„Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” mówił Lis do Małego Księcia i ten cytat dobrze oddaje moje odczucia po lekturze „Mangusty” Joany Mosi. Wyciszony, kameralny komiks w intrygujący sposób opowiadający o żałobie jest jednym z najlepszych jakie przeczytałem w tym roku.
Joanna Mosi kończy w tym roku 32 lata, ale komiksy tworzy od bardzo dawna. Pierwsze prace zaczęła publikować jeszcze jako nastolatka, a w 2014 roku zdobyła nagrodę na prestiżowym portugalskim festiwalu Amadora BD. Dziś Joana Mosi jest absolwentką studiów malarskich na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Lizbońskiego, magistrem filmy ze specjalizacją reżyserską zdobytym na lizbońskiej Escola Superior de Teatro e Cinema oraz doktorantką i wykładowczynią na Faculdade de Belas Artes de Lisboa.
Wspominam o tym dlatego, że „Mangusta” początkowo miała być projektem filmowym, ale ostatecznie stała się powieścią graficzną. I była to mądra decyzja, bo to historia stworzona dla komiksowego medium.
Bohaterką albumu jest Julia, młoda kobieta, od niedawna mieszkająca wspólnie z bratem, która obsesyjnie walczy z mangustą niszczącą je ogródek. Problem w tym, że nikt poza Julią żadnej mangusty nie widział. Nikt też w obecność zwierzaka specjalnie nie wierzy. A może za tym „polowaniem” kryje się coś więcej?
„Mangusta” to bardzo spokojna, skupiona przede wszystkim na emocjach opowieść o stracie, żałobie i poszukiwaniu siły, by „iść dalej”. Nie ma tu zbyt wiele wydarzeń, a to co najważniejsze dzieje pomiędzy kadrami, w pozornie nieistotnych rozmowach, niedopowiedzeniach i pustych przestrzeniach. To komiks formalnie minimalistyczny, ale bogaty emocjonalnie i bardzo empatyczny.
W jednym z wywiadów Joana Mosi wspominała, że zawsze intrygowały ją tzw. „małe katastrofy codzienności”. I z takich właśnie „katastrof” złożona jest „Mangusta”, komiks, w którym nie brakuje rodzinnych napięć, niezręcznych rozmów z natrętną matką, ale też dojmującego uczucia samotności towarzyszącego Julii prawie każdego dnia.
Cała historia przedstawiona jest w prostych, niekiedy wręcz ascetycznych czarno-białych kadrach. Pozbawiona niepotrzebnych upiększeń kreska Joanny Mosi jest precyzyjna, ale też bardzo przemyślana. Autorka celowo unika szczegółowej prezentacji twarzy bohaterów ich emocje oddając poprzez gesty, postawę ciała czy wreszcie samą kompozycję kadrów, która de facto podporządkowana jest nie wydarzeniom, ale właśnie stanom emocjonalnym Julii.
Komiks Joany Mosi absolutnie mnie zachwycił, ale mam świadomość, że nie jest to album dla każdego. Wyciszony, spokojny, poruszający trudne tematy w nieoczywisty i pełen niedopowiedzeń sposób, może odrzucić czytelników szukających w historiach obrazkowych przede wszystkim nieskomplikowanej rozrywki. Jeśli jednak lubicie to, co dzieje „między słowami”, będziecie „Mangustą” zachwyceni.