Z wydawnictwem Los Kraba nie miałem do tej pory przyjemności, nad czym szczerze ubolewam. Bo jeśli ich wcześniejsze publikacje trzymają ten sam poziom, co trzy tytuły które kupiłem na Komiksowej Warszawie, to zdecydowanie umknęło mi kilka niezłych komiksów. A na festiwalu do mojej kolekcji (i w dobrej cenie) dołączyły: „Kocham Astrid Lindgren”, „Bukowski” oraz „Galapagos”.

KOCHAM ASTRID LINDGREN
Szwedzki komiks wydany po raz pierwszy w 2023 roku, a w roku kolejnym nominowany do Nagrody Urhunden, najważniejszego szwedzkiego wyróżnienia komiksowego. Jego autorka Elin Lucassi komiksy tworzy od ponad dekady w swoich dziełach podejmując tematy trudne, niejednokrotnie zaangażowane, ale nie wolne od ironicznego humoru. I dokładnie taką pracą jest „Kocham Astrid Lindgren”.

Komiks opowiada historię Ylvie, młodej kobiety, której niedawno odebrano dziecko. Zrozpaczona szuka pocieszenia w osobie Astrid Lindgren, w której biografii dopatruje się podobnego epizodu. Jej fascynacja legendarną pisarką szybko staje się niebezpieczna. Nie tylko dla niej.

Choć opisywane jako powieść graficzna, „Kocham Astrid Lindgren” jest bardziej rozbudowanym opowiadaniem. Inspiracji do jego napisania dostarczyła Elin Lucassi wizyta w mieszkaniu pisarki w Sztokholmie, która – jak przyznała w jednym z wywiadów – okazała się dla niej doświadczeniem prawie że „sakralnym”.

„Kocham Astrid Lindgren” to opowieść o cienkiej granicy jaka dzieli normalność od obłędu. O obsesji, która staje się przekleństwem i emocjach prowadzących do zatracenia. Komiks nie jest lekki w odbiorze i dotyka ciężkich tematów, a mimo to po rozpoczęciu lektury, trudno się od niego oderwać. Dramatyczny, mocno psychologiczny scenariusz kontrastuje z prostą, miejscami wręcz prymitywną kreską Lucassi.

„Kocham Astrid Lindgren” to nie jest komiks dla każdego. Trudny tematycznie, minimalistyczny graficznie oraz wyczerpujący emocjonalnie może zniechęcić część czytelników. Jeśli jednak nie boicie się traumatycznych historii, nie powinniście być rozczarowani.

BUKOWSKI
Choć od śmierci Charlesa Bukowskiego minęło już ponad 30 lat, popularność jego twórczości nie słabnie, podobnie jak i zainteresowanie osobą autora. Do fascynacji dziełami Bukowskiego przyznają się członkowie Red Hot Chili Peppers czy Harry Styles, do jego twórczości często sięgają również filmowcy z lubością tworzący krótkometrażowe adaptacje jego wierszy.

Wydany po raz pierwszy w 2021 roku komiks „Bukowski” autorstwa Michelego Bottona (scen.) i Letizi Cadonici (rys.) to solidna, dobrze udokumentowana biografia autora „Z szynką raz” opowiadająca o jego życiu od lat młodości aż do śmierci.

Charles Bukowski przeszedł do historii jako twórca niepokorny, którego największymi pasjami w życiu były alkohol, kobiety i wyścigi konne. Te tematy pojawiają się często w jego dziełach, nie brakuje ich też w komiksie.

Michele Botton opowiedział o Bukowskim ze swadą i humorem narratorem biografii czyniąc samego pisarza. Komiks opowiedziany jest więc w pierwszej osobie i w stylu mocno inspirowanym twórczością Bukowskiego. Jest to zrobione tak dobrze, że kilka razy sprawdzałem czy komiksowe kwestie nie są przypadkiem cytatami z książek Bukoskiego.

Ten efekt potęgują rozwiązania graficzne. Wypowiedzi narratora przedstawione są czcionką wykorzystywaną przez tradycyjną maszynę do pisania, a plansze skomponowano tak, by – jak mówili Letizia Cadonici i kolorysta Francesco Segala, przypominały kartki poplamione alkoholem. Wizualnie „Bukowski” jest komiksem bardzo bezpiecznym. Cadonici i Segal unikają eksperymentów, ale surowa kreska i przytłumione kolory czynią z tego albumu dzieło bardzo sugestywne i zapadające w pamięć.

Sięgajcie po „Bukowskiego” w ciemno, nawet jeśli nie znacie jego twórczości. Znakomicie napisana i przetłumaczone przez Martę Dude-Gryc biografia autora „Factotum” nie może się nie spodobać. Bo choć nie jest to komiks przesadnie zniuansowany, to trzeba przyznać, że styl i ducha Bukowskie oddaje fantastycznie.

GALAPAGOS
O tzw. „aferze Galapagos” mogliście słyszeć przy okazji niedawnej premiery filmu „Eden” Rona Howard inspirowanego wydarzeniami sprzed 100 lat. W 1929 roku na niewielkiej i bezludnej wyspie Floreana, w archipelagu Galapagos, zamieszkali doktor Friedrich Ritter i jego kochanka Dore Strauch. On, zafascynowany filozofią Fryderyka Nietzschego, pragnął wcielić w życie jego ideę nadczłowieka. Ona wierzyła, że z dala od cywilizacji jej kochanek uleczy ją ze stwardnienia rozsianego, na które cierpi.

Losami osadników żywo interesowała się prasa, która ochrzciła ich mianem nowych Adama i Ewy. Wkrótce do Friedricha i Rittera dołączyli kolejni osadnicy. Wraz z ich przybyciem rajska wyspa stała się piekłem.

„Galapagos” to jedna z tych historii, o których mówi się, że „prawda jest ciekawsza niż fikcja”. Belgijski rysownik i scenarzysta Michaël Olbrechts poznał ją dzięki jednemu z podcastów poświęconych prawdziwym zbrodniom i uznał za idealny pomysł na komiks. W swoim albumie odtworzył wydarzenia sprzed wieku (bazując przede wszystkim na książce „Zbrodnia w raju. W poszukiwaniu utopii na Galapagos” Johna Treherene’a) stawiając jednak w pierwszej kolejności nie na akcję, ale na psychologię bohaterów oraz dynamikę relacji pomiędzy nimi.

Komiks Olbrechtsa to zgrabne połączenie reportażu, dreszczowca i obyczajowego dramatu, w którym nie brakuje emocji, namiętności, zbrodni, ale i humoru. Scenariusz wciąga od pierwszych stron i trzyma w napięciu do samego finału. Ten nie każdemu może się spodobać, bo kilka pytań dotyczących fabuły pozostaje bez odpowiedzi, co wynika z faktu, że do końca nie wiemy, co naprawdę wydarzyło się na Floeranie.

Od strony graficznej „Galapagos” prezentuje się fenomenalnie. Realistyczna, acz stylizowana kreska Olbrechtsa niesie w sobie duży ładunek emocjonalny, co dodatkowo potęguje przemyślana kolorystyka. Komiks robi również wrażenie imponującymi plenerowymi planszami pokazującymi piękno wysp Galapagos.

Dzieło Michaëla Olbrechtsa to jeden z najlepszych komiksów jakie przeczytałem w tym roku, o niebo lepszy od wspomnianego przeze mnie we wstępie filmu Rona Howarda. Gorąco zachęcam byście się nim zainteresowali, bo nie rozczaruje Was ani fabularnie, ani wizualnie.

Zostaw odpowiedź