Browse By

„Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów” Shanower i Rodriguez [RECENZJA]

„Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów” Erica Shanowera i Gabriela Rodrigueza to hołd złożony jednemu z najważniejszych komiksów w historii medium, a zarazem wspaniała przygoda dla czytelników w każdym wieku.

„Mały Nemo w Krainie Snów” Winsora McCaya to dziś nie tylko absolutna komiksowa klasyka, ale dzieło niezwykle istotne z perspektywy historii medium. Cykl, który oryginalnie ukazywał się w amerykańskich gazetach w latach 1905-1926, opowiadał historię małego chłopca, tytułowego Nemo, przeżywającego nieprawdopodobne przygody w Krainie Snów. A każda z nich kończyła się jego nagłym przebudzeniem.

Ilość pomysłów jakimi McCay zasypywał czytelników do dziś budzi podziw. Jednak jeszcze większe wrażenie robią jego ilustracje. Amerykański artysta jako jeden z pierwszych konsekwentnie rozwijał możliwości medium komiksowego. Eksperymentował z kompozycją i wielkością kadrów, bawił się perspektywą, nie unikał karykatury i groteski, przełamywał „czwartą ścianę” i zachwycał wyjątkowym przywiązaniem do szczegółów. Odwaga i kreatywność jaką wykazywał się przy tworzeniu swoich komiksów przyniosła mu uznanie nie tylko wśród czytelników, ale również innych twórców. Do inspiracji twórczością McCaya przyznają lub przyznawali się Robert Crumb, Art Spiegelman, Brian Bolland, Alan Moore, Moebius a nawet Walt Disney.

Winsor McCay był nie tylko utalentowanym rysownikiem, ale również filmowcem. W latach 1911-1921 stworzył aż 10 animowanych produkcji. Wśród nich był także film o Małym Nemo, na potrzeby którego artysta przygotował ponad 4000 rysunków! Obraz, w którym obok animowanych bohaterów udział wzięli „żywi” aktorzy możecie w całości zobaczyć na stronach Wikipedii. Dodatkowo McCay z powodzeniem występował jako artysta wodewilowy prezentując na występach przygotowane przez siebie filmy, których bohaterowie wchodzili w interakcję z prawdziwymi ludźmi (najsłynniejszym jest „Dinozaur Gertie” z 1914 roku).

Na początku XX wieku Winsor McCay był więc w Ameryce gwiazdą. W gazetach publikował komiksy i rysunki satyryczne, na scenie i w kinach prezentował filmy animowane, a w teatrze wystawiano musical o przygodach Nemo wyprodukowany za horrendalną na owe czasy kwotę 100 tysięcy dolarów.

Niestety, popularność „Małego Nemo w Krainie Snów” nie była wieczna i z czasem zaczęła słabnąć. Do tego stopnia, że w grudniu 1926 Winsor McCay zakończył jego tworzenie. Później najsłynniejszego bohatera McCaya próbował wskrzesić syn autora – Robert. Niestety, obie podjęte przez niego próby wprowadzenia na rynek komiksów o Nemo (w latach 1937 i 1947) zakończyły się fiaskiem.

Jednak Mały Nemo nie umarł. W miarę upływu czasu świadomość znaczenia komiksu Winsora McCaya zataczała coraz większe kręgi. O Małym Nemo śpiewał zespół Genesis, Alan Moore odwoływał się do niego w swoim „Miraclemanie”, Moebius we współpracy z Brunonem Marchandem napisał jego kontynuację, a w 1989 roku powstał nawet inspirowany komiksem film anime w reżyserii Masamiego Hata i Williama Hurtza, który co prawda poległ w kinach, ale doczekał się statusu dzieła kultowego.

„Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów” to jedna z wielu kontynuacji najpopularniejszego dzieła Winsora McCaya. Nie pierwsza, ale jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza). Za jej scenariusz odpowiedzialny jest Eric Shanower, kilkukrotny laureat Nagrody Eisnera i twórca głośnej serii „Epoka brązu” opowiadającego o wojnach trojańskich.

Shanower jest twórcą szczególnym, bo doskonale czuje się w klimatach retro. Amerykański twórca jest autorem między innymi serii książek rozgrywających się w Oz, świecie stworzonym przez L. Franka Bauma na przełomie wieków XIX i XX. Jest również współtwórcą (wspólnie z Skottiem Youngiem) znakomitej komiksowej adaptacji przygód Dorotki z Kansas oraz założycielem wydawnictwa Hungry Tiger Press specjalizującego się w publikacji książek ze świata OZ oraz innych materiałów powiązanych z twórczością Bauma.

Shanower w „Małym Nemo. Powrocie do Krainy Snów” zaproponował czytelnikom nie tyle prostą kontynuację, co zupełnie nową opowieść mocno osadzoną w McCayowskiej tradycji.

Bohaterem komiksu jest James (mający na drugie imię Nemo), mały chłopiec, którego córka Morfeusza wybiera na swojego nowego towarzysza zabaw. Nieco wbrew własnej woli bohater trafia do Krainy Snów, gdzie jednak nie czuje się komfortowo i szuka tylko okazji do ucieczki do swojego świata. Jego niechęć do świata snów postanawia wykorzystać niecny Flip Flap, bratanek Strażnika Światu, uwielbiający psuć Księżniczce zabawę.

« 2 z 2 »

W świecie wykreowanym przez Winsora McCaya, Eric Shanower stworzył zupełnie nową, samodzielną opowieść utrzymaną jednak w duchu oryginału. Formalnie scenarzysta powtarza wiele z pomysłów McCaya łącznie z tym, że przygody Jamesa kończą się jego nagłym przebudzeniem. Jednocześnie Shanower wprowadza do Krainy Snów wiele wątków współczesnych. Jego bohater ma opory przed zabawą z dziewczyną (w pewnym wieku, to prawdziwy problem), bywa bezczelny, a sama Kraina Snów z początku nie robi na nim wielkiego wrażenia. „Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów” to zatem nowa opowieść w znanej scenografii. Niespecjalnie skomplikowana, ale ujmująca czytelników urokiem i nostalgią kryjącą się praktycznie w każdym kadrze.

Największym atutem komiksu są rysunki autorstwa Gabriela Rodrigueza. Artysta, polskim czytelnikom znany już ze znakomitej serii „Locke & Key”, w swoich kadrach złożył hołd twórczości Winsora McCaya. Podobnie jak ojciec Małego Nemo, Rodriguez nie trzyma się sztywno wielkości kadrów, bawi się kompozycją i perspektywą. Z tą ostatnią do tego stopnia, że niektóre z jego plansz przypominają wręcz grafiki wielkiego Mauritsa Cornelisa Eschera, artysty specjalizującego się w przedstawianiu rzeczy w sposób sprzeczny z doświadczeniem wzrokowym.

„Mały Nemo. Powrót do Krainy Snów” liczy niespełna 100 stron, ale gwarantuje więcej zabawy i wizualnych wrażeń niż niektóre dwukrotnie grubsze komiksy. Ja przeczytałem go już dwa razy i wiem, że będę do niego wracał. Z przyjemnością pochłonęła go również moja 9-letnia córka. „Powrót do Krainy Snów” jest więc komiksem łączącym pokolenia. Dodatkowo pięknie wydanym. Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na gwiazdkowy prezent, zainteresujcie się komiksem Shanowera i Rodrigueza. Sprawdzi się na pewno.