Marzena Sowa i Sylvain Savoia przed lat podbili serca polskich czytelników serią „Marzi”. Teraz powracają kolejnym komiksem o dorastaniu, który Was jednak nie rozbawi, a śmiertelnie przerazi. Witajcie w Burundii, w roku 1993. Za kilka miesięcy w sąsiedniej Rwandzie rozpęta się ludobójstwo. I nic już nie będzie takie samo. O tym właśnie jest „Moje miejsce”, jedna z najmocniejszych komiksowych premier tego roku.

Album Sowy i Savoia jest adaptacją głośnej powieści „Tęsknota” z 2016 roku, uhonorowanej nagrodą Goncourt des Lycéens (dla książki z finałowej selekcji Goncourtów wybranej przez francuskich licealistów) oraz nagrodą Lista Goncourtów: Polski Wybór. Jej autor, Gaël Faye, francusko-afrykański muzyk, dzieciństwo spędził właśnie w Burundii. „Tęsknota” jest opowieścią o jego rodzinie choć, jak podkreśla sam twórca, nie jest dziełem autobiograficznym.

Gaby i jego młodsza siostra mieszkają wraz z rodzicami w Bużumbrze, stolicy kraju. Ich ojciec jest Francuzem a matka Rwandyjką, która przed laty wyemigrowała do Burundii uciekając przed prześladowaniami w rodzinnym kraju. Wiodą wygodne życie klasy uprzywilejowanej. W domu jest służba, mieszkają w ekskluzywnej dzielnicy w posiadłości otoczonej wysokim murem, a dzieciaki uczą się w najlepszej szkole. Nie są jednak szczęśliwi. Małżeństwo rodziców Gaby’ego się rozpada, na co duży wpływ mają wydarzenia w sąsiedniej Rwandzie. Coraz częstsze wiadomości o przemocy i rodzącym się zagrożeniu nie pozostają bez wpływu na rodzinę. Kiedy 6 kwietnia 1994 roku rozpętuje się piekło, jego fala uderzeniowa z całą mocą uderzy również w Gaby’ego, jego najbliższych i znajomych.

O masakrze w Rwandzie nakręcono już kilka filmów, napisano sporo książek, z których największe wrażenie zrobił na mnie reportaż Wojciecha Tochmana „Dzisiaj narysujemy śmierć”. Jednak żadna z nich nie opowiadała o tej tragedii z perspektywy dziecka, które, choć nie było jej bezpośrednim uczestnikiem, i tak stało się ofiarą.

„Moje miejsce” to opowieść o okrucieństwie kryjącym się nie tylko w przemocy, ale przede wszystkim w słowach i niepewności. Historia życia w absurdalnej, przerażającej rzeczywistości, w której nikt nie może być pewnym tego, co wydarzy się jutro. To również rzecz o niezrozumieniu otaczającego świata, bo pokazana z perspektywy dziesięciolatka, który choć widzi to, co dzieje się wokół niego, to nie jest w stanie pojąć dlaczego tak właśnie jest. Trudno mu się jednak dziwić, bo nienawiść pomiędzy Tutsi i Hutu wynikająca z tego, że – jak mawia ojciec Gaby’ego – „mają różne nosy”, do dziś dla wielu pozostaje makabryczną zagadką.

Marzena Sowa świetnie zaadaptowała powieść Faye’a. Już od pierwszych stron, na których pada zdanie o różnych nosach, wiemy, że nie będzie to lektura przyjemna. Bo choć „Moje miejsce” rozpoczyna się jak kolejny komiks o dorastaniu, to bardzo szybko zmienia się w opowieść o rozpadzie rodziny, przemocy, traumie i konsekwencjach kolonializmu. Dzięki dziecięcej perspektywie fabuła obfituje w chwile emocjonalnego oddechu, nie brakuje w niej również humoru. Wszystko to jest jednak podszytem lękiem przed tym, co za chwilę się wydarzy. Rwandyjski dramat wisi nad bohaterami jak fatum niszcząc ich życie nawet przed tym zanim się wydarzy. Atmosfera gęstnieje z kadru na kadr, aż do wstrząsającego, chwytającego za gardło finału.

Na wysokości zadania stanął również Sylvain Savoia. Rzadko uciekając się do dosłowności, jeśli chodzi o przemoc, i dynamicznie wykorzystując przestrzeń plansz za pomocą różnorodnego kadrowania, stworzył historię atrakcyjną wizualnie, fabularnie porażającą i pozostającą w pamięci.

„Moje miejsce” to komiks fascynujący i przerażający. Opowieść o dojrzewaniu zaczynająca się w raju, a kończąca w piekle. Mocna, okrutna i pozbawiona nadziei, od której jednak trudno się oderwać. W moim rankingu to jeden z najmocniejszych kandydatów do miana komiksu roku.

Zostaw odpowiedź