Od czasu, kiedy dawno temu w moje ręce wpadł „Fear Agent”, Rick Remender pozostaje scenarzystą, po którego kolejne komiksy zawsze sięgam. Nie wszystkie kocham, niektórych wręcz nie lubię, ale ponieważ przeczytałem ich sporo, to wiem, że współtwórca „Deadly Class” jest fachowcem, który fabularne braki swoich tekstów jest w stanie zatuszować znakomicie opanowanym warsztatem. „Siostry Seasons” są taką właśnie komiksową produkcją. Intrygującą fabularnie i wizualnie, sprawnie opowiedzianą, a mimo to, pozostawiającą czytelników z uczuciem niedosytu.
Komiks przenosi nas do fantastycznego, nieco baśniowego świata, w którym żyją tytułowe siostry. Spring, Summer, Autumn i Winter są córkami słynnej pary detektywów. Ich rodzice dziesięć lat wcześniej zaginęli bez śladu i od tego czasu dziewczyny muszą radzić sobie same. Spring – najmłodsza z nich, pracuje jako listonoszka. Summer jest gwiazdą mediów społecznościowych. Autumn nie ustaje w staraniach wyjaśnienia zagadki zniknięcia rodziców. A Winter próbuje spełnić się jako artystka, jednocześnie opiekując się najmłodszą z sióstr. Pojawienie się w ich mieście tajemniczego wesołego miasteczka staje się początkiem wydarzeń, które mogą zmienić świat, ale mogą też pomóc w odkryciu okoliczności i przyczyn zniknięcia państwa Seasons.
Pierwszy tom „Sióstr Seasons” to zgrabne połączenie baśniowej stylistyki z tajemnicą, grozą i komedią. Jak to u Remendera bywa, akcja warto biegnie do przodu, choć niekiedy dzieje się to kosztem bohaterów i świata przedstawionego. Przykładowo, pierwszy zeszyt serii to rozpisana na kilkadziesiąt stron sekwencja pościgu Spring za listem. Jest sprawnie skomponowana i ma w sobie urok slapstickowej komedii, ale dla intrygi pozostaje w większości nieistotna. Dalej jest tylko trochę lepiej, bo Remender bardzo oszczędnie dzieli się z czytelnikami szczegółami na temat sióstr (Autumn pojawia się zaledwie na kilku stronach i aż do końca tomu niewiele o niej wiadomo) jak również na temat świata, w jakim żyją. W konsekwencji, kiedy czytelnik dotrze do końca pierwszego tomu, niekoniecznie musi być przekonany, do sięgnięcia po kolejny. Bo choć „Siostry Seasons” teoretycznie mają w sobie wszystko, co powinien mieć intrygujący komiks, to scenarzyście nie udało się w pełni wykorzystać potencjału drzemiącego w tej historii. Przynajmniej na razie.
Największym atutem albumu są rysunki Paula Azacety. Kreska amerykańskiego rysownika, w której krytycy dopatrują się inspiracji twórczością Hayao Miyazakiego, Winsora McCaya, Herge’a czy Jeffa Smitha, jest wyrazista, czytelna a przy tym bardzo ekspresyjna i nieco surrealistyczna (co podkreślają pastelowe kolory Matheusa Lopesa). Azaceta świetnie komponuje plansze i znakomicie radzi sobie z opowiadaniem za pomocą obrazów. W „Siostrach Seasons” niewiele jest statycznych kadrów. Bohaterowie przeważnie pozostają w ruchu, czego najlepszym przykładem jest otwierająca komiks sekwencja pościgu Spring za listem.
Mam wobec tego komiksu mieszane uczucia. Jest w „Siostrach Seasons” teoretycznie sporo tu dobra: intrygujący świat, bohaterowie z potencjałem, fantastyczne rysunki i żywe, przykuwające uwagę kolory. A mimo to, ta seria mnie nie „kupiła”. Na koniec pierwszego tomu wciąż wiem za mało, by mieć ochotę na więcej, czego nie zmienił nawet zamykający komiks cliffhanger. Doceniam brawurowy melanż gatunkowy stworzony przez Remendera, ale jak na mój gust, za dużo w nim efekciarstwa a za mało treści.