„Przeszłość nigdy nie jest martwa. Ba, ona nawet nie minęła” pisał w swojej powieści „Requiem dla zakonnicy” William Faulkner. I ten cytat znakomicie podsumowuje o czym traktuje monumentalna powieści graficzna „Nakarmić duchy” Tessy Hulls, drugi w historii, po słynnym „Maus” Arta Spiegelmana, komiks uhonorowany Nagrodą Pulitzera. Przed Wami 400 stron trudnej i emocjonalnej opowieści o wielkiej historii i rodzinnych traumach.

„Nakarmić duchy” to rzecz o trzech pokoleniach kobiet: babci, córce i wnuczce. Pierwsza, Sun Yi, niezależna dziennikarka z Szanghaju po zwycięstwie komunistycznej rewolucji uciekła z Chin do Hongkongu, gdzie opublikowała bestsellerowe wspomnienia i popadła w obłęd. Jej córka, Rose, dorastająca w obcym jej świecie już jako nastolatka musiała mierzyć się z konsekwencjami choroby matki, co nie pozostało bez wpływu na jej dalsze losy. I wreszcie najmłodsza z nich, Tessa, autorka komiksu, której życie rodzinne traumy zamieniły w piekło.

Premiera komiksu w 2024 roku była wydarzeniem. Album zdobył nie tylko Nagrodę Pulitzera, ale również Nagrodę Eisnera (w kategorii Najlepsza Graficzna Biografia) a takie opiniotwórcze pisma jak „Time”, „Forbes” czy „Publishers Weekly” umieściły ją na listach najlepszych książek roku. Choć tematyka to sugeruje, „Nakarmić duchy” nie są ani tradycyjną biografią ani komiksem historycznym. Oczywiście, nie brakuje w nim elementów jednego i drugiego, ale dzieło Hulls jest przede wszystkim opowieścią o konsekwencjach przeszłości. I pod tym kątem jest to komiks bliski „Maus”, który w swojej „współczesnej” części opowiadał relacjach pomiędzy Artem Spiegelmanem i jego ojcem, na których cieniem położyły się przeżycia tego ostatniego z czasów Holokaustu.

Hulls wychodzi od historii, ale wydarzenia jakie opisuje są u niej jedynie pretekstem do analizowania konsekwencji jakie przeszłość wywarła na życie jej rodziny. Z drobiazgową dokładnością autorka rozkłada na czynniki pierwsze te skomplikowane zależności i głęboko skrywane traumy, by zrozumieć, dlaczego jej życie potoczyło się w taki a nie inny sposób, a w konsekwencji ten fakt zaakceptować. Z tej perspektywy „Nakarmić duchy” jest wręcz komiksem terapeutycznym, czego sama Hulls nie ukrywa pisząc wprost, że dzięki trwającej blisko dziesięć lat pracy nad albumem udało jej się nie tylko odbudować relacje z matką, ale, co może ważniejsze, udało jej się zrozumieć, dlaczego ich stosunki były tak skomplikowane i tak pełne negatywnych emocji.

„Nakarmić duchy” jest albumem bardzo gęstym, którego Tessa Hulls jest nie tylko autorką, ale również narratorką i komentatorką. I to bardzo zaangażowaną. Jej kwestie są obecne praktycznie w każdym kadrze komiksu, co bywa przytłaczające. Tym bardziej, że Hulls potrafi wracać po kilka razy do tych samych zdarzeń, by na przykład przedstawić ich inną interpretację. Nie jest więc jej album dziełem lekkim ani fabularnie, ani formalnie. „Nakarmić duchy” wymagają skupienia i uwagi, bo w natłoku postaci i wydarzeń, w których nie brakuje sporych przeskoków czasowych, można się zgubić. Z powodu narracyjnej drobiazgowości komiks ma też problemy z utrzymaniem tempa, szczególnie w miejscach, w których ilustrowana biografia przeradza się w esej.

W zrozumieniu skomplikowanych emocji łączących bohaterów bardzo pomagają rysunki. Choć większość kadrów pozostaje ilustracją wydarzeń opisanych w dymkach, to nie brakuje plansz, w których Tessa Hulls ucieka się do graficznych metafor, by umożliwić czytelnikom zrozumienie tego, co trudno opisać, jak choćby choroba jej babki. W tych fragmentach, dzięki połączeniu rysunku i tekstu, udało jej się pokazać znacznie więcej, niż jest to możliwe w klasycznej prozie.

Pytana o „Nakarmić duchy” Tessa Hulls mówiła, że jest to „książka, której nigdy nie chciała napisać”. Jednocześnie dodawała, że jest to jedyna książka jaką „musiała stworzyć” i nie planuje kolejnej. Mam nadzieję, że zmieni zdanie. Jej komiks nie jest dziełem łatwym ani przyjemnym. Emocjonalnie przytłaczający, wymagający strukturalnie oraz złożony narracyjnie może okazać się wyzwaniem. Warto jednak temu wyzwaniu stawić czoła, bo „Nakarmić duchy” to album wybitny, który nie daje o sobie zapomnieć. I mam nadzieję, że nie pozostanie ostatnim w karierze Tessy Hulls.

Zostaw odpowiedź