Choć obecna komiksowa oferta Egmontu w większości rozmija się z moimi zainteresowaniami, to od czasu do czasu wydawnictwo to wciąż jest w stanie mnie zaskoczyć. Niedawno zachwycałem się opublikowanymi przez tę oficynę „Pracownikami morza” na podstawie powieści Wiktora Hugo, a dziś chciałbym wam polecić „Pralnię”, jeden z najlepszych wizualnie komiksów tego roku.

Bohaterem albumu jest Francois, samotny pracownik pralni w anonimowym, skąpanym w wiecznym deszczu mieście. Choć szef odmawia mu podwyżki, swoją pracę wykonuje sumiennie. Jest lubiany przez kolegów i sąsiadów. I ma marzenia. Francois od lat obstawia na loterii te same liczby wierząc, że w końcu szczęście się do niego uśmiechnie. Jednak życie pisze własne scenariusze, a jedna decyzja może zmienić wszystko.

Choć „Pralnia” liczy 144 stron, nie jest powieścią graficzną a rozbudowanym opowiadaniem. Fabuła jest jednowątkowa, bez historii pobocznych czy pogłębionych postaci drugoplanowych. Całość wieńczy zaś efektowny, choć przewidywalny finał. I gdyby za jej opowiedzenie wziął się inny autor, mógłby ten komiks przejść bez większego echa. W rękach Jorisa Mertensa ta nieskomplikowana historia zmienia się w bowiem w niezwykle sugestywną opowieść, którą trudno wyrzucić z pamięci.

Ten urodzony w Belgii artysta jako komiksiarz zadebiutował późno, bo dopiero w 2020 roku albumem „Beatrice” (duchowo zbliżony do „Pralni”), ale z przytupem. Już rok później komiks znalazł się na listach finałowych albumów nominowanych do Grand Prix festiwalu w Angouleme oraz do Grand Prix de la Critique, wyróżnienia przyznawanego przez Association des Critiques et journalistes de Bande Dessinée (ACBD), francuskie stowarzyszenie dziennikarzy i krytyków komiksowych, dla najlepszego francuskiego komiksu roku.

Zanim zaczął tworzyć komiksy, Joris Martens realizował się w branży filmowej. Tworzył storyboardy, rekwizyty, pracował w zespołach odpowiedzialnych za efekty specjalne, projektował scenografię a dodatkowo był cenionym fotosistą dokumentującym prace na planie.

Nic więc dziwnego, że komiksy jakie tworzy również są bardzo filmowe. „Pralnia”, choć fabularnie prosta, jest opowiedziana z wizualnym rozmachem. To opowieść nie tylko o borykającym się z codziennością Francois, ale również o mieście, w którym mieszka. Jego zmoczone deszczem i skąpane światłem ulice są równie ważnym bohaterem albumu, co pracownik pralni. Zdecydowana kreska Martensa w połączeniu z dobrze dobranymi, żywymi kolorami czynią z „Pralni” ekspresyjną, a co za tym idzie, zapadającą w pamięć przypowieść.

Największą siła komiksu Martensa jest jego sugestywność. Perypetie Francois belgijski artysta przedstawił w taki sposób, że czytelnik miejscami czuje się tak, jakby moknął w deszczu równie mocno jak bohater albumu. W połączeniu z imponującą oprawą graficzną czyni to z „Pralni” dzieło, na które warto zwrócić uwagę. Może nie jest to komiks roku, ale do TOP 20 spokojnie mógłby się załapać.

Zostaw odpowiedź