W tym odcinku „Sortowni” zmierzę się z zestawem tytułów od wydawnictwa Nagle! Comics. Zestawem, który niósł ze sobą sporo jakościowych obietnic, a okazał się jedynie średniakiem. Przed Wami: „W proch się obrócisz”, „Serce z betonu” oraz „Błękitna księga”.
W PROCH SIĘ OBRÓCISZ
To była jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier komiksowych tegorocznego MFKiG w Łodzi. J.G. Jones, autor fenomenalnej oprawy graficznej do „Wanted” i Phil Bram, stworzyli mroczny kryminał rozgrywający się w czasach Wielkiego Kryzysu i w samym środku katastrofy Dust Bowl. Teoretycznie już sam pomysł powinien zagwarantować im sukces, ale coś nie pykło.
Akcja komiksu rozgrywa się w niewielkim miasteczku New Hope w Oklahomie w 1935 roku. Niewielka społeczność z trudem radzi sobie z kryzysem i niszczycielskimi burzami piaskowymi, więc gdy jeszcze mieszkańcy zaczynają ginąć z rąk seryjnego mordercy sytuacja staje się krytyczna. Na poszukiwanie zabójcy rusza miejscowy detektyw, weteran I wojny światowej, wspierany przez dociekliwą reporterkę marzącą o wielkim temacie i wielkiej sławie.
„W proch się obrócisz” zaczyna się nieźle, ale po pierwszym zeszycie (cała historia zamyka się w 8, a wszystkie zostały zebrane w polskim wydaniu) tempo wyraźnie siada. W fabule zaczyna przybywać wątków, ale nie wszystkie zostają rozwinięte, a część okazuje się wręcz niepotrzebna. Sprawia to wrażenie jak by twórcy nie do końca byli pewni jaką historię chcą opowiedzieć. Albo zabrakło im umiejętności. W efekcie im bardziej się w komiks zagłębiacie, tym bardziej obojętnym staje się Wam przedstawiona w niej opowieść oraz jej bohaterowie. A finał tych braków nie rekompensuje.
Sytuacje ratują rysunki. Ręcznie malowane, realistyczne kadry J.G. Jonesa z efektowną, minimalistyczną kolorystyką pozwalają niemalże poczuć piasek trzaskający w zębach bohaterów. Gdyby tylko scenariusz był równie dobry jak plansze, mielibyśmy do czynienia z arcydziełem. A tak „W proch się obrócisz” okazał się kolejnym komiksowy średniakiem, który, co prawda, można przeczytać, ale jak się nie uda, to wielkiej starty nie będzie.
SERCE Z BETONU
Beata Pytko zadebiutowała dwa lata temu ciepło przyjętym komiksem „Mord na dzielni”, w którym obyczajową historię połączyła z esejem na temat zmian zachodzących we współczesnych miastach. W swoim kolejnym pełnometrażowym albumie autorka porwała się na fantastykę, by opowiedzieć o dalekiej przyszłości, kiedy ludzie żyją pod ziemią w ogromnej betonowej strukturze. Ta miała przetrwać tysiące lat, jednak szybko zaczyna się rozpadać, co spędza sen z powiek młodej konstruktorce o imieniu Robin.
W „Sercu z betonu” Beata Pytko próbowała połączyć dystopijną fantastykę z kameralną opowieścią o emocjach. Zamysł ambitny, niestety nieudany. Choć punkt wyjścia historii wydaje się obiecujący, „Serce z betonu” dość szybko zmienia się ciąg spotkań i dialogów, z których wynika, że nawet w dalekiej przyszłości młodzi ludzie mają lęki, obawy i boją się otworzyć przed drugim człowiekiem. Brakuje w tym jednak jakiegoś powodu, fabularnego celu, z którym podążałby czytelnik. W efekcie komiks szybko zaczyna nużyć a rozterki bohaterów obojętnieć. Co prawda finał pierwszego tomu sugeruje, iż w kolejnym akcja może ruszyć z kopyta, ale na razie jestem tą historią tak znużony, że nie planuję jej kontynuować.
Od strony wizualnej „Serce z betonu” prezentuje się bardzo fajnie. Kreska Pytko jest swobodniejsza niż w „Mordzie na dzielni” a plansze większe, choć wciąż kameralne. Autorka ciekawie operuje kolorem czyniąc z niego jedno z narzędzi prowadzenia narracji. I mimo, że „Serce z betonu” mojego serca, akurat, nie skradło, to nazwisko Beaty Pytko pozostaje na mojej półce z podpisem „warto mieć na uwadze”.
BŁĘKITNA KSIĘGA
Specjalista od bestsellerowej komiksowej rozrywki James Tynion IV („Coś zabija dzieciaki”, „Wyborne trupy”) tym razem napisał reportaż o UFO. Na grubo ponad 200 stronach przedstawił dwa najsłynniejsze udokumentowane przypadki spotkania ludzi z przedstawicielami obcych cywilizacji oraz opisał w jaki sposób wpłynęły one na ówczesne media, polityków oraz zwykłych ludzi. I choć efekt nie jest fabularnie porywający, to imponuje solidnym „ryserczem”.
„Błękitna księga” rozpoczyna się od uprowadzenia przez kosmitów małżeństwa Hillów w 1961 roku, następnie przechodzi do postaci pilota Kennetha Arnolda, który w 1947 roku dostrzegł na niebie niezidentyfikowane pojazdy latające by później przybliżyć okoliczności powstania legendy Strefy 51 oraz przyjrzeć się działaniom amerykańskiego rządu w sprawie UFO.
Część z historii przedstawionych w komiksie jest doskonale znana, ponieważ była już tematem wielu artykułów, książek czy filmów, zarówno dokumentalnych jak i fabularnych. Jeśli ktoś się UFO, albo tzw. „historiami niesamowitymi” interesuje, to na pewno już się z nimi spotkał. James Tynion IV łączy je jednak w większą całość. Opowiada nie tylko o bliskich spotkaniach, ale również o ich konsekwencjach, także politycznych. Powstaje z tego fascynujący obraz czasów zimnej wojny, kiedy informacje o niezidentyfikowanych obiektach latających traktowane były jako potencjalny element geopolitycznych rozgrywek i jako takie analizowane przez najważniejszych ludzi w USA, z prezydentem na czele.
Trzeba jednak zauważyć, że Tynion nie zawsze jest w swojej narracji obiektywny. Przedstawiając perypetie Hillów unika argumentów podważających ich opowieść, a tych, jeśli zgłębicie temat, jest całkiem sporo i brzmią bardzo racjonalnie.
Odpowiedzialny za rysunki Michael Avon Oeming nie rozczarowuje. Amerykański rysownik, którego najsłynniejsze dzieło „Powers” w tym roku doczekało się wreszcie polskiego wydania, „Błękitną księgą” udowadnia, że jest jednym ze współczesnych mistrzów komiksu. Jego charakterystyczna kreska i wyróżniające się projekty postaci w połączeniu z kreatywnym wykorzystaniem czerni, bieli i koloru niebieskiego robią fantastyczne wrażenie. Jedyne co mi przeszkadzało, to stosunkowo niewielki rozmiar czcionki, która miejscami zlewa się z tłem utrudniając czytanie. Okularnicy, tacy jak ja, będą mieli z tym problem.
„Błękitna księga” to bardzo rzeczowy i bogaty w informacje reportaż o bliskich spotkaniach ludzi z UFO. Obszerny, niekiedy stronniczy, a miejscami nużący i przytłaczający czytelnika ilością informacji. Nie jest to komiks skazany na zdobycie szczytu listy bestsellerów, ale jeśli ktoś szuka przystępnie w skondensowany sposób podanej wiedzy na temat UFO, lepszego nie znajdzie.