„Różanna, uprząż i młyn oraz inne historie” to komiks, którego premiera stała się w Brazylii wydarzeniem. W 2020 roku album zdobył szereg tamtejszych prestiżowych nagród choć, co trzeba wyraźnie zaznaczyć, nie jest dziełem łatwym. Jego autor, Jefferson Costa, podobnie Joanna Kuciel-Frydryszek w „Chłopkach”, zabiera czytelników w podróż do wcale nie odległej, a jednak nieznanej przeszłości.
Urodzony w 1979 roku Jefferson Costa to jeden z najważniejszych brazylijskich twórców komiksowych. Przez wiele lat pracował przede wszystkim jako rysownik współtworząc m.in. obrazkową adaptację szekspirowskiej „Burzy” czy obsypaną nagrodami powieść graficzną „Jeremias: Pele” wykorzystującą kultowe w Brazylii postaci stworzone przez pisarza i rysownika Mauricio Araújo de Sousa’y. Costa współpracował również z takimi wydawnictwami jak Image Comics czy DC Comics. Dla tego ostatniego stworzył jedno z opowiadań do znanej również w Polsce antologii „Superman. Świat”. Jako scenarzysta zadebiutował w 2019 roku właśnie komiksem „Różanna, uprząż i młyn”, którym nie tylko podbił serca brazylijskich czytelników i krytyków, ale przede wszystkim pokazał się jako twórca zdolny snuć skomplikowane, niebanalne i chwytające za serce historie.
„Różanna, uprząż i młyn” to opowieść o trudach codziennego życia. Wyrastająca ze wspomnień rodziny Jeffersona Costy historia o migracji wymuszonej suszą, ciężkiej pracy i nieustannej walce z przeciwnościami losu. To również opowieść o nadziei, miłości i wsparciu niosąca uniwersalne przesłanie, że jeśli mamy w życiu osoby, na które możemy liczyć, poradzimy sobie ze wszystkim.
Brzmi to może nieco banalnie, ale zapewniam, że w wykonaniu brazylijskiego autora fabuła jest daleka od banału. „Różanna, uprząż i młyn” to opowieść złożona ze wspomnień, a niekiedy nawet z ich strzępków. Costa nie snuje jej w porządku chronologicznym. Swobodnie przeskakuje pomiędzy kolejnymi dekadami i bohaterami. Niektóre wątki rozwija, inne tylko zaznacza pozostawiając otwartymi. Niekiedy oddaje głos seniorom, którzy swoimi opowieściami cofają nas w przeszłość jeszcze bardziej. Uprzedzam, można się w tym zgubić.
Wbrew pozorom, album nie jest fabularnie chaotyczny. Za pomocą zmieniającej się kreski czy wykorzystania innej palety barw Costa sugeruje, który wątek połączony jest z którym, ale nigdy nie prowadzi czytelnika za rękę. W „Różannie”, bowiem, równie ważnym jak fabuła, jest nastrój. To komiks bardzo impresyjny. Zapraszający odbiorę do podróży nie tylko przez historię rodziny Jeffersona Costy, ale również, a może przede wszystkim, przez emocje. Podobnie jak w życiu, w fabule „Różanny, uprzęży i młyna” splatają się ze sobą tragedie i chwile szczęścia, porażki i sukcesy, miłość i rozczarowania.
Kluczową rolę w komiksie odgrywa język. Bohaterowie „Różanny” są prostymi, ciężko pracującymi ludźmi. Nie wszyscy umieją pisać i czytać. Porozumiewają się własnym językiem, który choć bliski regionalnemu dialektowi, do końca nim nie jest. Dużo w nim neologizmów, przeinaczeń, kulturemów czy wręcz zniekształceń i błędów. Jak pisze we wstępie tłumacz Jakub Jankowski, przełożenie tego komiksu na język polski było największym wyzwaniem w jego dotychczasowej translatorskiej karierze. Co więcej, nazywa w pewnym momencie ten album „słuchowiskiem”, wprost sugerując, że warstwa językowa i fonetyczna są w tym dziele równie istotne jak fabuła i rysunki.
Te ostatnie są znakomite. Jefferson Costa słynie z charakterystycznej, nieco satyrycznej kreski. I dokładnie taki rodzaj rysunków znajdziemy w kadrach „Różanny, uprzęży i młyna”. Postaci i scenografia są tutaj zawsze delikatnie zdeformowane, ale każdy projekt niesie ze sobą emocje. Nie ma tu pustych „wypełniaczy” czy plansz stworzonych dla popisu. To komiks wizualnie precyzyjny i przemyślany. Costa swobodnie operuje kadrami, znakomicie gra cieniami i perspektywą. W rezultacie czytelnik otrzymuje komiks kompletny, w którym wszystkie elementy są na swoim miejscu a każdy ma rolę do odegrania.
„Różanna, uprząż i młyn” nie jest komiksem dla każdego. To album działający na wyobraźnię, ale też nie ułatwiający życia czytelnikowi, wymagający skupienia i uważności. Przed napisaniem tego tekstu przeczytałem go dwa razy, ale jestem przekonany, że jeszcze do niego wrócę. Komiks Costy nie jest może dziełem stricte „nowohoryzontowym”, ale gdyby porównać go do filmu, to byłby z całą pewnością pokazywany w kinach studyjnych a nie w zlokalizowanych w galeriach handlowych multipleksach.