„Punisher MAX”, tom 5 [RECENZJA]

Piąty tom cyklu „Punisher MAX” jest jednocześnie pożegnaniem z runem autorstwa Gartha Ennisa. W latach 2004-2008 irlandzki autor stworzył 60 zeszytów serii, która dziś uznawana jest za jedną z najlepszych odsłon przygód komiksowego mściciela. Co nie znaczy, że wśród tych kilkudziesięciu odcinków nie ma historii lepszych i gorszych. Obie znajdziemy w recenzowanym tomie.

W albumie znalazły się dwie opowieści: „Długa zimna noc” z rysunkami Howarda Chaykina i Gorana Parlova oraz „Valley Forge, Valley Forge” narysowana samodzielnie przez Parlova. W pierwszej Frank Castle ponownie ściera się z Barrakudą, bezwzględnym i sadystycznym mordercą, którego w tomie 3 (w historii zatytułowanej „Barrakuda”) pozbawił oka i rzucił na pożarcie rekinowi. Nic więc dziwnego, że niedoszła ofiara Punishera dyszy żądzą zemsty, a co za tym idzie, znajduje niezwykle okrutny sposób na jej dokonanie.

Druga z historii zamyka rozbudowaną opowieść zapoczątkowaną w historii „Mateczka Rosja” z tomu 2, a następnie kontynuowanej w „Człowieku z kamienia” w tomie 4. Punisher staje się niewygodny dla grupy wysoko postawionych wojskowych, którzy postanawiają ostatecznie zakończyć jego karierę. W tym celu posługują się grupą żołnierzy podobnych do Franka Castle’a, wyszkolonych komandosów, na których czele staje enigmatyczny idealista, pułkownik Howe.

W wstępie wspomniałem, że „Punisher MAX” według Gartha Ennisa ma lepsze i gorsze wydania. W ostatnim tomie znajdziecie dowody na oba. „Długa zimna noc” zalicza się do tych gorszych. Historia ma obiecujący punkt wyjścia, którego autor „Kaznodziei” jednak wcale nie wykorzystuje. Po niespodziance, jaką kończy się pierwszy zeszyt opowiadania, „Długa zimna noc” szybko zmienia się w krwawą i przesadnie brutalną nawalankę pomiędzy Punisherem i Barrakudą. Nawalankę, której finał może być tylko jeden, co dodatkowo sprawia, ze czyta się ją z rosnącą obojętnością, a jej największym atutem pozostają rysunki Howarda Chaykina.

Jednak już w „Valley Forge, Valley Forge” znajdziecie wszystko to, co w „Punisherze” według Ennisa jest najlepsze. Intrygujący i dobrze wykorzystany pomysł, fantastycznych bohaterów oraz pełen niespodzianek scenariusz zakończony efektowną fabularną „przewrotką”. To historia, w której swoisty kodeks honorowy Franka Castle’a zostaje wystawiony na ciężką próbę, a zasady, według których działania czynią go teoretycznie bezbronnym. „Valley Forge, Valley Forge” to z jednej strony kolejna opowieść o walce Punishera z całym światem, z drugiej ciekawa analiza komiksowego mściciela. Jak dla mnie to jedna z najlepszych rzeczy napisanych przez Ennisa pod szyldem „Punisher MAX”.

Egmontowski imprint „Marvel Klasyka” jest bardzo nierówny i obok komiksów bardzo dobrych bez problemu znajdziecie w nim pokaźną ilość średniaków. „Punisher MAX” zalicza się do tych pierwszych. To jedna z tych serii, która powinna wylądować na Waszej półce obok „Daredevila” Bendisa i Maleeva czy pierwszych dwóch tomów „Wolverine’a” Jasona Aarona (kolejne już nie są tak dobre). Jeśli szukacie mocnych, bezkompromisowych a jednocześnie dobrze napisanych historii, „Punisher MAX” Was nie rozczaruje.