Sortownia #7: „Flash”, „Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni”, „Aquaman”, „Nastoletni tytani” [RECENZJA]

Poprzedni „odrodzeniowy” zestaw mocno mnie zmęczył. Do kolejnego podchodziłem więc z duszą na ramieniu, ale ostatecznie nie było źle. W tym odcinku „Sortowni” na warsztat biorę kolejne serie z cyklu „DC Odrodzenie”: „Flash”, „Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni”, „Aquaman” oraz „Nastoletni tytani”.

FLASH: PIORUN UDERZA DWA RAZY
„Flash” było jedną z lepszych serii publikowanych w ramach „New 52”, a jej twórcom – Francisowi Manapulowi i Brianowi Buccellato udało się połączyć w niej efektowną superbohaterską nawalanką z solidnym scenariuszem, który był czymś więcej niż tylko zlepkiem pretekstów do eksponowania supermocy. Ich następca Joshua Williamson podąża podobną drogą i do tego z niezłym skutkiem.

Barry Allen, najszybszy człowiek na ziemi, jest jednym z nielicznych zdających sobie sprawę z tego jak wielkie zmiany zaszły w świecie, w którym żyje. I tylko on oraz Batman są przekonani, że za ich wprowadzeniem czai się ktoś potężny, ktoś pozostawiający za sobą charakterystyczne, poplamione krwią, żółte znaczki uśmiechniętej buźki. Śledztwo jakie prowadzą w tej sprawie utyka w miejscu, ale Flash nie ma czasu się tym przejmować. Kiedy w wyniku tajemniczej burzy duża część mieszkańców Cebtral City zostaje obdarzonych mocami podobnymi do jego, superbohater ma pełne ręce roboty. Nie dość, że uczy nowicjuszy korzystania z tego wyjątkowego daru, to jeszcze robi wszystko, by uchronić ich przed śmiercią z rąk szaleńca, który na cel wziął sobie nowych sprinterów.

Nie jestem specjalnym fanem Flasha, ale „PIorun uderza dwa razy” przeczytałem z przyjemnością. Scenariusz Joshuy Williamsona nie jest odkrywczy, ale jest za to dobrze napisany. Intryga wartko mknie do przodu, bohaterowie walczą ze złem, ale znajdują też czas na inne aktywności. Tożsamość czarnego charakteru nie jest zaskakująca, ale już sam przeciwnik prezentuje się bardzo efektownie, a poza tym nosi czadowe imię Godspeed. W tle walki z nim mamy solidny wątek kryminalny i trochę słabszy obyczajowy, ale wszystko razem daje lekkostrawne i całkiem smaczne komiksowe danie. Choć rysunki mogłyby być lepsze.

HAL JORDAN I KORPUS ZIELONYCH LATARNI: PRAWO SINESTRO
Green Lantern nie miał do tej pory szczęścia w naszym kraju. W latach 90. dziesięć zeszytów z jego przygodami wydał TM-Semic, dekadę później jeden tom Egmont, a w tym roku w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics ukazało się „origin story” tego bohatera zatytułowane „Tajna geneza”. „Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni” jest więc pierwszą pełnoprawną serią poświęconą jednemu z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów uniwersum DC jaka doczekała się publikacji w kraju nad Wisłą.

Tytułowe Zielone Latarnie to korpus międzygwiezdnych strażników walczących ze złem przy pomocy niesamowitych pierścieni pozwalających im materializować to, o czym sobie pomyślą. Było ich kilka tysięcy, pozostał jeden – Ziemianin Hal Jordan. Zielone Latarnie przegrały walkę z Sinestro, swoim dawnym towarzyszem a obecnie bezwzględnym dyktatorem sprawującym władzę za pomocą oddziałów Żółtych Latarni, których pierścienie napędza moc strachu. Jednak póki żyje Hal Jordan, jest nadzieja, że korpus powróci a wraz z nim pokój i porządek we wszechświecie.

„Prawo Sinestro” to kolejny po „Flash: Piorun uderza dwa razy” niezły komiks spod szyldu „DC odrodzenie”. Scenarzysta Robert Venditti, który był odpowiedzialny za przygody Green Lanterna również w czasach New 52, stworzył solidną, wypełnioną akcją, ale i humorem superbohaterską opowieść zgodną ze wszystkimi regułami gatunku. Na ponad 150 stronach komiksu Hal Jordan dokonuje wyjątkowych czynów, Sinestro przeraża, ale i fascynuje a Guy Gardner (obok Hala Jordana najbardziej znany ziemianin służący w korpusie Zielonych Latarni) skutecznie rozładowuje napiętą atmosferę.

Dodatkowo „Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni” wyróżnia się rysunkami Ethana Van Scivera i Rafy Sandovala. Obaj artyści konsekwentnie unikają klasycznych kadrów w efektowny sposób wykorzystując całą powierzchnię planszy i świetnie sprawdzają się w komponowaniu pełnych rozmachów kosmicznych bitew.

AQUAMAN: UTONIĘCIE
Choć Aquaman jest jednym z najstarszych mieszkańców uniwersum DC Comics ( tym roku skończył 76 lat) to dopiero teraz doczekał się polskiego wydania serii z jego imieniem w tytule.

Arthur Curry, syn władczyni Atlantydy i człowieka, jest nie tylko członkiem Ligi Sprawiedliwości, ale przede wszystkim władcą olbrzymiego podwodnego królestwa. Królestwa, które od wieków żyło w izolacji od świata na powierzchni i którego mieszkańcy w dużej części podchodzą sceptycznie do podejmowanych przez Aquamana prób zbliżenia obu narodów. Kiedy grupa atlantydzkich terrorystów zaczyna atakować amerykańskie okręty, a w powietrze wylatuje centrum dialogu pomiędzy ludźmi i Atlantami, obie strony stają na krawędzi konfliktu. A gdy próby mediacji podejmowane przez Arthura spełzają na niczym, rozwiązanie może być tylko jedno. Walka.

Odpowiedzialny za scenariusz komiksu Dan Abnett jest literackim wyrobnikiem, który w swojej karierze pisał o Scoobym-Doo, Conanie Barbarzyńcy, X-Menach, Johnnym Bravo, Batmanie, Doktorze Who, Terminatorze i Listonoszu Pacie. Co więcej, za sprawą serii książek rozgrywających się w świecie Warhammera 40 000 ma również kilka bestsellerów na koncie. Do historii literatury na pewno nie przejdzie, ale piórem umie się posługiwać. A jego „Aquaman: Utonięcie” jest typowym dziełem rzemieślnika. Sprawnym, ale pozbawionym błysku, czegoś, co sprawiłoby, że zapamiętalibyśmy go na dłużej.

Pomysł na fabułę komiksu nie jest nowy, ale „kupienie go” wymaga od czytelników sporo dobrej woli. Abnett każe nam bowiem uwierzyć, że Aquaman, członek Ligi Sprawiedliwości i superbohater, który niejeden raz ratował Ziemię z opresji, może być uznawany przez ludzi za wroga. Co więcej, ci sami ludzie, którzy w przeszłości byli wielokrotnie świadkami tego jak potężną mocą dysponuje władca Atlantydy, wierzą, że osadzając go w celi warto założyć mu na ręce kajdanki (istocie, której cios może powalić Supermana). Takich kwiatków jest w „Utonięciu” całkiem sporo. Ale jeśli przymkniemy na nie oczy (czyli potraktujemy „Aquamana” z dystansem na jaki zasługują seryjne historie superbohaterskie) to otrzymamy przyzwoity komiks, w którym supermoce spotykają się z wielką polityką, spisek goni spisek, a narzeczona głównego bohatera rzuca w przeciwników… czołgiem.

NASTOLETNI TYTANI: DAMIAN WIE LEPIEJ
„Nastoletni Tytani” to kolejna seria komiksowa, która dopiero teraz debiutuje w Polsce. Przyznam, że nie oczekiwałem po niej niczego specjalnego, a tymczasem mile się rozczarowałem.

W dniu, w którym Damian Wayne – syn Batmana i wnuk groźnego Ra’s Al Ghula – kończy 13 lat, jego życie znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. On i grupa nastoletnich superbohaterów: Starfire, Raven, Beast Boy i Kid Flash stają się celem ataków ze strony Pięści Demona – grupy bezwzględnych zabójców wyszkolonych przez dziadka Damiana. Z tego starcia mogą wyjść cało tylko jeśli będą ze sobą współpracować. Jeśli staną się drużyną. Jeśli staną się Nastoletnimi Tytanami.

Benjamina Percy’ego, scenarzystę „Damian wie lepiej”, chwaliłem już przy okazji recenzji współtworzonej przez niego serii „Green Arrow”. Również i tym razem autor nie zawiódł. W „Damian wie lepiej” sprawnie połączył ze sobą dwie historie komiksowych narodzin – Damiana oraz drużyny Nastoletnich Tytanów. W komiksie obok efektownych pojedynków młodych bohaterów nie brakuje więc retrospekcji oraz rodzinnych tajemnic i dramatów. Największym atutem „Nastoletnich Tytanów” jest dynamika relacji między postaciami. Członkowie drużyny są skrajnie różni. Każdy z nich ma swoje zalety, ale i wady. Nastoletni Tytani bywają nieznośni, kłótliwi, irytujący, a niektórych wręcz trudno polubić. Ale kiedy przychodzi co do czego, są w stanie zapomnieć o dzielących ich różnicach i stworzyć drużynę, dla której nie ma rzeczy niemożliwych.

„Nastoletni Tytani” to seria adresowana do młodszych odbiorców, ale dorośli również nie będą mieli z nią problemów. O ile, oczywiście, są fanami superbohaterów.

Komiksy z serii „Odrodzenie” ukazują się nakładem wydawnictwa Egmont.