W kolejnym odcinku „Sortowni” przedstawię wam: perłę z lamusa, czyli „Na jedno pub” (wyd. Kultura Gniewu), solidny akcyjniak z obłędnymi rysunkami „Ain’t No Grave” (wyd. Shock Comics), pierwszy tom „Smarkuli” (wyd. Nagle Comics), satyry na świat influencerów współtworzonej przez Bryana Lee O’Malleya, parodię kryminałów pt. „Komisarz Toumi” (wyd. Nagle Comics) oraz fantastyczne „Wybrane wydarzenia kryzysowe” (wyd. Nagle Comics) pokazujące jak może wyglądać życie zwykłych ludzi podczas tzw. komiksowych kryzysów.
NA JEDNO PUB
Jedna z największych komiksowych niespodzianek tego roku. „Ne jedno pub” to komiks nie tylko świetny, ale stworzony przez prawdziwie gwiazdorską obsadę a mimo to, do tej pory, praktycznie nieznany.
„Na jedno pub” jest dziełem Karola „KRLa” Kalinowskiego i Michała Śledzińskiego. Seria narodziła się w 2010 roku na zamówienie bezpłatnego pisma dystrybuowanego m.in. w knajpach i na imprezach artystycznych (zapewne czegoś w stylu „Hiro” lub „Aktivista”) i doczekała się ośmiu odcinków. Jak wspominają w posłowiu sami twórcy, odzew na nią był wtedy zerowy, nawet w tzw. komiksowie.
Chwała Kulturze Gniewu za to, że ten komiks wydała, bo to prawdziwa „perła z lamusa”. Opowieść o gospodarzach i gościach tytułowego pubu, którzy w walce z konkurencją nie cofną się przed niczym, ma wszystko czego potrzeba, by podbić serca czytelników – autentycznie zabawny scenariusz, intrygujących bohaterów oraz tonę ekstremalnych pomysłów fabularnych, które twórcy egzekwują z bezwzględną skutecznością. Dorzućcie do tego rosnącą z odcinka na odcinek górę trupów i macie przepis na bestseller.
AIN’T NO GRAVE
Skottie Young w ciągu kilku lat skutecznie przeistoczył się z fantastycznego rysownika w nie mniej utalentowanego scenarzystę. To najgłośniejszych napisanych przez niego serii komiksowych należy „Middlewest”, stworzone we współpracy z Jorge Coroną i wyróżnione nominacją do Nagrody Eisnera. Na polską premierę tego tytułu jeszcze czekamy, ale dzięki wydawnictwu Shock Comics dostaliśmy właśnie inne wspólne dzieło tego duetu zatytułowane „Ain’t No Grave”.
Wydana oryginalnie w pięciu zeszytach miniseria przenosi czytelników w czasy Dzikiego Zachodu i opowiada historię Ryder, niegdyś groźnej i bezwzględnej banitki, a dziś oddanej żony i matki. Kiedy jej córka zapada na śmiertelną chorobę, kobieta rusza do walki z samą Śmiercią, by ocalić to, co jest dla niej najważniejsze.
„Ain’t No Grave” to prosta historia zwieńczona przewidywalny finałem, ale sprawnie opowiedziana i absolutnie fantastycznie narysowana. Całość zamyka się w niecałych 180 stronach, także nie jest przegadana, a fabuła trzyma równe tempo i nie zwalnia nawet chwilę. Jeśli akurat macie ochotę na wysokooktanową, wypełnioną akcją rozrywkę z rysunkami przyprawiającymi o szybsze bicie serca, nie będziecie rozczarowani.
SMARKULA. WŁOSY ZIELONE, MAM WYWALONE
Po „Smarkulę” sięgnąłem z dwóch powodów. Pierwszym jest osoba Bryana Lee O’Malleya, którego twórczość bardzo lubię, drugim moja nastoletnia córka, która komiks przeczytała w oryginalne i powiedziała, że jest „spoko”. I z tym ostatnim musze się zgodzić. „Smarkula” nie jest arcydziełem, ale coś w sobie ma.
Lottie Person, tytułowa „Smarkula”, jest znaną blogerką modową, której życie w realu wygląda zupełnie inaczej niż to, jakie fani znają z jej mediów społecznościowych. Nękana uporczywymi alergiami, rozpaczająca po rozstaniu, Lottie nie potrafi odnaleźć swojego miejsca. Przypadkowe spotkanie z energiczną i tajemniczą Caroline sprawia, że życie internetowej gwiazdy wywraca się do góry nogami.
„Smarkula” to obyczajowa komedia wyśmiewająca influencerów, ale też pokazująca jak dalece ich prawdziwe życie może różnić się od medialnego. Scenariusz jest nierówny. Nie brakuje w komiksie nieoczekiwanych zwrotów akcji i fantastycznych cliffhangerów, ale sporo plansz jest przegadanych, a częste przeskoki czasowe są fabularnie dezorientujące. Poza tym sama Lottie jest bohaterką, którą trudno polubić.
Od strony wizualnej komiks prezentuje się znakomicie. Charakterystyczna, nieco zdeformowana kreska Leslie Hung w połączeniu z żywą kolorystyką doskonale pasuje do tematyki serii, a przy tym świetnie oddaje nastrój paranoi w jaką popada główna bohaterka. Niekiedy plansze bywają chaotyczne, co nie przekłada się korzystnie na ich zrozumienie, ale jako całość zasługują na pochwałę. Pierwszy tom kończy się zaskakującym cliffhangerem, zatem raczej sięgnę po kolejny.
KOMISARZ TOUMI
Anouk Ricard znana jest już polskim czytelnikom z komiksu „Kukułki Bouzona”, uhonorowanego w 2012 roku w Angouleme nagrodą dla najlepszego komiksu francuskojęzycznego festiwalu w Angoulême: Polski Wybór. Teraz, dzięki wydawnictwu Nagle Comics, w nasze ręce trafił jej wcześniejszy, opublikowany po raz pierwszy w 2008 roku komiks „Komisarz Toumi”.
Tak jak „Kukułki Bouzona” były satyrą na świat korporacji, tak „Komisarz Toumi” jest parodią policyjnych kryminałów. Oba tytuły łączy fakt, że ich bohaterami są personifikowane zwierzęta. Jednak o ile „Kukułki” oferowały rozbudowaną i dobrze spuentowaną historię, to „Komisarz” jest zbiorem krótszych i stosunkowo prostych historii.
Tytułowy komisarz Toumi, podobnie jak porucznik Columbo, sprawia wrażenie, że nie do końca ogarnia co się dzieje, ale ostatecznie zawsze dopada sprawcę, w czym pomaga mu nieporadny partner Stucky. Ich wspólne przygody są zabawne, ale bez przesady. Żarty, na których oparty jest scenariusz komiksu, są powtarzalne, bohaterowie jednowymiarowi, a same śledztwa schematyczne, co sprawia, że czytany za jednym podejściem „Komisarz Toumi” może zmęczyć. Nie zniechęcam, ale polecam poszukać tego tytułu w bibliotece, to lektura na jeden raz.
WYBRANE ZDARZENIA KRYZYSOWE
Na koniec mam dla Was prawdziwą petardę. „Wybrane wydarzenia kryzysowe” to jeden z najoryginalniejszych i najciekawszych, zarówno fabularnie jak i formalnie, komiksów ostatnich lat. Aż dziw, że do tej pory nie dostał nawet jednej nominacji do Nagrody Eisnera.
„Wybrane wydarzenia kryzysowe” to zbiór samodzielnych historii pokazujących jak mogłoby wyglądać życie zwykłych ludzi w czasie komiksowego „kryzysu”, kiedy załamuje się czas, wymiary przenikają, a apokalipsa i chaos są codziennością.
Pierwszy tom składa się z pięciu takich opowieści. Scenarzysta Deniz Camp sprawnie lawiruje w nich pomiędzy dramatem, fantastyką i absurdalną komedią jednocześnie dotykając tematów ważnych i aktualnych. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to lektura łatwa. Camp nie boi się scenariuszowych eksperymentów, bawi się chronologią, zmienia punkty widzenia i świadomie mnoży bohaterów. Fabularnie „Wybrane wydarzenia kryzysowe” mogą przytłoczyć, również dlatego, że komiks jest bardzo „gęsty” tekstowo.
Podobnie jest z oprawą graficzną. Eric Zawadzki, podobnie jak Camp, bardzo kreatywnie wykorzystuje przestrzeń plansz, których kompozycja doskonale współgra ze scenariuszem. Rysownik bawi się perspektywą, tworzy bogate w wydarzenia drugie i trzecie plany oraz nie unika symboli i metafor. Jego rysunki, podobnie jak fabuła, bywają chaotyczne oraz, podobnie jak scenariusz, wymagają uwagi i koncentracji ze strony czytelnika.
„Wybrane wydarzenia kryzysowe” to komiks wymagający, miejscami trudny w odbiorze i emocjonalnie bardzo ciężki. Zdecydowanie nie jest to lektura dla każdego. Zachęcam jednak do zmierzenia się z dziełem Campa i Zawadzkiego, bo mało jest dziś albumów tak skutecznie i z takich rozmachem wykorzystujących potencjał jaki niesie ze sobą komiksowe medium.