Mimo, iż powieść „Przeminęło z wiatrem” przyniosła autorce Nagrodę Pulitzera i jeszcze za życia Margaret Mitchell doczekała się przekładu na blisko 70 języków, jej znaczenie i popularność zostały przyćmione przez znakomitą ekranizację z 1939 roku. I dziś, to właśnie film z Vivien Leigh i Clarkiem Gablem jest pierwszym, co przychodzi nam do głowy, gdy myślimy o „Przeminęło z wiatrem”. Francuski rysownik i scenarzysta Pierre Alary postanowił „przypomnieć” światu o książce Mitchell przygotowując jej komiksową adaptację. I zrobił to w sposób absolutnie zachwycający.

Mimo, iż w tym roku upłynie 90 lat od czasu premiery powieści „Przeminęło z wiatrem”, popularność tej historii zdaje się nie maleć. Opowieść o perypetiach zadziornej Scarlett O’Hary doczekała się mnóstwa adaptacji, również w formie baletu, kilku autoryzowanych kontynuacji i prequeli (oraz wielu nieautoryzowanych), a drugie życie zyskała na scenie fanfikowej, gdzie teksty inspirowane książką Margaret Mitchell liczyć można w tysiącach.

Swoją komiksową adaptacją Pierre Alary chciał przypomnieć czytelnikom o książce. Przedstawić historię Scarlett i Rhetta w sposób bliski temu, w jaki zrobiła to Margaret Mitchell, a jednocześnie różny od filmu Victora Fleminga, który zdominował powszechne wyobrażenie na temat tej historii. Jego „Przeminęło z wiatrem” jest więc nie tylko adaptacją, ale również reinterpretacją powieści z 1936 roku uzupełnioną o kilka nowych, autorskich wątków.

Przeniesienie w karty komiksu książki, której polskie wydanie, w zależności od edycji, liczy nawet ponad 1300 stron nie było zadaniem łatwym. Pierre Alary musiał tę opowieść znacznie skrócić, a przede wszystkim zreorganizować tak, aby nie utracić ducha historii Margaret Mitchell. W tym celu m.in. rozbudował wątek relacji Scarlett z matką, którego nie ma w oryginale.

Jednocześnie francuski artysta konsekwentnie dystansował się od ekranizacji Fleminga. Jego interpretacja Scarlett jest bliska temu, jak tę postać widziała Margaret Mitchell – ambiwalentną, trudną do polubienia kobietę, która w ciężkich czasach walczy o przetrwanie robiąc rzeczy naganne i bezwzględne. Alary odszedł również od romantycznego przedstawienia amerykańskiego Południa, co do dziś pozostaje jednym z głównych zarzutów wobec filmu z 1939 roku. W komiksie nie brakuje działalności Ku Klux Klanu, a tłem dla perypetii Scarlett są głębokie przemiany na Południu, gdzie po przegranej wojnie secesyjnej rodzi się brutalny kapitalizm, a niegdysiejsi przedstawiciele klasy uprzywilejowanej stają się jego ofiarami.

W interpretacji Pierre’a Alary’ego „Przeminęło z wiatrem” jest historią na wskroś nowoczesną, w której obok romansu nie brakuje wojny, zdrad, zbrodni, komedii, emancypacji a nawet przemocy domowej. Komiks ma świetne tempo, wyrazistych i nieoczywistych bohaterów (ich projekty są w pełni autorskie i również dalekie od tego, do czego przyzwyczaił nas film), bardzo dobre dialogi i jest świetnie narysowany.

Pierre Alary, zanim zajął się komiksem, przez dekadę pracował w studiu Disneya jako animator pomagając tworzyć takie filmy jak „Tarzan” i „Dzwonnik z Notre Dame”. I to kinowe doświadczenie widać w jego planszach, gdzie filmowe kadrowanie i dynamika ruchu współgrają z szybką, jak na romans, akcją. Kreska Alary’ego łączy w sobie realizm ze stylizacją doskonale oddając ducha czasów, o których opowiada komiks. A kadry dodatkowo zwracają na siebie uwagę fantastycznymi kolorami zmieniającymi się wraz z fabułą i nastrojem.

Przyznam, że jestem zaskoczony tym, jak bardzo spodobał mi się ten komiks. Film „Przewinęło z wiatrem” oglądałem kilka razy i pamiętam go w miarę dobrze, ale interpretacja Alary’ego pozwoliła mi spojrzeć na tę historię i jej bohaterów z nieco innego punktu widzenia. Album jest niezwykle udany zarówno scenariuszowo jak i graficznie, a w eleganckim, powiększonym wydaniu prezentuje się fantastycznie.

Zostaw odpowiedź