Najlepsze komiksy roku 2019!

Za kilka dni koniec roku. Pora najwyższa na doroczną listę 10 najlepszych komiksów, jakie ukazały się na naszym rynku w tym roku. Kolejność alfabetyczna. Wszystkie cenię równie mocno.

BROM (Wydawnictwo 23) – debiutancki album Unki Odyi uhonorowany w tym roku Grand Prix łódzkiego Międzynarodowego Festiwalu Komiksów i Gier. Trochę horror, trochę obyczajowa opowieść o dorastaniu, a trochę rozrywkowa historia o i dla nastolatków. W dodatku mocno osadzona w słowiańskiej mitologii. To chyba najgłośniejszy polski debiut tego roku, ale pochwały z jakimi spotkał się ten album są zdecydowanie zasłużone. „Brom” to komiks świetnie napisany, znakomicie zilustrowany i opatrzony najbardziej obłędną okładką sezonu.

.

CRIMINAL (Mucha Comics) – najsłynniejsze i najlepsze wspólne dzieło mojego ulubionego duetu komiksowego złożonego ze scenarzysty Eda Brubakera i rysownika Seana Phillipsa. „Criminal” to zbiór opowieści rozgrywających się w jednym, wspólnym świecie. Każda stanowi zamkniętą całość, ale postacie będący głównymi bohaterami jednych historii przewijają się w tle innych, a w dialogach często odnoszą się do wydarzeń, o których czytelnik miał już okazję przeczytać, albo dopiero to zrobi.  Polscy czytelnicy mogą się już cieszyć pierwszym i drugim tomem zbiorczego wydania serii oraz powieścią graficzną ze świata „Criminal” zatytułowaną „Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny”.

DONŻON (Timof Comics) – monumentalny cykl fantasy wykreowany przez Lewisa Trondheima i Joanna Sfara często określany mianem parodii gatunku. To nie do końca prawda. Owszem, komiks jest zabawny i w ironiczny sposób bawi elementami charakterystycznymi dla gatunku, ale to zaledwie część atrakcji jakie skrywa. Celem Trondheima i Sfara było stworzenie tętniącego życiem świata, w którym wszystko byłoby możliwe. Stąd też znajdziemy w „Donżonie” historie humorystyczne, ale nie brakuje w nim również opowieści rozdzierających serce. A czytając je ani przez chwilę nie ma się poczucia, że któraś z nich jest nie na miejscu albo nie pasuje do innych.

FEAR AGENT (Non Stop Comics) – ta seria ma specjalne miejsce w moim sercu. Po pierwsze dlatego, że jest znakomita, a po drugie dlatego, że to właśnie jej poświęciłem jeden z pierwszych tekstów na blogu, który – co ciekawe – do dziś cały czas znajduje czytelników. „Fear Agent” to hołd złożony klasycznym filmom sci-fi. Pełna niespodzianek, wybuchów i kosmicznych potworów opowieść o samotnym bohaterze podróżującym przez czas by ocalić świat, który zginął na jego oczach. To tytuł, który nigdy nie trafił na listy bestsellerów, ale dystansuje większość z tych, którym się ta sztuka udała.

.

FRANKENSTEIN ŻYJE, ŻYJE! (Wydawnictwo KBOOM) – Bernie Wrightson to wciąż wielki nieobecny na polskim rynku komiksowym. Mistrz komiksowego horroru i twórca postaci Potwora z Bagien był również wybitnym ilustratorem, a jego opus magnum w tej dziedzinie to ilustrowane wydanie „Frankensteina” Mary Shelley wprowadzone na rynek przez Marvel jeszcze w 1983 roku. Na potrzeby tej edycji Wrightson przygotował 50 znakomitych ilustracji czemu poświęcił aż 7 lat pracy. Jej efekty, uznawane są dziś za opus magnum tego artysty. Trzeba dodać, że bardzo wartościowe. Niedawno rysunek Wrightsona, który pojawił się na obwolucie ilustrowanej edycji „Frankensteina” został sprzedany na aukcji za 1,2 mln dolarów. To największa kwota jaką do tej pory zapłacono za pracę tego twórcy.
Komiks „Frankenstein żyje, żyje!” to kontynuacja powieści Mary Shelley. Historia rozpoczynająca się wiele lat po finale książki, ale podobnie jak oryginał opowiadająca o poszukiwaniu przez potwora swojego miejsca na ziemi, a przede wszystkim zrozumienia i człowieczeństwa. Za scenariusz albumu odpowiada Steve Niles, który pisarskim mistrzem nie jest, ale tym razem poradził sobie zupełnie nieźle. Największą wartością komiksu pozostają, jednak, rysunki Wrightsona, które są po prostu obłędne. Nagła śmierć przerwała rysownikowi pracę, zatem album został dokończony przez Kelleya Jonesa (osobiście wybranego przez Wrightsona), który, na szczęście, doskonale odnalazł się w tej roli. Koniecznie!

.

KAJKO I KOKOSZ. KRÓLEWSKA KONNA (Egmont) – bardzo udana kontynuacja przygód jednych z najpopularniejszych polskich bohaterów komiksowych stworzona przez Macieja Kura, Sławomira Kiełbusa i Piotra Bednarczyka. „Królewska Konna” to album utrzymany w duchu twórczości mistrza z Sopotu, a jednocześnie nie będący jej kalką. W stworzonej przez Kura historii znajdziecie typ humoru znany z „klasycznych” komiksów i wiele elementów często w nich powracających jak bójka w knajpie czy szczególne pomysły zbójcerzy na spędzanie czasu wolnego. Wszystkie zostały jednak sprawnie wkomponowane w autorską opowieść, w której nie brakuje odniesień do bieżącej rzeczywistości i atrakcyjnej nie tylko dla osób wychowanych na „Kajku i Kokoszu”, ale również dla nowych pokoleń. Podobnie album prezentuje się od strony graficznej. Kreski Janusza Christy nie można skopiować i Sławomir Kiełbus nawet nie próbuje tego robić. Artysta rysuje „po swojemu”, ale w stylu zbliżonym do twórczości mistrza. Zbliżonym na tyle, że nawet najbardziej ortodoksyjni fani twórczości Christy nie będą mieli problemu, by wrócić do Mirmiłowa i raz jeszcze przeżyć niezapomnianą przygodę z Kajkiem i Kokoszem.

.

PROMETHEA (Egmont) – najgłośniejsza obok „Ligi Niezwykłych Dżentelmenów” seria Alana Moora stworzona dla imprintu America’s Best Comics. „Promethea” to wyjątkowe połączenie opowieści superbohaterskiej z filozofią, religią, magią, okultyzmem i historią sztuki. Alan Moore po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem tworzenia intertekstualnych, wielopoziomowych scenariuszy. Scenariuszy z jednej strony dostarczających rozrywki, z drugiej zachęcających czytelników do tropienia licznych cytatów i nawiązań, z trzeciej w mniej lub bardziej otwarty sposób służących jako nośnik prywatnych poglądów autora. Na pierwszym, podstawowym poziomie „Promethea” to klasyczna opowieść o superbohaterce, w której nie brakuje arcyzłoczyńców, efektownych scen akcji oraz, oczywiście, nadnaturalnych mocy. To również historia o dojrzewaniu, akceptacji i mierzeniu się z własnymi słabościami. Przy okazji to także wykład na temat feminizmu, historii literatury i sztuki oraz wielu innych dziedzin, którymi Moore od zawsze był zainteresowany – tarota, kabały, religii czy magii.

.

TETRIS. LUDZIE I GRY (Wydawnictwo Marginesy) – opowieść o kulisach powstania jednej z najsłynniejszych gier wideo wszech czasów, ale przede wszystkim o tym co wydarzyło się potem. O tym jak największe firmy walczyły o prawa do wydania gry napisanej w 1984 roku przez skromnego radzieckiego informatyka. Gry, którą znał cały świat, ale do której prawa pozostawały za żelazną kurtyną. „Tetris” to pełna niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcja podróż do czasów, kiedy rodziła się elektroniczna rozrywka. Wyprawa, w której nie brakuje wielkich pieniędzy i nieczystych zagrywek, a obok Aleksieja Pażytnowa – ojca „Tetrisa”, pojawiają się w niej Shigeru Miyamoto (twórca marek „Mario” i „Zelda”), Henk Rogers (człowiek, który dał światu grę „The Black Onyx”), Hideo Nakajima (manager odpowiedzialny za wprowadzenie marki Namco na rynek amerykański), a nawet Michaił Gorbaczow i starożytni Egipcjanie.

.

TYLER CROSS: MIAMI (OMG Wytwórnia Słowobrazu) – najbardziej brutalna część komiksowej serii, a jednocześnie najbardziej skomplikowana fabularnie. Komiks otwiera fantastyczna, opowiedziana bez słów scena mafijnej egzekucji i pochówku jej ofiary w filarze budowanego hotelu o nazwie Eden Blues. Ten budynek, a dokładnie ludzie zaangażowani w jego powstanie, odegrają w „Miami” kluczową rolę. Choć w komiksie nie brakuje trupów, a Tyler Cross nie ma oporów przed sięganiem po broń, „Miami” stoi nie scenami akcji a skomplikowaną intrygą. Scenariusz Nury’ego obfituje w fałszywe tropy i nieoczekiwane zwroty akcji, a fabuła trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Jak zawsze, nie brakuje w niej czarnego humoru, ale na pochwały zasługuje także przewrotny finał.

.

URBIKANDYJSKA GORĄCZKA (SCREAM COMICS) – najlepsza odsłona komiksowego cyklu „Mroczne miasta”, wyjątkowej serii której głównymi bohaterami są przestrzeń i tworzący ją ludzie. Album Benoît Peetersa i François Schuitena na pierwszym, podstawowym poziomie jest sprawnie napisaną opowieścią z pogranicza fantastyki, którą znakomicie się czyta. Jeśli jednak zagłębimy się w nią bardziej, odkryjemy, że w komiksowych kadrach kryje się przystępnie podana rozprawa na temat związków pomiędzy ludźmi, architekturą, polityką, a nawet religią. Jak dla mnie, lektura obowiązkowa.

.

Jak co roku, 10 pozycji to stanowczo za mało. Poza listą znalazły się „Vision” na podstawie scenariusza Toma Kinga (Egmont), „Mity Cthulu” Alberto Brecci (Non Stop Comics), „Fale” Aj Dungo (Wydawnictwo Marginesy), „20th Century Boys – Chłopaki z dwudziestego” Naokiego Urasawy (jak bym mógł, to dawałbym ten komiks w topce każdego roku) oraz „Nie przebaczaj” Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej (Kultura Gniewu).