W tym odcinku „Sortowni” mam dla Was trzy komiksy, a każdy dobry: opowieść o outsiderach „Mątwa Arystotelesa”, mityczny „Drom” oraz znakomitą historię o skruszonym bogu pt. „Rzadkie smaki”.
MĄTWA ARYSTOTELESA
To drugi w dorobku, ale pierwszy wydany w Polsce komiks autorstwa Brytyjczyka Matthew Dooleya. Jego debiutancka powieść graficzna „Flake” z 2020 roku zdobyła Wodehouse Bollinger Prize (najstarszą angielską nagrodę komiksową) a przez dziennik „The Guardian” została uznana za „książkę roku”.
Komiks „Mątwa Arystotelesa”, którego akcja rozgrywa się w znanym już z „Flake” miasteczku Dobbiston, opowiada historię niecodziennej przyjaźni jaka połączyła pana Danielsa, pracownika miejskiego biura znalezionych i marzycielskiego nastolatka Toby’ego – jego praktykanta. Ich perypetie przeplatane są krótkimi historiami związanymi ze zgubionymi przedmiotami jakie trafiły pod „opiekę” pana Danielsa.
„Mątwa Arystotelesa” to komiks jakie lubię. Spokojny, skupiony na codzienności, niepozbawiony humoru, a jednocześnie traktujący o rzeczach ważnych: samotności, potrzebie bliskości oraz przyjaźni. Historia opowiedziana jest z dużą sympatią dla bohaterów, których czytelnik lubi, rozumie i im kibicuje. Fabuła rozwija się niespiesznie, może z początku nawet „za bardzo niespiesznie”, ale po kilkudziesięciu stronach łapie rytm i angażuje czytelnika aż do samego, satysfakcjonującego finału.
Całość przedstawiona jest prostych, minimalistycznych rysunkach znakomicie budujących klimat historii.
„Mątwa Arystotelesa” to świetny komiks. Mądry, zabawny, z humanistycznym przesłaniem oraz szczyptą melancholii i absurdalnego humoru. Po jego lekturze mam ochotę na więcej i mam nadzieję, że wydawnictwo Timof Comics już pracuje nad polskim wydaniem „Flake”.
no images were found
DROM
Kilka dni temu „Drom” zdobył trzy nominacje do Nagród Eisnera w kategoriach: najlepszy album, najlepszy scenarzysta/rysownik oraz najlepsze kolory. W każdej z nich nominowany jest Jesse Lonergan bo ta licząca nieco ponad 300 stron powieść graficzna to dzieło na wskroś autorskie, skutecznie rozszerzające granice komiksowej narracji.
„Drom” to monumentalna, czerpiąca z mitologii oraz Biblii opowieść o stworzeniu świata, bogach, herosach, odwiecznej walce dobra ze złem, miłości, zdradzie i odkupieniu.
Nie chcę zdradzać tu zbyt wiele z fabuły, bo ta nie jest ani specjalnie skomplikowana ani też, co może zaskakiwać, rozbudowana. Na pewno jednak nie jest banalna, a dotyczy spraw wielkich.
„Drom” świadomie jest opowieścią nie do końca określoną. W komiksie pobrzmiewają echa „Gilgamesza” i biblijnej „Księgi rodzaju”, ale też komiksów Jacka Kirby’ego czy twórczości Roberta E. Howarda. Fabuła albumu jest monumentalna i nie ma w tym określeniu przesady. W „Dromie” ścierają się ze sobą bogowie i mityczne bestie, miłość z zazdrością, a przeznaczenie z poświęceniem. A wszystko to przedstawione z minimalnym wykorzystaniem słów.
Bo też „Drom” jest komiksem monumentalnym również od strony formalnej. Lonergan w wywiadach mówił, że celem jaki przed sobą postawił, było jak najpełniejsze wykorzystanie możliwości narracyjnych komiksu, ale trzymając się sztywnych ram, co w jego przypadku oznaczało podział każdej strony na różnorodną siatkę kadrów. Efekt jaki osiągnął jest powalający. „Drom” jest bardzo dobry fabularnie, ale wizualnie rozkłada na łopatki. I mam nadzieję, że osoby głosujące na Nagrody Eisnera to docenią.
RZADKIE SMAKI
Jeśli czytaliście i zachwyciliście się „Wieloma śmierciami Laili Starr” to ten komiks z pewnością macie już na półce i nie jesteście rozczarowani. Scenarzysta Ram V i rysownik Filipe Andrade ponownie pokazali, że w duecie potrafią stworzyć album fabularnie niebanalny i zachwycający wizualnie.
Demon Bakasura, postać znana z indyjskiego eposu „Mahabharata”, tysiące lat temu został pokonany przez jednego z Pandawów i zniknął, ale nie zginął. Jako Rubin Baksh żyje pośród ludzi zafascynowany kulturą, a przede wszystkim kuchnią tych, których kiedyś pożerał. Po śmierci Anthony’ego Bourdaina, którego był wielkim fanem, postanawia zrobić własny film opowiadający o indyjskiej kuchni. W tym celu zatrudnia Mo, wypalonego i wątpiącego w siebie reżysera.
W „Rzadkich smakach” Ram V po raz kolejny udowadnia, że jest dziś jednym z najlepszych scenarzystów komiksowych potrafiącym opowiadać niebanalne historie w niebanalny sposób. Opisywany album to połączenie horroru, filmu drogi i książki kucharskiej grubo podlane sosem realizmu magicznego. Oczywiście, takie połączenia literatura już zna. Trzy z tych składników, z wyłączeniem horroru, znakomicie wymieszała ze sobą choćby Laura Esquivel w bestsellerowej powieści „Przepiórki w płatkach róży”. Ram V jednak idzie o krok dalej, bo zamiast prostej historii o przygodach upadłego demona serwuje nam filozoficzno-metaforyczną rozprawę na temat człowieczeństwa i drugich szans przedstawioną za pomocą nie tylko dialogów, ale również listów, historii pobocznych oraz kulinarnych przepisów.
W parze z precyzyjnym scenariuszem idą fenomenalne rysunki Filipe’a Andrade’a. Ekspresyjna, mocno stylizowana kreska w połączeniu z żywą kolorystyką działają na zmysły czytelnika równie mocno jak sugestywnie opisane przepisy wplecione w komiks. Na tej estetyce niekiedy cierpi czytelność plansz, ale to niewielka cena jaką trzeba zapłacić za tę rysunkową ucztę.
Ram V i Filipe Andrade stworzyli komiks fascynujący fabularnie i wizualnie, którego nie powinniście przegapić. Obaj twórcy będą gośćmi tegorocznej Komiksowej Warszawy, także wypatrujcie spotkania z nimi, bo o „Rzadkich smakach” można dyskutować godzinami.
no images were found