Francuski dziennik „Le Figaro” opisał „Maestrię” jako „zwierzęcy kryminał przyprawiający o zawrót głowy” i był to jeden z wielu zachwytów z jakimi ten komiks spotkał po premierze we Francji. Trudno się temu dziwić, bo takich albumów jak ten, historia komiksu zna niewiele.
Akcja „Maestrii” rozgrywa się w targanym zamieszkami w Paryżu. Na ulicach stoją barykady, giną ludzie, a dwóch policjantów prowadzi w tym chaosie śledztwo w sprawie serii makabrycznych morderstw. Morderstw, w które, jak się szybko okazuje, mogą być zamieszani najbardziej wpływowi mieszkańcy stolicy Francji.
Jak już wiemy ze wstępu, „Masteria” jest kryminałem. I podobnie jak w znakomitym „Blacksad” bohaterami tej historii są antropomorficzne zwierzęta. W przeciwieństwie jednak do tradycyjnych komiksów Aurelien Lozes, w swoim debiutanckim albumie na każdej planszy opowiada jednocześnie dwie historie. Jak to osiągnął? Otóż, niezależnie od tego, od której strony czytelnik rozpocznie komiks czyta tylko te kadry, które są na górnej części plansz. Po dojechaniu do końca, obraca album do góry nogami i czyta dalej, tym razem kadry, które przy pierwszej lekturze były na dole. Jest to rozwiązanie niecodzienne i otwierające wiele możliwości narracyjnych, tym bardziej szkoda, że autor nie wykorzystał w pełni drzemiącego w tym koncepcie potencjału.
Jeśli po „Maestrii” oczekiwać będziecie wrażeń na miarę „Gry w klasy” Julio Cortazara, którą można było czytać „tradycyjnie”, albo przeskakując pomiędzy rozdziałami, za każdym razem doświadczając innej opowieści, będziecie rozczarowani. Owszem, komiks Lozesa można zacząć od dowolnej strony, ale historia jaką opowiada jest tradycyjna i w związku z tym jeden z początków jest bardziej „właściwy” niż drugi. Również pomysł przedstawienia fabuły tylko na górnej części plansz nie do końca spełnia pokładane w nim oczekiwanie. Są w „Maestrii” imponujące kadry, w których obie historie nawzajem się „odbijają”, ale jest ich stosunkowo niewiele. Mam wrażenie, że gdyby ten album wydano w tradycyjny sposób, to efekt końcowy byłby podobny.
Tyle uwag krytycznych, bo poza powyższymi ten komiks zasługuje na pochwały. Największe wrażenie zrobił na mnie fakt, że „Maestria” jest dziełem amatora. Aurelien Lozes nie jest wykształconym artystą, a komiks zaczął rysować przede wszystkim po to, żeby sprawdzić samego siebie, czy jest w stanie samodzielnie stworzyć powieść graficzną, z której będzie zadowolony. Cel osiągnął, ale zajęło mu to prawie 10 lat i pochłonęło setki, jak nie tysiące długopisów BIC, którymi „Maestrię” narysował!
Choć jego komiks jest kryminałem, to jest również dziełem społecznie zaangażowanym. W scenariuszu „Maestrii” nie brakuje aktualnych komentarzy do problemów współczesnego świata, jak pogłębiające się nierówności klasowe, oraz mniej lub bardziej oczywistych odniesień do autentycznych wydarzeń historycznych, takich jak Rewolucja Francuska, Komuna Paryska, czy niedawne protesty Żółtych Kamizelek. Najfajniejsze jest to, że wiele z tych smaczków można znaleźć dopiero przy kolejnych lekturach, co czyni z „Maestrii” komiks, do którego warto i jest po co wracać.
Największym atutem albumu są jego rysunki. Czarno-białe kadry (pamiętajmy, wykonane długopisem BIC) zachwycają realizmem i bogactwem detali, zarówno na pierwszym jak i dalszych planach. Niekiedy szwankuje kompozycja kadrów dzięki czemu nie zawsze czytelnik jest w stanie zrozumieć co się dokładnie wydarzyło, ale zdarza się to rzadko i wynika z faktu, że Lozes – jak przyznawał w wywiadach – warsztatu komiksiarza uczył się na własnych błędach.
„Maestria” to komiks imponujący, który choć nie dowozi wszystkich obietnic jakie niesie jego formuła, i tak potrafi zachwycić. Zjawiskowo narysowany i sprawnie napisany spełnia wszystkie wymagania, by odnieść komercyjny, i nie tylko, sukces. Tego komiksu nie warto przegapić.