Wiktor Hugo to pisarz, którego nie trzeba przedstawiać. Autor „Nędzników” czy „Dzwonnika z Notre-Dame” jest twórcą znanym na całym świecie, a jego dzieła doczekują się coraz to nowych interpretacji i adaptacji. Również komiksowych. Jedna z nich właśnie została wydana w naszym kraju i raczej nie powinniście jej przegapić.
Wydana po raz pierwszy w 1866 roku powieść „Pracownicy morza” należy do mniej znanych dzieł Wiktora Hugo, ale swego czasu była prawdziwym bestsellerem. Podobnie jak „Nędznicy” czy „Dzwonnik z Notre-Dame” opowiada o samotniku, który choć funkcjonuje poza społeczeństwem, zdolny jest do czynów godnych antycznych herosów.
Akcja „Pracowników morza” rozgrywa się na surowej wyspie Guernesey zamieszkałej przez ludzi, którzy swoje życie związali z morzem. Jednym z nich Gillat, człowiek wielu talentów wśród sąsiadów cieszący się jednak złą sławą czarownika. Gillat skrycie podkochuje się w Deruchette, najpiękniejszej dziewczynie na wyspie i przybranej córce lokalnego armatora Lethierry’ego. Kiedy należąca do tego ostatniego łódź parowa rozbija się niedaleko Guernesey, właściciel obiecuje rękę Deruchetty temu, kto wydobędzie z wraku jej bezcenny silnik. Gillat bez wahania przyjmuje wyzwanie i samotnie wyrusza w morze.
Fabuła „Pracowników morza” wyrasta z fascynacji Wiktora Hugo ciężką pracą i niezłomnością charakterów mieszkańców Guernesey, wyspy, na której pisarz spędził na dobrowolnym wygnaniu 15 lat swojego życia. Z tego też powodu autor w swoim dziele wiele miejsca poświęcił opisom przyrody oraz codzienności na wyspie, a przede wszystkim potęgi morza wpływającej na wszystkie aspekty życia na Guernesey.
Książka ma stosunkowo prostą fabułę i niewiele wątków pobocznych. Po wyruszeniu Gillata do wraku zmienia się w monumentalną opowieść o samotnej walce z żywiołem i własnymi słabościami. Główny bohater staje się wtedy niemalże antycznym tytanem próbującym dokonać niemożliwego, a pod koniec stającego do nierównej walki z morskim potworem. Gillat jest bohaterem idealnym. Nadludzko sprawnym i wytrzymałym, obdarzonym wiedzą niedostępną dla innych a także zdolnym do najwyższego poświęcenia.
Adaptacja tak monumentalnej historii była niezwykle ryzykowna, bo opowiadając o ludziach bez skazy, tak dobrych, że aż nierealnych, łatwo popaść w śmieszność. Francuski rysownik Michel Durand postanowił przedstawić historię Gillata w równie „gargantuiczny” sposób, co Hugo wykorzystując do tego trudną, ale dającą spektakularne efekty technikę kreskowania.
Michel Durand, do tej pory nieznany polskim czytelnikom, jest na rynku frankofońskim twórcą niezwykle cenionym i rozpoznawalnym, który w swojej karierze współpracował m.in. z Alejandro Jodorowskym, Frankiem Giroudem czy Rodoplhem. Sposób rysownia, jakim posłużył się do zaadaptowania „Pracowników morza”, inspirowany jest techniką drzeworytu, popularną w drugiej połowie XIX wieku, kiedy powstała powieść. Prace nad albumem trwały cztery lata, ale jej efekty zapierają dech w piersiach.
Komiks składa się ze 150 plansz, a wszystkie wykonano w technice kreskowania. Za pomocą linii i tuszu, które Durand potraktował niemalże jak rzeźbiarz dłuto, artysta stworzył piękne i pełne emocji kadry. Pozbawione konturów rysunki, w których nawet cienie składają się z linii, robią niesamowite wrażenie (co potęguje powiększony format i druk na wysokiej klasy papierze offsetowym) doskonale współgrając z monumentalną fabułą.
„Pracownicy morza” to od czasu „Wilka morskiego” Riffa Reb’sa najlepsza komiksowa adaptacja literackiej klasyki jaką przeczytałem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Album Michela Duranda to przykład dzieła monumentalnego (wiem, że się powtarzam, ale nie ma lepszego określenia) zarówno fabularnie jak i wizualnie. To komiks, który warto mieć na półce i do którego warto wracać, bo na plansze „Pracowników morza” zwyczajnie nie można się napatrzeć.