Centrala nie wydaje komiksów w ilościach często, ale jak już to robi, to najczęściej proponuje tytuły, obok których nie warto przejść obojętnie. I takim właśnie albumem jest „Ostatni gasi światło” Tobiasa Aeschbachera.

Urodzony i mieszkający w Szwajcarii Tobias Aeschbacher komiksami fascynuje się od dziecka, a pierwsze fanziny zaczął tworzyć już w wieku 10 lat. Jest wykształconym grafikiem oraz współtwórcą komiksowego magazynu „Kosmos Vertikal”. „Ostatni gasi światło” jest jego pełnometrażowym debiutem, i to debiutem ze wszech miar udanym. Komiks zdobył prestiżową Nagrodę Maxa i Moritza (za najlepszy niemieckojęzyczny debiut komiksowy) oraz przyznawaną przez organizatorów festiwalu komiksowego w Delemont Nagrodę Delémont’BD Preis 2024 (za najlepszy debiut). Album pojawił się również na listach najlepszych powieści graficznych stworzonej przez redakcję dziennika „The Washington Post”.

„Ostatni gasi światło” opowiada historię trojga drobnych przestępców, którzy w poszukiwaniu skradzionej im torby docierają do zaniedbanej kamienicy, gdzie sytuacja szybko wymyka się z kontroli. „Otoczeni” przez mieszkańców, z których każdy kryje inną, niekiedy mroczną tajemnicę, gangsterzy z łowców sami stają się zwierzyną.

Choć trup ściele się w nim gęsto, komiks Aeschbachera jest w rzeczywistości absurdalną komedią, w której czuć ducha kina Quentina Tarantino. Akcja komiksu rozgrywa się na zamkniętej przestrzeni („Wściekłe psy”), a w scenariuszu nie brakuje zarówno chronologicznych przesunięć („Pulp Fiction”) jak i wyrazistych bohaterów (jak w każdym filmie Tarantino). Fabularnie całość jest precyzyjnie skonstruowana i ma świetne tempo, co w połączeniu z pokaźną dawką absurdalnego i czarnego humoru sprawia, że komiks czyta się po prostu znakomicie.

Graficznie „Ostatni gasi światło” również daje radę. Tobias Aeschbacher poszedł w ślady Lewisa Trondheima zderzając niepoważną kreskę z brutalną fabułą, co jeszcze podkreśliło absurdalny humor całej opowieści. Nie ma tu graficznych fajerwerków, ale jest stylistyczna konsekwencja, zarówno w kresce jak i kolorze, w całości podporządkowana opowiadanej historii.

„Ostatni gasi światło” to znakomity komiks. Precyzyjnie skonstruowany fabularnie, świetnie narysowany i gęsto podlany czarnym humorem. Miłośnicy filmów spod znaku Quentina Tarantino czy braci Coen zakochają się w nim od pierwszych kadrów, ale pozostali również nie powinni być rozczarowani.

Zostaw odpowiedź