Po „Świętą Barborę” sięgnąłem przez wzgląd na osobę Vojtěcha Maška, którego „Siostry Dietlove” kilka lat temu mocno mną wstrząsnęły. Ten komiks jest jeszcze lepszy. I choć powstał z inspiracji autentycznymi wydarzeniami, opowiada absolutnie nieprawdopodobną historię.
W 2007 roku Czechami wstrząsnęła tzw. „sprawa kurimska”. 7 maja tego roku, Eduard Tvrdy zainstalował w swoim domu elektroniczną nianię mającą na domowym telewizorze pokazywać co dzieje się pokoju jego dziecka. Urządzenie złapało jednak sygnał z innego domu, a oczom Tvardego ukazał się przetrzymywany w piwnicy, związany i pobity chłopiec. Mężczyzna szybko zawiadomił policję, która ustaliła, że sygnał pochodził z domu mieszkającej po sąsiedzku Klary Mauerowej.
Kobieta i jej starsza siostra wspólnie wychowywały dwóch synów Klary oraz adoptowaną, 13-letnią córkę Aniczkę. Kiedy w ich domu pojawiła się policja kobiety przekonywały, że zamknięty w piwnicy kilkuletni Ondrej bawi się tam w… Harry’ego Pottera. Jak się okazało, chłopiec był więziony i torturowany przez blisko pół roku. Klara znęcała się również nad swoim drugim synem, natomiast Aniczka sprawiała wrażenie jak by nic jej się nie stało.
A to dopiero początek tej historii. Dziewczynka uciekła z ośrodka dla dzieci, do którego trafiła po tym jak jej przybrana matka została aresztowana. Poszukując jej czescy policjanci odkryli, że Aniczka nie jest 13-latką, ale dorosłą 32-letnią Barborą Skrlovą, byłą opiekunką w przedszkolu „Promyczek”, gdzie pracowała również Klara Mauerowa. Co więcej, w miarę postępów w śledztwie na jaw wyszło, że w proces adopcji Barbory zamieszana była… starsza siostra Klary. Kiedy Barborę odnaleziono, ta po jakimś czasie ponownie uciekła, by ponownie zmienić tożsamość, tym razem na chłopca, przybranego syna znanego czeskiego pisarza Martina Farhnera.
Wszyscy, to jest Klara, jej siostra Katerina oraz Barbora, ostatecznie stanęły przed sądem i otrzymały wyroki skazujące (obecnie są znowu na wolności). Do dziś jednak do końca nie wiadomo dlaczego do tych dramatycznych w ogóle wydarzeń doszło. Wiele wskazywało na to, że kobiety były pod wpływem sekty o nazwie Ruch Świętego Graala, ale tego powiązania nigdy do końca nie udowodniono.
Komiks „Święta Barbora” planowany był jako wierna faktom opowieść o sprawie kurimskiej, a jej autorzy mieli ambicję dotrzeć do samego jej sedna. W ciągu 6 lat pracy nad albumem te założenia uległy jednak zmianie. Powstała historia silnie inspirowana wydarzeniami z 2007 roku, ale fikcyjna, której główną bohaterką jest dziennikarka pracująca nad artykułem o sprawie bardzo podobnej do kurimskiej.
Gatunkowo komiksowi najbliżej do dreszczowca, ale sporo w nim elementów psychologicznego dramatu czy reporterskich wręcz ustępów, głównie poświęconych Ruchowi Świętego Graala. Paradoksalnie, odejście autorów od oryginalnych wydarzeń pozwoliło im na stworzenie spójnej, frapującej a jednocześnie bliskiej faktom opowieści z dużym prawdopodobieństwem wyjaśniającej co naprawdę mogło kryć się za historią Barbory Skrlovej.
Scenariusz „Świętej Barbory” trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Fabuła pełna jest niespodzianek oraz zwieńczona przewrotnym finałem. To opowieść o obsesji, manipulacji, bezwzględności, fanatyzmie i okrucieństwie, obok której nie można przejść obojętnie. Tym bardziej, że, choć nieprawdopodobna, jest mocno osadzona w prawdziwych wydarzeniach.
Komiks jest dziełem trojga autorów. Obok wspomnianego już przeze mnie Vojtěcha Maška pod „Świętą Barborą” podpisali się również Marek Šindelka i Marek Pokorný. Pierwszy jest ilustratorem i animatorem, współtwórcą znanych również w naszym kraju filmów „Fritzi. Przyjaźń bez granic” czy „Gdzie jest Anna Franka?” Ariego Folmana. Drugi to pisarz i scenarzysta filmowy, laureat nagrody Czeskiego Lwa i autor przetłumaczonych na kilkanaście języków, w tym również na polski, powieści i opowiadań.
Z ich połączonych mocy powstał komiks wyjątkowy. Dopracowana fabularnie, formalnie i wizualnie podróż do najmroczniejszych zakątków ludzkiej psychiki. Podróż przerażająca, bezwzględna, ale przede wszystkim fascynująca i niezwykle emocjonująca. Polecam.