Ed Brubaker wielokrotnie wspominał w wywiadach, że nosi się z zamiarem zakończenia serii „Criminal”. Na szczęście, do tej pory tego nie zrobił. I mam nadzieję, że nie zrobi, bo takie komiksy jak „Noże” pokazują, że w tym kończącym w tym roku 30 lat cyklu wciąż tkwi olbrzymi potencjał.
Dla tych, którzy nie wiedzą, „Criminal” to zbiór opowieści rozgrywających się w jednym, wspólnym świecie. Każda stanowi zamkniętą całość, ale postacie będący głównymi bohaterami jednych historii przewijają się w tle innych, a w dialogach często odnoszą się do wydarzeń, o których czytelnik miał już okazję przeczytać, albo dopiero to zrobi. Łączy je tematyka. Zgodnie z tytułem Ed Brubaker bawi się tutaj konwencją kryminału wykorzystując znane i niekiedy ograne pomysły fabularne, do stworzenia mrocznych, wiarygodnych historii przede wszystkim skupionych na bohaterach.
Wierni czytelnicy tego bloga wiedzą, że jestem oddanym fanem „Criminal”, a Ed Brubaker i Sean Phillips tworzą mój ulubiony komiksowy duet. Niestety, od kilku już lat ich wspólne komiksy są bardzo nierówne, a niektóre, jak np. „Gorączka nocy” są wręcz słabe. Na szczęście te zarzuty nie dotyczą ich sztandarowego cyklu. Zarówno „Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny” (powiązany z „Criminal”), „Okrutne lato” czy „Parszywy weekend” to komiksy bardzo dobre. Jednak „Noże”, które Brubaker określa mianem najlepszej i największej historii „Criminal” jaką stworzyli wspólnie z Phillipsem, są jeszcze lepsze.
W „Nożach” powracają znani już fanom cyklu rysownik Jacob Kurtz (po raz pierwszy pojawił się w miniserii „Fatalna noc”), Angie Watson (główna bohaterka „Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny”) oraz Tracy Lawless (chyba najbardziej znany mieszkaniec świata „Criminal” i bohater miniserii „Lawless” oraz „Grzesznicy”). Znajomość wcześniejszych części nie jest niezbędna do tego, by zrozumieć i docenić fabułę „Noży”. Komiks znakomicie sprawdza się jako samodzielny tytuł.
Album z początku opowiada dwie, samodzielne historie. W pierwszej towarzyszymy Jacobowi Kurtzowi w wyprawie do Hollywood, gdzie ma powstać serial na podstawie jego komiksu. W drugiej śledzimy perypetie Angie, która po śmierci swojego opiekuna Jake’a „Sęka” Watsona ląduje na ulicy bez pracy i dachu nad głową. Losy Jacoba i Angie ostatecznie się splatają. Finał jest wspólny dla obu wątków i otwiera możliwości do opowiedzenia kolejnych historii.
„Noże” zwracają na siebie uwagę przede wszystkim wielopoziomową, dojrzałą intrygą, w której kryminał łączy się z obyczajowym dramatem oraz… satyrą na Hollywood. I to ten ostatni aspekt szczególnie ujął mnie za serce. Wierni czytelnicy twórczości Eda Brubakera wiedzą, że jego relacje ze światową stolicą kina są, delikatnie mówiąc, „skomplikowane”. W „Nożach” wyjaśnia dlaczego. Z perspektywy Jacoba Kurtza, alter ego scenarzysty, widzimy Hollywood jako miejsce na wskroś fałszywe, w którym hipokryzja jest wszechobecna, władza absolutna a jakość produkowanych filmów i seriali nie ma znaczenia, o ile generują przychód. Nie są to spostrzeżenia specjalnie oryginalne, ale w interpretacji Brubakera stają się absolutnie fascynujące.
W „Criminal” równie ważne jak scenariusz zawsze były i są rysunki. Ed Brubaker wielokrotnie podkreślał, że Sean Phillips nie jest „zwykłym” rysownikiem cyklu, ale jego pełnoprawnym współautorem a wiele rozwiązań narracyjnych w komikach jest efektem ich wspólnej pracy. W „Nożach” Phillips robi to, co umie najlepiej. W mistrzowski sposób operuje gestami, mimiką i nastrojem tworząc sugestywne, klimatyczne kadry idealnie komponujące się z mroczną fabułą.
„Noże” to zdecydowanie jedna z najlepszych komiksowych premier tego roku. Album dojrzały, fabularnie intrygujący, wizualnie imponujący i wypełniony pełnokrwistymi bohaterami, w jakich specjalizuje się Brubaker. Fanom cyklu polecać nie trzeba, ale jeśli jakimś cudem jeszcze z „Criminal” się nie spotkaliście, to „Noże” są znakomitym powodem, by to zrobić.