„Obiecanki” Świętek [RECENZJA]

„Bośniacki płaski pies” jest najdłużej oczekiwaną premierą Kultury Gniewu, ale to „Obiecankom” przypada tytuł najlepszego komiksu wydanego przez tę oficynę w ubiegłym miesiącu.

Jednym z filmów walczących w tym roku o Oscara jest „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa, wstrząsająca opowieść o rozwodzie i walce pomiędzy małżonkami, której ofiarą staje się ich nastoletni syn. „Obiecanki” Agnieszki Świętek również opowiadają o konsekwencjach rozpadu małżeństwa, ale przedstawiają je z perspektywy rodziny szopów, a w szczególności dwóch sióstr, których życie niedawno wywróciło się do góry nogami.

Starsza z dziewcząt jest nastolatką i wzorową uczennicą, co niekoniecznie czyni z niej najpopularniejszą i najbardziej lubianą osobę w klasie. Jej młodsza siostra nie chodzi jeszcze do szkoły, a najważniejszą rzeczą w jej życiu jest zabawa. Niestety, od jakiegoś czasu bawi się głównie sama, bo mama, choć nie chodzi do pracy, cały czas śpi, a jak wstaje z łóżka, jest roztargniona do tego stopnia, że z niczym nie może sobie poradzić. Być może wszystko by się ułożyło, gdyby przyszedł tata. Na razie go nie ma, ale obiecał, że przyjdzie.

Na niecałych 60 stronach Agnieszka Świętek przedstawia poruszającą opowieść o ludziach usiłujących ułożyć sobie życie po rozwodzie. I choć wizualnie „Obiecanki” sprawiają wrażenie komiksu dla młodszych czytelników, to najpełniej docenią ją dorośli odbiorcy.

Temat rozwodu był już w literaturze i w kinie przedstawiany i analizowany na tysiące sposobów. Komiks Agnieszki Świętek nie dodaje do niego niczego nowego, ale w tym przypadku nie jest to zarzut. „Obiecanki” to nie analiza przyczyn rozpadu małżeństwa, ale empatyczna rozprawa na temat konsekwencji jakie decyzje dorosłych wywierają na dzieci. Za pomocą prostych środków udało się autorce wiarygodnie oddać w komiksowych kadrach emocje jakie towarzyszą rozstaniu. Czytelnik wspólnie z bohaterkami przeżywa ich rozczarowanie, zawód, ale i nadzieję, że może tata nie odszedł tak naprawdę.

Czarno-białe, kreskówkowe rysunki rozładowują pesymistyczną wymowę albumu wprowadzając do tej trudnej historii lekkość, humor, ale i symbolikę. Za pomocą pojawiających się w kadrach od czasu do czasu żółtych akcentów kolorystycznych (rozwiązanie znane choćby z „Sin City” Franka Millera) Świętek sugestywnie podkreśla nadzieję na lepsze, która od czasu do czasu pojawia się w sercu starszej siostry. Dopełnieniem całości jest znakomity finał – przemyślany, wiarygodny, boleśnie prawdziwy, a przede wszystkim na długo zapadający w pamięć.