W kolejnym odcinku zachwalam drugim tom „Injustice”, doceniam drugi tom „Punisher. Marvel Knights” i płaczę nad „Starym cybuchem i jedwabną pończoszką”.

INJUSTICE. BOGOWIE POŚRÓD NAS: ROK DRUGI
Bardzo rzadko sięgam już po komiksowe trykoty, ale pomysł uczynienia z Supermana bezlitosnego złoczyńcy był na tyle intrygujący, że skusiłem się na pierwszy tom „Injustice”. I, przyznaję, bawiłem się przy nim przednio. Komiks jest rozwinięciem fabuły wydanej w 2013 roku gry wideo firmy NetherRealm Studios – bijatyki osadzonej w alternatywnym uniwersum DC Comics, w którym Superman, oszukany przez Jokera, zabił Lois Lane i zrównał z ziemią Metropolis. Pogrążony w rozpaczy wypowiedział bezwzględną wojnę całemu złu, w efekcie której został tyranem bezwzględnie rządzącym światem. Opór stawia mu inna grupa herosów dowodzona przez Batmana.

„Rok drugi” to bezpośrednia kontynuacja historii znanej z części pierwszej. Tym razem do akcji wkraczają członkowie Korpusu Zielonych Latarni zaniepokojeni wydarzeniami na Ziemi. Są przekonani, że Supermana trzeba powstrzymać. Ale czy będą w stanie to zrobić, kiedy Człowiek Ze Stali połączy Siły z Sinestro?

„Injustice. Bogowie pośród nas: Rok drugi” to 312 stron komiksowej nawalanki, której uczestnicy nie biorą jeńców, a z życiem ponownie żegna się kwiat superbohaterskiego uniwersum DC. Komiks jest sprawnie napisany (wiadomo, Tom Taylor, tym razem wspierany przez Marguerite Bennett) iefektowni zilustrowany (na ołówku Xermanico, Bruno Redondo i Mike S. Miller). Nie jest to lektura wymagająca, ale czyta się ją naprawdę dobrze i ma się ochotę na więcej. Jeśli trykoty to nie Twoja bajka, trzymaj się z daleka. Ale jeśli od czasu do czasu lubisz sięgnąć po superbohaterską nawalankę, to „Injustice” dowozi dokładnie to, czego po takich komiksach oczekujesz.

PUNISHER. MARVEL KNIGHTS, TOM 2
Po zakończeniu publikacji zbiorczego wydania serii „Punisher MAX” Egmont wziął się za cykl „Marvel Knights” z tym samym bohaterem. We wrześniu ubiegłego roku ukazał się pierwszy tom, w którym znalazła się trzecia już na naszym rynku edycja serii „Witaj ponownie, Frank” (wydanej najpierw przez Mandragorę a potem przez Hachette) uzupełniona o dwie miniserie – 5-zeszytówkę z 2001 roku, w której Frank ściera się ze wskrzeszonym Ruskiem oraz minicykl o wszystko mówiącym tytule „Punisher Kills the Marvel Universe”. Te dwie ostatnie były polskimi premierami.

Tom drugi to już same historie do tej pory nieznane polskim czytelnikom. Wszystkie zostały napisane przez Gartha Ennisa, a zilustrowane przez Steve’a Dillona, Joego Quesadę, Daricka Robertsona oraz Toma Mandrake’a. Są wśród nich jednozeszytówki, historie bardziej rozbudowane, a nawet jeden szort – opowiedziany ze stomatologicznej perspektywy „Kanał”. Frank Castle rozprawia się ze skorumpowanymi gliniarzami, jest szantażowany przez dziennikarza marzącego o zrobieniu z nim materiału na wyłączność, ratuje szefa mafii więzionego w Ameryce Południowej, wspólnie z Wolverinem walczy z gangiem niskorosłym (dziś napisanie takiego scenariusza wydaje się nie do pomyślenia) oraz rusza na ratunek dawnym znajomym. Gościnnie w komiksowych kadrach pojawiają się znani z „Witaj ponownie, Frank” detektyw Soap oraz Joan.

Scenariuszowo ten tom nie jest tak dobry jak pierwszy, ale to wciąż kawał solidnego Punishera w ennisowej stylistyce. Jest brutalnie i bezkompromisowo, ale też dowcipnie, choć – trzeba to zaznaczyć – nie wszystkie historie trzymają równy poziom. Jak na 428 stron komiksu średnia wypada jednak całkiem nieźle. Jak ktoś lubi Punishera według Gartha Ennisa i Steve’a Dillona, nie ma się nad czym zastanawiać. Pozostałym przypominam, że to właśnie sukcesowi cyklu „Marvel Knights” zawdzięczamy powstanie późniejszej serii „Punisher MAX”. I choćby z tego powodu warto tej serii poświęcić uwagę.

STARY CYBUCH I JEDWABNA POŃCZOSZKA
Etienne Willem jest świetnym rysownikiem, ale raczej przeciętnym scenarzystą. Jego wcześniejsze komiksy „Miecz Ardeńczyka” oraz „Podniebny Harry” cierpiały na podobną przypadłość – oglądało się je lepiej niż czytało. I dokładnie tak samo jest ze „Starym cybuchem i jedwabną pończoszką”.

Tym razem Willem postanowił zmierzyć się z klasycznym kryminałem w angielskim stylu. Bohaterem komiksu jest inspektor Arbuckle, który od lat próbuje dopaść wysoko postawionego Sir Waltera Rutherforda,p rzedstawiciela szlachty londyńskiej, którego podejrzewa o kierowanie różnymi działaniami związanymi z handlem ludźmi. Jednak każda z jego prób zakończyła się niepowodzeniem z powodu poparcia, jakim Sir Walter cieszył się na dworze. Nieoczekiwanie pomoc Arbuckle’owi oferuje atrakcyjna miss MacMillan, kobieta skrywająca niejedną tajemnicę. Z jej pomocą inspektor postanawia raz na zawsze rozprawić się z wrogiem.

Jeśli miałbym ten komiks określić jednym słowem, powiedziałbym, że jest „mdły”. Owszem, ładnie wygląda, bo kreska Willema ma coś w sobie, ale czyta się go raczej ciężko. Intryga jest niespecjalnie wciągająca i dość mętnie opowiedziana, humor wymuszony, a dialogi nie zachwycają ani polotem ani oryginalnością. I choć fabuła „Starego cybucha i jedwabnej pończoszki” obfituje w wydarzenia, to nie przekłada się to, niestety, na zainteresowanie ze strony czytelnika.

To zdecydowanie najsłabszy z dotychczasowych komiksów Etienne’a Willema. W jednym tomie zebrano wszystkie trzy części cyklu, co jest zaletą, ale naprawdę nie znalazłem w tym albumie żadnych powodów, dla których warto po niego sięgnąć. No, chyba, że ktoś jest zakochany w rysunkach Willema, to wtedy pewnie będzie się dobrze bawił. Jeśli jednak obok kreski cenicie w komiksach również scenariusz, scrollujcie dalej, bo w tym albumie nie znajdziecie tego, czego szukacie.

Zostaw odpowiedź