Browse By

„Punisher MAX” Aaron i Dillon [RECENZJA]

Po nierównym siódmym tomie serii „Punisher MAX”, ostatnim napisanym przez Gartha Ennisa, w nasze ręce trafia tom ósmy, którego scenarzystą jest Jason Aaron. Autor „Skalpu” tworzył przygody Franka Castle’a w wersji dla dorosłych w latach 2010-2012 i poradził z tym sobie wybornie. Tym bardziej, że wspierał go w tej pracy niezrównany Steve Dillon.

Ósmy tom cyklu „Punisher Max” to dwie kilkuzeszytowe historie: „Kingpin” oraz „Bullseye” tworzące jedną większą opowieść. Pierwsza traktuje o wydarzeniach jakie doprowadziły do tego, że Wilson Fisk został nowojorskim królem zbrodni. Tematem drugiej jest starcie Franka Castle’a z psychopatycznym zabójcą Bullseyem.

W najnowszym tomie „Punishera MAX” znajdziecie wszystko to, czego oczekujecie po albumie mającym w tytule „max” czyli będącym częścią imprintu przewidzianego dla dorosłych czytelników zainicjowanym w 2001 roku serią „Jessica Jones”, pierwszym w historii komiksem rozpoczynającym się od słowa „k***a”. 🙂 Punisher według Jasona Aarona pełen jest więc bluzgów, makabry i czarnego humoru, ale to wszystko są dodatki do bardzo dobrze napisanych i wciągających historii.

Tak jest, ósmy tom cyklu „Punisher MAX” to prawdziwy festiwal przemocy, ale też dwie przemyślane i intrygujące opowieści, w których najważniejsi są bohaterowie. I, co ciekawe, czytając je ma się wrażenie, że Aarona bardziej interesowali przeciwnicy Castle’a niż on sam, bo to im w większości poświęcone są obie opowieści. „Kingpin” to zaskakująca historia dojścia Wilsona Fiska do władzy. Skomplikowanej intrygi, która z podrzędnego rzezimieszka uczyniła króla przestępczego świata. Historia wielkiego sukcesu okupionego potworną ceną. Z kolei w „Bullseye’u” scenarzysta zaskoczy Was nową interpretacją jednego z najpopularniejszych marvelowskich czarnych charakterów. Bullseye według Jasona Aarona to wciąż utalentowany strzelec, ale przede wszystkim bezwzględny psychopata opętany żądzą „zrozumienia” Franka Castle’a i dla realizacji tego celu gotowy do najgorszych czynów.

No i są jeszcze rysunki Steve’a Dillona, które – jak zawsze w przypadku tego artysty – nie mają sobie równych. Dillon jak nikt potrafi w swoich kadrach połączyć realistyczną kreskę z satyrycznym zacięciem nadając swoim planszom niepowtarzalny klimat. Dzięki jego talentowi w najbardziej nieprawdopodobnych czy makabrycznych scenach dostrzeżemy w „Punisherze” cień przewrotnego humoru.

„Punisher MAX” w wydaniu Jasona Aarona i Steve’a Dillona to dzieło równie dobre jak klasyczne już dziś „Witaj ponownie, Frank” Ennisa i Dillona, którego sukces dwie dekady temu dał początek serii „Punisher MAX”. Dla mnie to pozycja obowiązkowa.