata jednym z najbardziej opresyjnych w sowieckiej strefie wpływów. „Mrok i beznadzieja podane w konwencji snu” – tak swój cykl opisuje sam autor.

I jest to podsumowanie bardzo trafne. „Traum 1999” to komiks, w którym najważniejsza jest atmosfera. Niesamowite, często przeczące logice historie przywodzą na myśl oniryczne produkcje Davida Lyncha czy odrealnione komiksy Charlesa Burnsa. Sam Tomáš Motal odżegnuje się od porównywania go do Burnsa jako źródła swoich inspiracji wskazując przede wszystkim Kaję Saudeka (w Polsce znanego z komiksu o zamachu na Reinharda Heydricha opublikowanego w 1976 roku w drugim numerze magazynu „Relax”), ale także Simona Bisleya, Franka Millera, Mike’a Mignolę, H.R. Gigera a przede wszystkim serial „Z archiwum X”, które emisja była dla autora doświadczeniem wręcz formacyjnym.

„Traum 1999” jest nie tyle komiksem, co komiksowym doświadczeniem. Albumem zabierającym czytelnika w podróż, podczas której może nie wszystko jest jasne i klarowane, ale której długo nie zapomnicie. Kadry Tomáša Motala zachwycają precyzją, bogactwem detali oraz sugestywnym wykorzystaniem możliwości jakie daje tworzenie czarno-białych plansz. Sporo w nich atmosfery rodem z filmów wspomnianego już Davida Lyncha, ale wyraźne są też nawiązania do produkcji spod znaku niemieckiego ekspresjonizmu. „Traum 1999” nie jest albumem dla każdego, ale jeśli ktoś ma słabość do Charlesa Burnsa, to Motalem rozczarowany nie będzie.

Zostaw odpowiedź