„Spider-Man i Czarna Kotka” i „Spider-Man 2099″ [RECENZJA]

Kevin Smith uchodzi za najlepszego komiksiarza wśród reżyserów i najlepszego reżysera wśród komiksiarzy. Obok udanych filmów, na swoim koncie ma również kilka niezłych komiksów. „Spider-Man i Czarna Kotka: Zło, które ludzie czynią” jest jednym z nich.

Spider-Man i Czarna Kotka (była złodziejka, którą łączy z Pajęczakiem burzliwa przeszłość) spotykają się po latach podczas śledztwa w sprawie Pana Brownstone’a, tajemniczego handlarza narkotyków, którego klienci umierają z przedawkowania. Co ciekawe, choć ich ciała wypełnione są końskimi dawkami heroiny, nie ma na nich żadnych śladów po ukłuciach igieł. Śledztwo zamaskowanych superbohaterów bardzo szybko zmienia się w bezwzględną walkę na śmierć i życie, podczas której na jaw wychodzą sekrety z przeszłości Czarnej Kotki.

Kiedy w 2002 roku Kevin Smith rozpoczynał prace nad scenariuszem „Spider-Mana i Czarnej Kotki” miał już na swoim koncie dwie dobrze przyjęte miniserie „Daredevil: Diabeł stróż” dla Marvela oraz „Green Arrow: Kołczan” dla DC Comics. Wydawca liczył, że „Zło, które ludzie czynią” odniesie podobny sukces, ale tak się nie stało. A przynajmniej nie od razu.

Po premierze trzeciego zeszytu miniserii zawalony innymi obowiązkami Kevin Smith na trzy lata porzucił „Spider-Mana i Czarną Kotkę”, co zostało bardzo źle przyjęte przez czytelników i spotkało się z głośną krytyką. Do komiksu autor powrócił dopiero w 2005 roku. Rok wcześniej ukończył film „Jersey Girl”, który okazał się najkosztowniejszą i najboleśniejszą porażką w jego karierze. Być może również dlatego, dalsze przygody Spider-Mana i Czarnej Kotki były znacznie poważniejsze oraz pojawiły się w nich wątki seksualnej przemocy i wykorzystywania, a także traumy jaką niosą ze sobą takie przeżycia.

Kevin Smith przyznał, że trzyletnia przerwa w pisaniu scenariusza sprawiła, że napisał komiks znacznie lepszy niż ten, nad którym zaczął pracę w 2002 roku. Co nie znaczy, że stworzył dzieło wybitne. „Spider-Man i Czarna Kotka” jest komiksem bardzo nierównym. Miniseria zaczyna się jak superbohaterska komedia romantyczna, by w połowie niespodziewanie zmienić się w obyczajowy dramat dotykający tematów najpoważniejszych. Co więcej, Smith nie do końca panuje nad swoimi bohaterami. Wątek Scorpi, z którą Spider-Man i Czarna Kotka toczą walkę w drugim zeszycie, zostaje urwany „w pół zdania”. Podobnie niespodziewanie kończy się gościnny występ z Nightcrawlera, którego obecność w komiksowych kadrach ogranicza się tylko do kilku kwestii dialogowych.

Scenariuszowe niedociągnięcia wynagradza strona graficzna komiksu. Autorem rysunków do „Spider-Mana i Czarnej Kotki” jest Terry Dodson, znakomity artysta polskim czytelnikom znany już z serii „Red Skin” czy wydanego w 2008 roku przez nieistniejącą już oficynę Sutoris albumu „Sny: Coraline”. Dodson, mający na swoim koncie pracę przy „Harley Quinn” czy „Wonder Woman”, słynie z umiejętności kreślenia pięknych kobiet jak również efektowych scen akcji. Oba te elementy znajdziecie w „Źle, które ludzie czynią”. I jeśli tylko jesteście fanami stylu Terry’ego Dodsona, ten komiks dostarczy Wam wiele radości.

Tego samego nie można powiedzieć o drugim komiksie ze Spider-Manem w tytule wydanym w ubiegłym miesiącu. „Spider-Man 2099: Nie z tego czasu” to pierwszy tom przygód Miguela O’Hary, genialnego naukowca żyjącego u progu XXII wieku, który próbując w swoim laboratorium odtworzyć moc Spider-Mana sam stał się jej posiadaczem i jako zamaskowany superbohater rozpoczął walkę ze złem i niesprawiedliwością. W „Nie z tego czasu” O’Hara trafia do naszych czasów, gdzie na jego trop trafia dawny wróg dążący do wyeliminowania Spider-Manów ze wszystkich światów równoległych.

Nie miałem wobec „Spider-Mana 2099” żadnych specjalnych oczekiwań. Liczyłem, że komiks napisany przez laureata nagrody Eisnera Petera Davida („Hulk. Koniec i inne opowieści”) dostarczy mi niezobowiązującej rozrywki w futurystycznej oprawie. Niestety, w „Nie z tego czasu” futurystyczny jest jedynie kostium głównego bohatera, a sama intryga to sztampowa i przewidywalna opowieść superbohaterska, w której nie ma nic co sprawiłoby, że zapamiętacie ją na dłużej. W pierwszym tomie „Spider-Mana 2099” nie znajdziecie ani scenariuszowych niespodzianek, ani cieszących ucho dialogów ani nawet intrygujących bohaterów. Być może docenią go najbardziej oddani fani Pajęczaka, ale pozostali powinni ten tytuł omijać szerokim łukiem.

Komiksy „Spider-Man i Czarna Kotka: Zło, które ludzie czynią” oraz „Spider-Man 2099: Nie z tego czasu” ukazały się nakładem wydawnictwa Egmont.