Powstanie Warszawskie to temat dobrze już w polskim komiksie przepracowany, ale wciąż atrakcyjny. I skrywający olbrzymi potencjał, czego dowodzi narysowana przez Ernesto Gonzalesa antologia „Nim wstanie dzień”.

Historia 63 dni powstańczego warszawskiego zrywu do dziś budzi żywe emocje. I wciąż nie została jednoznacznie oceniona. Historycy nadal dyskutują na temat słuszności Powstania Warszawskiego i ceny jaką przyszło za nie zapłacić. Swoje do tej polemiki dorzucają politycy i działacze różnych środowisk, filmowcy, a nawet marketingowcy, którzy kilka lat temu siedzibę jednego z warszawskich banków ozdobili powstańczymi zdjęciami.

Dla mnie osobiście, Powstanie Warszawskie to temat niezwykle ważny, ale i żywy. Jako warszawiak z dziada pradziada mam swojej najbliższej rodzinie wiele osób, które Powstanie przeżyły. Wśród nich troje moich dziadków, z których każde tych 63 dni przeżyło inaczej. W ich historiach, których słuchałem jako dziecko, były opowieści o bohaterstwie, dramacie Rzezi Woli i cudownym ocaleniu. Nie było w nich jednak „przygody”, przekonania, że Powstanie Warszawskie było doświadczeniem hartującym ducha i sprawdzianem własnego męstwa. Nie było więc tego, co dziś, mam wrażenie, funkcjonuje w popularnych przekonaniach na temat tego zrywu.

Dokładnie te same emocje i ten sam światopogląd odnalazłem w antologii „Nim wstanie dzień”, zbiorze siedmiu komiksowych opowiadań o Powstaniu narysowanych przez Ernesto Gonzalesa i napisanych przez Grzegorza Janusza, Marikę, Tomasza Pastuszkę i Rafała Skarżyckiego.

Scenarzyści twórco podeszli do tematu Powstania. Są wśród opowiadań historie dosłowne i poetyckie, dziejące się w czasie Powstania jak i wiele lat po nim, realistyczne i fantastyczne, a nawet jedno humorystyczne. Każde jest opatrzone efektowną puentą i żadne nie pozostawia czytelnika obojętnym. Ładunek emocjonalny jaki niesie ze sobą „Nim wstanie dzień” jest olbrzymi. To komiks, który autentycznie porusza, często przeraża, ale przede wszystkim skłania do myślenia.

Siedem różnych opowieści zostało brawurowo zilustrowanych przez Ernesto Gonzalesa, który na zaledwie 84 stronach udowodnił wszechstronność swojego talentu. Każda z historii została narysowana nieco inaczej. Z opowiadania na opowiadanie Gonzales zmienia nie tylko kreskę, ale również kolorystykę i sposób kadrowania. „Nim wstanie dzień” nieustannie zaskakuje czytelnika, a różnorodność stylów jest dodatkowym atutem, by po ten komiks sięgnąć więcej niż raz.

Zostaw odpowiedź