„Piękna ciemność” Vehlmann i Kerascoët [RECENZJA]

Kojarzycie wróżkę Dzwoneczek, tę z „Piotrusia Pana”? Na pewno kojarzycie. A jeśli jeszcze dodatkowo jesteście rodzicami małej dziewczynki (albo dziewczynek) zapewne widzieliście choć jeden pełnometrażowy film o jej przygodach stworzony w czasach, gdy Dzwoneczek była disneyowską księżniczką. W każdym z nich wróżka nie tylko stawiała czoła licznym wyzwaniom i niebezpieczeństwom, ale wspólnie z przyjaciółmi dzielnie i wytrwale pomagała wymagającym opieki zwierzętom i roślinom. Gdyby kolejny film o perypetiach Dzwoneczka powstał na podstawie scenariusza Charlesa Baudleaire’a, scenografię zaprojektowali do niego Serge Marshennikov i Luke Pearson, a całość wyreżyserował Nacho Cerdà, to pewnie powstałoby dzieło podobne do „Pięknej ciemności”.

Bohaterami komiksu są urocze (na pierwszy rzut oka) małe leśne chochliki do złudzenia przywodzące na myśl Dzwoneczka i jej towarzyszy. Tak jak disneyowska wróżka żyją w lesie, ale nie w uroczym domku, a w pobliżu zwłok małej dziewczynki. I choć próbują pomagać zwierzątkom, to efekty ich działań często okazują się makabryczne. Poza tym są wredne, zazdrosne, podłe, małostkowe i nie mają problemu z krzywdzeniem swoich pobratymców.

Wydawca porównuje „Piękną ciemność” do „Alicji w Krainie Czarów” i „Pożyczalskich”, ale to zaledwie czubek góry lodowej skojarzeń jakie pojawiać się będą w waszej głowie podczas lektury. Nominowane do Nagrody Eisnera dzieło Fabiena Vehlmanna i Kerascoët (pod tym pseudonimem kryją się Marie Pommepuy i Sébastien Cosset, małżeństwo francuskich rysowników) to z jednej strony okrutna baśń, z drugiej bezwzględna opowieść o źle kryjącym się w każdym z nas o tym jak niewiele trzeba, żeby dać mu się ponieść.

A jak to jest narysowane. Tę mroczną i nie wolną od makabry przypowieść Pommepuy i Cosset przedstawiają w absolutnie zachwycających kadrach, w których realizm miesza się ze stylistyką rodem z książek dla dzieci. Czytając „Piękną ciemność” wielokrotnie zatrzymywałem się, tylko po to, żeby dłużej podziwiać kolejne plansze.

Nie jest to komiks łatwy. Choć intryga nie jest skomplikowana, to wiele wątków, jak również samo zawiązanie fabuły, nie zostają nigdy do końca wyjaśnione. „Piękna ciemność” stawia przed czytelnikami dziesiątki pytań, a na większość z nich nie udziela klarownych odpowiedzi. To dzieło otwarte i dające pole różnorodnych interpretacji. Można go nie polubić, trudno je w pełni zrozumieć, ale nie da się o nim zapomnieć.