Albumem „Mój przyjaciel Kim Dzong Un” autorka Keum Suk Gendry-Kim kończy swoją nieoficjalną trylogię poświęconą wojnie i współczesnej historii Korei, na którą składają się już „Trawa” oraz „Czekanie”. Finałowy tom nie spełnił wszystkich oczekiwań jakie w nim pokładałem, ale przeczytać go warto. 

Najnowsze dzieło Keum Suk Gendry-Kim nie jest klasyczną biografią. Koreańska autorka, co prawda, opowiada w nim o życiu północnokoreańskiego dyktatora, ale łączy to z wywiadami z osobami, które Kima poznały, wątkami autobiograficznymi oraz rozważaniami na temat tego, czy dziś, 73 lata po wojnie koreańskiej, zjednoczenie obu Korei jest jeszcze możliwe.

Keum Suk Gendry-Kim w swoim komiksie porusza wiele tematów, co ma swoje dobre i złe strony. Plusem takiego rozwiązania jest dość szerokie spojrzenie na najnowszą historię Korei oraz zmian jakie wojna spowodowała w koreańskim społeczeństwie (o czym autorka opowiadała już w „Czekaniu”). Minusem jest fakt, że żaden z tych tematów nie został przez autorkę wyczerpująco zgłębiony, co z kolei sprawia, że „Mój przyjaciel Kim Dzong Un” pozostawia czytelników ze sporym uczuciem niedosytu.

Biografia Kim Dzong Una nie wykracza poza wiadomości jakie możecie wyczytać w Wikipedii. Wywiady w dużej części powtarzają informacje znane z mediów. Jeśli ktoś czyta gazety oraz śledzi wiadomości w tym komiksie nie znajdzie niczego, czego by już wcześniej nie wiedział. Najlepsze z całego albumu są wywiady, ale te również są różne. Najbardziej obiecująca rozmowa z przyjacielem Una z dzieciństwa jest ekstremalnie krótka i bardzo ogólnikowa. Wywiad z byłym prezydentem Korei Południowej Moon Jae-Inem, choć składa się przede wszystkim z przypomnienia wydarzeń znanych z mediów, jest zbyt długi a co za tym idzie niepotrzebnie dominuje nad pozostałymi. Najciekawsza jest rozmowa z „kobietą z północy”, uciekinierką z Korei Północnej, która przeżyła tam klęskę głodu w latach 1995-1999. Ona jako jedyna opowiada o codziennym życiu w najbardziej izolowanym kraju świata oraz o nadziejach jak z nastaniem rządów Kim Dzong Una mieli „zwykli” ludzie.

Intrygujące są również wątki autobiograficzne poświęcone dzieciństwu Keum Suk Gendry-Kim, jej dorastaniu w kraju wiecznie zagrożonym konfliktem oraz emocjach jakie zaostrzenie sytuacji na półwyspie wprowadza w codzienne życie.

Od strony graficznej „Mój przyjaciel Kim Dzong Un” różni się od wcześniejszych komiksów Keum Suk Gendry-Kim tym, że koreańska autorka po raz pierwszy zdecydowała się na wykorzystanie w nim kolorów. Obok czerni i bieli w kadrach pojawiają się blade odcienie niebieskiego i fioletowego, co ma symbolizować podzielone państwa, które w komiksowych planszach zbliżają się do siebie. Nie wygląda to źle, ale czarno-białe rysunki Keum Suk Gendry-Kim niosły w sobie więcej emocji niż kolorowe.

„Mój przyjaciel Kim Dzong Un” to album, w którym autorka starała się jednocześnie opowiedzieć kilka historii i w efekcie żadnej nie opowiedziała „do końca”. Solidna komiksowa produkcja pozostająca jednak w tyle za poruszającymi „Trawą” oraz „Czekaniem”, zarówno od strony fabularnej jak i graficznej.

Zostaw odpowiedź