Sortownia #12: Arab przyszłości, Gwiezdny zamek, Black Monday Murders, Vei

W dwunastym odcinku „Sortowni” zachwycam się drugim tomem „Araba przyszłości” oraz pierwszą częścią „Gwiezdnego zamku”, ponownie doceniam „The Black Monday Murders” oraz kiwam z aprobatą głową nad „Vei”.

ARAB PRZYSZŁOŚCI, tom 2
Francuska premiera pierwszego tomu „Araba przyszłości” wywołała zarówno zachwyty krytyków jak oskarżenia o szerzenie negatywnych stereotypów. W Polsce komiks ukazał się w samym środku europejskiego kryzysu imigracyjnego, mimowolnie stając się głosem w dyskusji rozpalającej wtedy Stary Kontynent. Drugi tom wspomnień Riada Sattoufa z czasów jego młodości spędzonej na Bliskim Wschodzie, to kolejna dawka opowieści o dzieciństwie i polityce, która jednocześnie śmieszy, tumani i przestrasza.

Urodzony w 1978 roku Riad Sattouf jest synem Francuzki i Syryjczyka, który w wieku dwóch lat zamieszkał z rodzicami w rządzonej przez Mu’ammara Al-Kaddafiego Libii, a później w Syrii rządzonej przez sympatyzującego z ZSRR dyktatora Hafiza al-Asada.

Drugi tom jego wspomnień koncentruje się na latach 1984-1985 i opowiada w dużej mierze o szkolnych doświadczeniach autora. Oczami kilkuletniego Riada obserwujemy jak wygląda prowincjonalna syryjska szkoła i wspólnie z nim przeżywamy młodzieńcze przyjaźnie, rozczarowania, sukcesy i porażki.

Choć miejscami drugi tom „Araba przyszłości” zdaje się przypominać szaloną wersję „Mikołajka” Goscinny’ego i Sempego, dzieło Riada Sattoufa jest przede wszystkim gorzką opowieścią o dysfunkcyjnej rodzinie, w którym brakuje krytycznych spostrzeżeń na temat efektów rewolucji, prawa szariatu, czy „zwyczajnej” ludzkiej głupoty. Wspomnienia Sattoufa bawią, ale jednocześnie budzą autentyczne przerażenie, które potęguje zestawienie wielowymiarowego scenariusza z dowcipnymi, „simpsonowymi” rysunkami.

« 1 z 2 »

GWIEZDNY ZAMEK: 1869 – PODBÓJ KOSMOSU
Jeśli przypadła Wam do gustu „Niezwykła podróż” Denis-Pierre’a Filippiego i Silvio Camboniego, po „Gwiezdny zamek” możecie sięgać w ciemno. Na pewno Wam się spodoba.

Profesor Dulac od wielu lat prowadzi badania nad eterem – tajemniczą substancją mającą pozwolić ludziom na opanowanie technologii umożliwiającej loty kosmiczne. Jego żona przypłaciła te badania życiem, dlatego profesor bardzo pilnuje, by ich syn Serafin nie poszedł w ślady swoich rodziców. Kiedy otrzymuje tajemniczy list od osoby twierdzącej, że weszła w posiadanie dziennika zmarłej żony Dulaca, ojciec i syn decydują się na spotkanie z ukrywającym swoją tożsamość nadawcą. Tym samym uruchamiają lawinę nieoczekiwanych zdarzeń, których konsekwencją będzie największa przygoda ich życia.

„Gwiezdny zamek” jest autorskim dziełem Alexa Alice’a, francuskiego rysownika i scenarzysty w Polsce znanego ze współtworzonej z Xavierem Dorisonem serii „Trzeci testament”. Liczący 9 tomów cykl (w Polsce ukaże się w formie 3 zbiorczych albumów) to utrzymana w steampunkowej i retrofantastycznej konwencji opowieść przygodowa wyrastająca z inspiracji i fascynacji twórczością Juliusza Verne’a oraz japońskiego mistrza animacji Hayao Miyazakiego. W komiksowych kadrach w idealnych proporcjach mieszają się ze sobą wielka akcja, humor, polityka i obyczajowy dramat, a całość jest obłędnie narysowana.

THE BLACK MONDAY MURDERS: WAGA
Seria „The Black Monday Murders” Jonathana Hickmana i Tomma Cokera jest moim zdaniem jednym z najlepszych tytułów z katalogu wydawnictwa Non Stop Comics. Jej pierwszy tom mnie zachwycił, na premierę drugiego czekałem więc z wielką niecierpliwością. I z przyjemnością donoszę, że się nie rozczarowałem.

Punktem wyjścia dla fabuły serii jest zabójstwo partnera jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie. Prowadzący śledztwo detektyw Thomas Dumas odkrywa, że morderstwo jest częścią skomplikowanej intrygi, w której łączą się ze sobą wielkie pieniądze, magia oraz władza nad światem.

Drugi tom serii jest jednocześnie zamknięciem jej pierwszego fabularnego „arcu” i wstępem do kolejnego. Thomas Dumas pełni w nim rolę bardziej obserwatora niż pierwszoplanowego uczestnika wydarzeń, a pomiędzy tajemniczymi „ludźmi trzymającymi władzę” dochodzi wreszcie do otwartej walki. Album rozwiązuje wiele z fabularnych zagadek postawionych przez tom pierwszy, choć zbyt często ociera się o dosłowność, co pozbawia go tajemniczej aury będącej jednym z największych atutów części pierwszej. Poza tym bez zastrzeżeń.

VEI, tom 1
Wikingowie i fantasy to udana mieszanka, co od kilkudziesięciu lat skutecznie udowadnia „Thorgal”. Szwedzka miniseria „Vei” Sary Elfgren (scenariusz) i Karla Johnssona (rysunki) bazuje na podobnym koncepcie, ale nie jest klonem serii Rosińskiego i Van-Hamme’a, a samodzielnym dziełem wyrastającym w równej mierze z inspiracji nordycką mitologią jak i współczesną popkulturą.

Kiedy wikingowie poszukujący drogi do Jotunheimu, mitycznej krainy olbrzymów, znajdują w oceanie dryfującą nieprzytomną kobietę, nie zdają sobie sprawy, że właśnie weszli w posiadanie klucza umożliwiającego im wstęp do magicznego świata położonego pod jednym z korzeni Yggdrasila. Wkrótce dotrą do celu swojej długiej podróży, ale bynajmniej nie w taki sposób, w jaki chcieli.

Sara Elfgren i Karl Johnsson określają „Vei” jako połączenie nordyckiej mitologii z „Grą o tron” oraz „Igrzyskami śmierci” (ja bym do tej listy dorzucił jeszcze „Mortal Kombat”). I choć samo stwierdzenie brzmi jak niezły slogan reklamowy, trudno się z nim nie zgodzić. „Vei” raczej nie zachwyci Was oryginalnością, ale nie sposób odmówić tej serii uroku, a jej autorom umiejętności tworzenia sprawnie opowiedzianych i narysowanych opowieści. Całość czyta się nieźle, choć bez większych niespodzianek. Na uznanie zasługują fantastyczne rysunki Johnssona, dzięki którym „Vei” zostaje w pamięci na dłużej.