Kilkanaście lat po premierze znakomitych „Lwów z Bagdadu” Brian K. Vaughan i Niko Henrichon ponownie połączyli siły tworząc „Obserwatorów”. Powieść graficzna, która w USA zachwyciła krytyków, ale podzieliła czytelników, właśnie trafiła w ręce polskich odbiorców.

Dla Val miała to być kolejna randka w ulubionym kinie. Niestety, kończy się tragicznie. Młoda kobieta ginie w masowej strzelaninie, a jej duch opuszcza ciało. Jednak to, co miało być końcem, staje się początkiem czegoś nowego. Wraz z nieskończoną liczbą innych duchów z różnych czasów Val zostaje „uwięziona” w naszym świecie, gdzie przez setki lat obserwuje życie ludzi. Aż do dnia, kiedy wydaje się, że ten świat zaraz się skończy.

„Obserwatorzy” narodzili się na substackowym koncie Briana K. Vaughana, gdzie byli publikowani w odcinkach przez około trzy lata. Komiks powstawał bez żadnej ingerencji ze strony wydawcy (bo go nie było) i jest, jak przyznaje sam scenarzysta, jednym z najbardziej autorskich dzieł w jego karierze. I to jest jego wielkim atutem, choć też i przyczyną scenariuszowych niedociągnięć.

Komiks liczy ponad 300 stron, ale narracyjnie ma miejscami problemy z utrzymaniem tempa. Szczególnie widać to w połowie, kiedy bohaterowie faktycznie dużo rozmawiają, ale ich dialogi nie posuwają akcji do przodu. Podejrzewam, że jest to konsekwencja tego, że komiks powstawał w odcinkach i być może w takie formiej mogło to nie zwracać uwagi. Natomiast kiedy czytelnik mierzy się z „Obserwatorami” za jednym posiedzeniem, te problemy stają się wyraźne.

Komiks Vaughana i Henrichona określany jest mianem romansu egzystencjalnego. To stwierdzenie prawdziwe, ale też nie oddające w pełni ambicji twórców. Wątek miłosny jest tym, co fabułę „Obserwatorów” pcha do przodu, ale nie jest najważniejszy. To pretekst do tego, co, w moim przekonaniu, Briana K.Vaughana w tej historii interesowało najbardziej, czyli stworzenie komentarza do dzisiejszych czasów, kiedy podglądactwo, pornografia i szaleńcza pogoń za popularnością są nie tylko codziennością, ale często również trampoliną do sławy i pieniędzy.

Ten komentarz nie zawsze wybrzmiewa tak, jak powinien. Raz, są w komiksie fragmenty w których staje się on ważniejszy od fabuły (stąd moje podejrzenie, że to właśnie on interesował scenarzystę najbardziej). Dwa, że „Obserwatorzy” są dziełem brutalnym i przesyconym pornografią, co nie każdemu musi przypaść do gustu. Brian K. Vaughan już w „Sadze” sięgał po pornografię, ale wtedy były to pojedyncze kadry. Tutaj mamy całe sceny dosłownego seksu. I to w dużych ilościach. One niby wplatają się kontekst całej historii, ale mam wrażenie, że część z nich jest zbędna i znalazła się w „Obserwatorze” trochę pod publiczkę, żeby zwiększyć ilość subskrypcji na koncie.

Nieoczywisty jest również finał całej historii. W takich rozwiązaniach Vaughan ma już doświadczenie (kto czytał „Y. Ostatni z mężczyzn”, ten wie). To nie jest wada, ale, podobnie jak duża dawka przemocy i seksu, może nie wszystkim się spodobać. Zakończenie perypetii Val jest logiczne dla całej opowieści, ale ponieważ stawka w finale jest maksymalnie wysoka, to jednak oczekujemy jakiegoś konkretnego domknięcia, a ono nie następuje. W rezultacie finał albumu sprawia wrażenie urwanego.

O ile mam tu i ówdzie problemy ze scenariuszem „Obserwatorów”, to rysunkami Niko Henrichona mogę się już tylko zachwycać. Plansze komiksu są w pełni malowane i kolorowane akwarelami. W jednym z wywiadów Niko Henrichon zdradził, że z tuszu korzystał tylko tam, gdzie to było konieczne, a obróbka cyfrowa została wykorzystana dopiero na etapie przygotowywania plansz do druku, i nie dotyczyła tworzenia rysunków, czy ich kolorowania. Niesamowite jest w tym komiksie kadrowanie. Skoro jego głównymi bohaterami są podglądacze, to niejednokrotnie Henrichon ustawia „kamerę” tak, by pokazać wydarzenia z perspektywy niepożądanego widza. Świetna jest też kolorystyka. Świat duchów jest kolorowy (choć paleta barw jest ograniczona), a ludzi czarno-biały, co rysownik wykorzystał jako jedno z narzędzi narracyjnych.

„Obserwatorzy” to nie jest komiks dla każdego. Zdecydowanie jest adresowany tylko do dorosłych czytelników i to takich, którzy nie mają problemu z oglądaniem przemocy oraz pornografii. Jeśli jesteście z tym „okej”, to warto po dzieło Vaughana i Henrichona sięgnąć, bo to komiks dojrzały, bezkompromisowy i celnie komentujący współczesną rzeczywistość. Scenariuszowo tu i ówdzie ma swoje problemy, ale obłędna warstwa graficzna wynagradza te bolączki z nawiązką.

Zostaw odpowiedź