„The Goon” Eric Powell [RECENZJA]

Kilkanaście lat po premierze trzech tomików wydanych przez Taurus Media, „The Goon” czyli Zbir powrócił do Polski dzięki Non Stop Comics. Tym razem w solidnej, twardookładkowej edycji z tłumaczeniem Pauliny Braiter. To pozycja, której nie wolno przegapić.

Uhonorowany w sumie siedmioma Nagrodami Eisnera „The Goon” to jeden z najpopularniejszych amerykańskich komiksów niezależnych. Stworzony przez scenarzystę i rysownika Erica Powella po raz pierwszy ukazał się w 1998 roku nakładem wydawnictwa Avatar Press. Niestety, współpraca autora z oficyną od początku szła jak po grudzie i po premierze zaledwie trzech zeszytów cykl na kilka lat zniknął z rynku.

Do komiksowych sklepów „The Goon” powrócił w 2002 roku. Po tym jak publikacji komiksu odmówiły wszystkie wydawnictwa, którym Powell zaproponował współpracę, autor zdecydował się go wydać własnym sumptem pod szyldem Albatross Exploding Funny Books. Cykl spotkał się z tak dobrym przyjęciem czytelników, że już rok później trafił pod skrzydła Dark Horse Comics, gdzie znalazł dom na kolejnych kilkanaście lat.

Tytułowy Goon czy też Zbir, jak przetłumaczono imię głównego bohatera w publikacji Taurus Media, jest nieskomplikowanym osiłkiem, gangsterem a zarazem jedynym człowiekiem będącym w stanie powstrzymać plagę zombie zagrażającą miastu. Kiedy nie walczy z zombie, stawia czoła potworom, wampirom oraz wszelkiej maści zabijakom nasyłanym na niego przez żądnego władzy demonicznego kapłana dowodzącego nieumarłymi.

„The Goon” to szalone połączenie horroru i brutalnej gangsterskiej komedii spod znaku Guya Ritchiego okraszone pokaźną ilością niesmacznych żartów. Pomysł na serię jest prosty, ale ta prostota jest jego siłą, bo dzięki niej, można w nim zmieścić praktycznie wszystko. „The Goon” z jednej strony chwyta za serce licznymi odniesieniami do pulpowej klasyki, z drugiej zachwyca mnogością oryginalnych pomysłów. Powell sprawnie miesza ze sobą konwencje i gatunki w kreatywny sposób odbijając się od sprawdzonych, niekiedy wręcz ogranych rozwiązań, by na ich podstawie stworzyć zupełnie nowe.

Tytułowy bohater jest więc prostym mięśniakiem o twarzy pooranej bliznami, ale w jego życiu nie brakuje tragicznych wydarzeń, z których nie potrafi się otrząsnąć. Jego najbliższy kumpel Frankie to wygadany zakapior w typie Joe Pesciego z „Chłopców z ferajny”, ale i jego przeszłość skrywa niespodzianki. W „Goonie” nawet potwory okazują się być inne. Wampiry to kompletne ciamajdy, gigantyczny gadający pająk ma małżeńskie problemy, a niebezpieczny Rybi Pete musi wstydzić się za wiecznie niezaspokojoną matkę.

„The Goon” nieustannie zaskakuje czytelnika. Sporo w tym komiksie komedii, ale nie brakuje fragmentów prawdziwie dramatycznych. To zresztą wpisuje się w pierwotny pomysł Erica Powella na serię, która miała być – jak sam wspominał w wywiadach – miejscem pozwalającym na umieszczenie obok siebie wielu różnorodnych, niekiedy sprzecznych ze sobą pomysłów i rozwiązań. Efekt tego mariażu jest jednak zaskakująco spójny i, co najważniejsze, intrygujący.

Seria Erica Powella „działa” również dzięki fantastycznym rysunkom. Wydany właśnie zbiór pozwala prześledzić jak w przeciągu zaledwie kilku lat pracy rozwinął się jego autor. Już pierwsze opowieści cieszą oko (choć sam Powell przyznaje, że zgodził się na ich wznowienie tylko po to, żeby pokazać, iż nawet uznani artyści w przeszłości dawali dupy) a każde kolejne są coraz lepsze. „The Goon” w większości opowiedziany je za pomocą cartoonowej kreski, ale wśród powellowych kadrów nie brakuje rysunków szkicowanych i cieniowanych ołówkiem. Ich charakter znakomicie podkreślają kolory autorstwa Dave’a Stewarta, co jednak nie powinno dziwić, bo Stewart to jeden z najlepszych kolorystów branży uhonorowany za swoją pracę dziewięcioma Nagrodami Eisnera.

„The Goon” to seria, której wstyd nie znać. Zabawna, wypełniona akcją i fantastycznymi bohaterami oraz znakomicie narysowana. Kompletne wydanie liczyć będzie pięć tomów, zatem „Zbir” jest wymagający jeśli chodzi o miejsce na półkach, ale mam nadzieję, że dacie radę go upchnąć w swojej biblioteczce. A niebawem za oceanem ukażą się nowe zeszyty „Zbira”, pod którymi podpisze się już nie tylko Eric Powell, ale również – jak obiecuje autor – najlepsi scenarzyści i rysownicy w branży.