„Sadboi” Berliac [RECENZJA]

Jak czują się uchodźcy próbujący ułożyć sobie życie w nowym kraju? Czy przestępstwo może być sztuką? „Sadboi” Berliaca jest komiksem mierzącym się z trudnymi i aktualnymi pytaniami. Jednak odpowiedzi jakie na nie udziela, nie zawsze są satysfakcjonujące.

O istnieniu Berliaca dowiedziałem się przed wakacjami, kiedy oficyna Drawn & Quaterly ogłosiła, że zrezygnowała z publikacji „Sadboia” z powodu transfobicznych komentarzy jakie artysta umieścił w sieci jeszcze w 2015 roku. Z komunikatu prasowego, wystosowanego przez wydawnictwo, ciężko było zrozumieć o co chodzi, zatem zacząłem drążyć temat.

Urodzony w Argentynie artysta jest zafascynowany mangą i w takim też stylu tworzy swoje prace (publikowane m.in. w magazynie „Vice”). W 2015 roku Berliac napisał na swoim blogu krótki artykuł, w którym dał wyraz swojej fascynacji japońskim komiksem. Użył w nim niefortunnego – jak się miało okazać – porównania do osób transpłciowych. I się zaczęło. Pod postem rozpętała się dyskusja, w której udział wzięła Sarah Horrocks, transpłciowa autorka i recenzentka, współpracująca m.in. z Image Comics. Berliac, który najwyraźniej źle znosi krytykę, zmieszał ją z błotem i zubliżał, a o całej sprawie zapomniał. Jednak w sieci nic nie ginie. Kiedy wiosną tego roku Drawn & Quaterly ogłosiło, że chce wydać „Sadboia”, do wydawcy odezwały się osoby będące świadkami tamtejszej pyskówki, co z kolei sprawiło, że oficyna wycofała się z tego pomysłu.

Pokłosiem tego zamieszania są dziesiątki artykułów w sieci, obszerne wyjaśnienie i przeprosiny Berliaca oraz brak angielskojęzycznej edycji „Sadboia”. Przytaczam tę historię dlatego, że zdaniem autora, decyzja Drawn & Quaterly sprawiła, że jego dzieło straciło szansę na tytuł jednej z najlepszych powieści graficznych 2018 roku. Moim zdaniem, mocno przesadza. Bo choć „Sadboi” ma potencjał oraz porusza ważne i aktualne tematy, do arcydzieła mu daleko.

Tytułowy Sadboi jest uchodźcą, który jako dziecko przybył do Norwegii z kraju ogarniętego wojną. W drodze do Europy zginęła jego matka, a on sam trafił do rodziny zastępczej. Próby integracji chłopca z norweskim społeczeństwem skończyły się fiaskiem. Po kolejnej kradzieży Sadboi trafia do więzienia, z którego wychodzi już jako regularny przestępca. Kiedy wydaje się, że nie ma już dla niego nadziei, niespodziewanie oświadcza, że postanowił zostać… artystą.

„Sadboi” powstał w Berlinie, a jego stworzenie zajęło Berliakowi dwa lata. Chcąc lepiej wczuć się w rolę uchodźcy, artysta przez ten czas żył poza oficjalnym systemem – z nieważnym paszportem, bez ubezpieczenia zdrowotnego i bez konta bankowego. − Nie mogę napisać książki o nielegalnych imigrantach posiadając dostęp do wszystkich benefitów, które dla nich są nieosiągalne. „Sadboi” nie jest kolejną historią o zagranicznym konflikcie stworzoną w wygodnym studiu rysownika. To gówno dzieje się tu i teraz – tłumaczył swoją decyzję Berliac. Ta postawa miała swoje wymierne konsekwencje. Chęć integracji z bohaterem poszła u artysty tak daleko, że w zeszłym roku posunął się do kradzież materiałów do rysowania w supermarkecie, za co został aresztowany, a jego mieszkanie przeszukane. Szkoda tylko, że to poświęcenie nie przełożyło się na lepszy komiks.

„Sadboi” jest dziełem bardzo nierównym. Berliac porusza w nim aktualny, a jednocześnie drażliwy temat imigracji. Pokazuje ją zarówno z perspektywy pracownika socjalnego, starającego się pomóc uchodźcom, jak i z perspektywy samych migrantów, ludzi po przejściach, pozbawionych własnego domu i skazanych na alienację. Niestety, nie odkrywa Ameryki. Rewelacje Berliaca na temat migracji to zlepek oczywistości. Od wybuchu kryzysu migracyjnego w Europie minęły już dwa lata. Przez ten czas w mediach ukazały się tysiące materiałów poświęconych temu zagadnieniu i analizujących go z każdej możliwej strony. Berliac, mimo pełnego poświęcenia „ryserczu”, nie dokłada do tej polemiki nowego głosu.

Są w „Sadboiu” rzeczy autentycznie ciekawe. Berliac stawia w nim intrygujące pytania na temat granic sztuki i odpowiedzialności artysty, ale również i samotności twórcy. Co ważne, wątek ten sprytnie wplata w sensacyjną fabułę, dzięki czemu „Sadboia” czyta się szybko i zaangażowaniem.

Swoją powieść graficzną Berliac dedykuje francuskiemu pisarzowi Jeanowi Genetowi, który choć nie był imigrantem, podobnie jak główny bohater komiksu pozostawał w oczach większej części swoich pobratymców wykluczony. Porzucony przez matkę wychowanek domu dziecka, pensjonariusz domu poprawczego, więzień i dezerter przez lata pozostawał jednym z ulubionych autorów francuskich intelektualistów, a jego wielkimi fanami byli Jean-Paul Sartre i Jean Cocteau. W swojej twórczości Genet (przez Sartre’a określany mianem „wykluczonego ze społeczeństwa i z wszechświata”) często poruszał temat wykluczenia, wyobcowania i braku zrozumienia u innych ludzi. Bohaterami jego dzieł byli emigranci, ale również odrzucane przez społeczeństwo mniejszości. W swojej twórczości Genet przedstawiał nie tylko problemy z jakimi musieli się na co dzień borykać, ale przede wszystkim sugestywnie pokazywał emocje jakie towarzyszyły im w codziennym życiu: wściekłość, upokorzenie i bezradność.

W założeniu „Sadboi” bliski jest twórczości Geneta. Bohaterem komiksu jest człowiek nie potrafiący odnaleźć się w społeczeństwie, a w scenariuszu nie brakuje wątków homoseksualnych. Jednak dzieło Berliaca jest lekturą przede wszystkim rozrywkową i daleko mu to skandalizujących książek francuskiego mistrza.

„Sadboi” zwraca na siebie uwagę stroną wizualną. Historię głównego bohatera Berliac przedstawił za pomocą mangowej kreski inspirowanej twórczością Seiichi Hayashiego czy Yoshiharu Tsuge, prekursorów gekigi, mangi adresowanej do dojrzałych czytelników i poruszającej poważne tematy. Do tego też gatunku autor zalicza „Sadboia”. Czarno-białe rysunki Berliaca są proste, ale niosą w sobie spory ładunek emocji dzięki czemu czytelnik przymyka oczy na widoczne tu i ówdzie niedoskonałości.

Nie mam o „Sadboiu” tak dobrego zdania jak jego autor, ale przyznaję, że jest to komiks, nad którym warto się pochylić. Z jednej strony oczywisty, z drugiej pełen intrygujących pomysłów, a przy tym wyróżniający się wizualnie. Na pewno można się o dzieło Berliaca pokłócić, choć, moim zdaniem, nie jest to dzieło skazane na komercyjny sukces.

Album „Sadboi” ukazał się nakładem wydawnictwa Timof Comics.