Sortownia #5: Jestem Gotham, Syn Supermana, Śmierć i życie Olivera Queena, Czarne więzienie

Zaplanowany z rozmachem restart uniwersum DC Comics znany jako New 52 nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje. W zeszłym roku wydawnictwo wycofało się z niego rozpoczynając rewolucję pod nazwą „Odrodzenie”. W tym odcinku „Sortowni” pochylam się nad czterema pierwszymi seriami spod tego szyldu.

Jednym z głównych celów przeprowadzenia restartu New 52 (w Polsce znanego jako Nowe DC Comics) było uproszczenie komiksowego uniwersum, a jednocześnie bardziej atrakcyjnym dla nowych czytelników. Ten plan nie do końca się powiódł. Restart niektóre rzeczy faktycznie uprościł, ale inne dodatkowo skomplikował. Część bohaterów przeszła poważne zmiany (zarówno w biografiach jak i wyglądzie), część nie, a niektórzy, jak choćby Lobo, doczekali się wizerunków, które zwyczajnie oburzyły fanów. I choć, jak zapewniał prezes wydawnictwa, wyniki sprzedaży były zadowalające, to pięć lat po premierze New 52, DC Comics postanowiło się z niego wycofać.

W maju ubiegłego roku rozpoczął się nowy rozdział w historii uniwersum o nazwie Odrodzenie. Komiksowy świat został przywrócony do stanu (mniej więcej) sprzed wydarzeń opowiedzianych w albumie „Flashpoint – Punkt krytyczny” z zachowaniem jednak wielu zmian wprowadzonych do niego w czasach New 52. Do gry wrócili dawno niewidziany bohaterowie, zmieniła się numeracja niektórych serii, a bohaterowie kultowego „Watchmen – Strażników” stali się pełnoprawnymi sąsiadami Batmana, Supermana i Wonder Woman.

„Batman”, „Superman”, „Green Arrow” i „Suicide Squad” są pierwszymi komiksowymi seria spod znaku Odrodzenia, które doczekały się polskiego wydania.

BATMAN: JESTEM GOTHAM
Za nowe przygody Mrocznego Rycerza odpowiedzialni są scenarzysta Tom King i rysownik David Finch. W pierwszym tomie serii Bruce Wayne musi odnaleźć się w nowej dla siebie sytuacji. Oto w Gotham City pojawia się para nowych superbohaterów, obdarzonych mocami bliskimi Supermana i zdeterminowanych by pomóc swojemu miastu. Co zrobią, kiedy uznają, że za katastrofy dotykające Gotham odpowiedzialny jest sam Batman?

Tom „Jestem Gotham” nie został dobrze przyjęty przez polskich czytelników. Do jego lektury zasiadałem więc bez specjalnych oczekiwań i… się mile rozczarowałem. King i Finch nie powtórzyli sukcesu Scotta Snydera i Grega Capullo z pierwszych części ich serii o Mrocznym Rycerzu, ale udało im się stworzyć dynamiczną i dobrze „czytającą się” opowieść. Przez ostatnie lata przygody Batmana były śmiertelnie poważne i pełne traumatycznych przeżyć. Nowa odsłona perypetii Mrocznego Rycerza jest znacznie lżejsza. Więcej w niej humoru i superbohaterskiego „łubu dubu”, choć sensu jakby mniej. „Jestem Gotham” jest komiksem bardzo nierównym, a obok pomysłów intrygujących nie brakuje w nim wątków i rozwiązań rozczarowujących.

Nowe otwarcie przygód Batmana zdecydowanie nie jest najlepszym komiksem jaki możecie obecnie znaleźć w sklepach, ale nie jest też – jak chcieliby niektórzy – kompletną porażką. To kolejna średnia opowieść superbohaterska nadrabiająca scenariuszowe braki efektownymi rysunkami. Te ostatnie są bowiem największym atutem „Jestem Gotham”.

SUPERMAN: SYN SUPERMANA
Droga do Odrodzenia jaką musiał przebyć Superman jest nieco bardziej skomplikowana niż Bruce’a Wayne. W tomie „Ostatnie dni Supermana” Człowiek ze Stali zmarł i teraz zastępuje go Superman przybyły ze świata równoległego. Kiedy okazuje się, że wskrzeszenie „pierwszego” Clarka Kenta jest niemożliwe, „drugi” postanawia go zastąpić. Walkę o ocalenie świata musi pogodzić z opieką nad synem, którego moce dopiero się objawiają i których nie potrafi kontrolować.

„Superman” uchodzi za najlepszą serię spod szyldu „Odrodzenie”. Być może kolejne tomy pokażą dlaczego, bowiem „Syn Supermana” jest co najwyżej średni. Fabuła komiksu skupia się głównie na relacjach pomiędzy Clarkiem i jego synem, ale przedstawia je w sposób bardzo płytki i oczywisty. Czarnym charakterem tomu jest Eradicator, przeciwnik, z którym Człowiek Ze Stali walczył już wiele razy wcześniej. Ich ostatnie starcie również was niczym nie zaskoczy. Akcja komiksu rwie do przodu jak szalona, niestety kosztem sensu i bohaterów. Odpowiedzialni za scenariusz Peter J. Tomasi i Patrick Gleason nie na wszystkie postaci mieli pomysł (Lois Lane praktycznie nie odgrywa w scenariuszu żadnej roli), a niektóre potraktowali zdawkowo. Cieszy powrót Krypto (psa Supermana) oraz znacznie swobodniejsze podejście do tematu, dzięki czemu Człowiek Ze Stali już nie tylko pierze czarne charaktery, ale od czasu do czasu potrafi rzucić dobry żart.

GREEN ARROW: ŚMIERĆ I ŻYCIE OLIVERA QUEENA
Ze wszystkich komiksów opisywanych w tym odcinku „Sortowni”, ten najbardziej przypadł mi do gustu. Oliver Queen, szef potężnej korporacji Queen Industries jest miliarderem, filantropem, playboyem, a po godzinach zamaskowanym superbohaterem znanym jako Green Arrow. Uzbrojony w łuk i strzały na każdą okazję (ogłuszające, wybuchające, usypiające etc.) przemierza ulice Seattle broniąc prawa i porządku. Pewnego dnia na jego drodze staje gwiazda rocka Black Canary, która kiedy nie nagrywa płyt walczy z bandziorami ogłuszając ich trzystoma decybelami swojego głosu. Wspólnie wpadają na trop gangu zajmującego się handlem ludźmi. Starcie z nimi naprowadza ich na trop spisku, którego ślad wiedzie do… Queen Industries.

Green Arrow nie miał do tej pory w naszym kraju szczęścia. Jedyny komiks poświęcony jego przygodom ukazał się jeszcze w 2001 roku. Kanał Universal Channel w 2013 roku rozpoczął emisję serialu „Arrow”, będącego telewizyjną adaptacją przygód Olivera Queena, ale zakończył ją już po trzecim sezonie (za oceanem właśnie pokazano premiery odcinek sezonu szóstego). A seria „Green Arrow” spod szyldu New 52 w ogóle nie doczekała się rodzimej edycji.

Czy polscy czytelnicy tym razem pokochają Zieloną Strzałę? Czas pokaże. Mam jednak nadzieję, że dadzą temu tytułowi szansę, bo Oliver Queen to fajna postać, a Benjamin Percy, któremu napisanie przygód Green Arrowa powierzono jeszcze w czasach Nowego DC Comics, doskonale ją czuje. „Śmierć i życie Olivera Queena” nie poraża oryginalnością. To kolejna opowieść o superbohaterze, który ma wszystko, a potem wszystko traci i staje do nierównej walki o odzyskanie swoich pozycji oraz dobrego imienia. Benjamin Percy nie odkrywa koła na nowo. Ba, w żaden sposób nie rewolucjonizuje gatunku. Bardzo sprawnie za to opowiada historię zgodną ze wszelkimi superbohaterskimi regułami. Trzymającą w napięciu, wypełnioną akcją, ale niepozbawioną humoru.

SUICIDE SQUAD: CZARNE WIĘZIENIE
Seria „Sucide Squad. Oddział Samobójców” spod szyldu Nowe DC Comics była, nie bójmy się tego słowa, koszmarna. Odrodzeniowa jest nieco lepsza, choć do komiksu, który moglibyśmy określić mianem „bardzo dobre” jest jej jeszcze daleko.

Suicide Squad to nazwa oddziału do zadań specjalnych, w którego skład wchodzą złoczyńcy. Harley Quinn, Deadshot, Killer Croc, Enchantress i Kapitan Bumerang wspólnie tworzą drużynę podejmującą się wyjątkowo niebezpiecznych oraz wątpliwych moralnie zadań. W nowym tomie swoich przygód zostają wysłani z tajną misją na dno Oceanu Arktycznego, skąd mają wykraść tajemniczą rosyjską broń o wielkiej mocy.

Scenarzysta Rob Williams nie bawi się we wprowadzenie czytelnika w historię drużyny. Już od pierwszych kadrów „Czarnego więzienia” wiadomo, że to dzieło, w którym akcja i nawalanka ważniejsze są od bohaterów, a co gorsza również od logiki. Komiks nie jest ani oryginalny, ani dowcipny, ani trzymający w napięciu. Bywa za to chaotyczny, przeładowany akcją i rażący uszy drewnianymi dialogami. Niestety, wydający się samograjem pomysł stworzenia komiksu o przygodach barwnych czarnych charakterów, po raz kolejny okazał się niewypałem.

Komiksy z serii „Odrodzenie” ukazują się nakładem wydawnictwa Egmont.