„Śmierć Stalina” Nury i Robin [RECENZJA]

Premiera filmu „Śmierć Stalina” przeszła u nas bez większego echa. Mam nadzieję, że jego komiksowy pierwowzór spotka się z większym zainteresowaniem odbiorców, bowiem dzieło Fabiena Nury’ego i Thierry’ego Robina ma wszystkie atuty, by stać się bestsellerem.

Józef Stalin do historii przeszedł jako okrutny dyktator odpowiedzialny za śmierć co najmniej 20 milionów ludzi. Cierpiący na paranoję psychopata rządził ZSRR twardą ręką budząc strach i przerażenie. W nocy 1 marca 1953 roku Stalin doznał wylewu krwi do mózgu, którego efektem był paraliż prawej części ciała i trwała utrata świadomości. Oficjalnie Stalin zmarł 5 marca, choć o jego śmierci poinformowano dopiero dzień później. W ciągu tych 6 dni w cieniu konającego dyktatora toczyła się cicha walka o władzę pomiędzy Gieorgijem Malenkowem, Ławrientijem Berią i Nikitą Chruszczowem. Walka, którą jak wiemy z historii wygrał Beria, choć nie na długo…

Scenarzysta Fabien Nury i rysownik Thierry Robin w „Śmierci Stalina” powracają do tamtych wydarzeń. Ich komiks nie jest jednak kolejnym historycznym opracowaniem, ale wyrafinowaną komedią, w której groteska i satyra mieszają się z tragedią.

Choć inspirowana autentycznymi wydarzeniami i opowiadająca o prawdziwych ludziach, „Śmierć Stalina” jest dziełem fikcyjnym. W scenariuszu Fabiena Nury’ego nie brakuje historycznych faktów, ale często są one przeinaczone, albo delikatnie zmienione, tak, by czytelnik mógł jak najpełniej odczuć atmosferę tamtych czasów, co było najważniejszym celem jaki postawili przed sobą autorzy.

Ludzie pozostający w najbliższym otoczeniu Stalina, żyli w ciągłym strachu, bo nigdy nie byli pewni, czy za chwilę nie zostaną oskarżeni o udział w imperialistycznym spisku i surowo ukarani. „Na nas wszystkich wokół Stalina były wydane wyroki śmierci w zawieszeniu” − wspominał po latach Nikita Chruszczow. Z drugiej strony, wielu z nich traktowało dyktatora jak boga, co nie pozostawało bez wpływu na ich zachowanie. Niektórzy historycy są przekonani, że Stalina można było uratować jeśli natychmiast otrzymałby pomoc lekarską. Ta jednak dotarła z opóźnieniem, ponieważ osoby będące przy nim w chwili udaru bały się podjąć decyzję co robić dalej. Kiedy wreszcie do dyktatora dotarli lekarze, było już za późno na ratunek.

Takich sytuacji jest w „Śmierci Stalina” więcej. Najbliżsi współpracownicy dyktatora są bezwzględnymi graczami o władzę za wszelką cenę unikającymi odpowiedzialności za swoje decyzje. Głównym rozgrywającym pozostaje, oczywiście, niesławny Ławrientij Beria, ale w jego postaci skupiają się cechy i zachowania charakterystyczne dla wielu ówczesnych radzieckich dygnitarzy, dla których zdobywanie kolejnych szczebli politycznej kariery było jednocześnie bezwzględną walką o życie.

„Śmierć Stalina” to nie tylko opowieść o walce o schedę po dyktatorze. W jej tle rozgrywają się dramaty Swietłany i Wasilija, córki i syna Stalina. Każde z nich na swój sposób przeżywa śmierć ojca. Ona, jedyne dziecko, które Stalin autentycznie kochał, rozpacza po jego śmierci choć nie potrafi zapomnieć okrucieństwa z jakim spotkała się z jego strony. On, zblazowany alkoholik wierzy, że dyktator został zamordowany z polecenia Berii (faktycznie, do dziś jest to jedna z teorii wyjaśniających okoliczności śmierci Stalina).

W komiksie Nury’ego i Robina nie brakuje wielkich emocji. Ale jest też w nim olbrzymia dawka humoru. „Śmierć Stalina” to przede wszystkim celna satyra polityczna, w której błyskotliwy scenariusz w połączeniu z karykaturalnymi rysunkami dają piorunujący efekt.

Jak pisałem we wstępie, „Śmierć Stalina” ma moim zdaniem wszystkie atuty, by stać się bestsellerem – trzymającą w napięciu intrygę, bohaterów doskonale znanych wszystkim, inteligentny scenariusz, znakomite rysunki i mnóstwo humoru. To komiks, który nie tylko warto mieć na swojej półce, ale do którego, o czym jestem przekonany, będziecie wracać.

Album „Śmierć Stalina” ukazał się nakładem wydawnictwa Non Stop Comics.