„Ludzie północy. Saga anglosaska” Wood [RECENZJA]

Wydawnictwo Egmont konsekwentnie przedstawia czytelnikom najlepsze komiksowe serie jakie ukazały się pod szyldem imprintu Vertigo. Do tego grona zdecydowanie zaliczają się „Ludzie północy” Briana Wooda, których pierwszy tom niedawno zadebiutował na księgarnianych półkach.

Liczący w sumie 50 zeszytów cykl (seria została skasowana w 2012 roku) składa się z dłuższych i krótszych historii rozgrywających w czasach tzw. „okresu wikińskiego” datowanego na lata 793-1066. W tym okresie mieszkający na terenie Skandynawii Normanowie królowali na morzach i oceanach odkrywając nowe szlaki handlowe, zakładając osady w Anglii, Holandii, Niemczech, a nawet w Północnej Ameryce. A przy okazji rabując co popadnie. Początek okresu wikińskiego historycy datują na 8 czerwca 793 roku, dzień, w którym wikingowie zniszczyli chrześcijański klasztor znajdujący się na angielskiej wyspie Lindisfarne. Żyjący w tamtych czasach anglosaski mnich Alkuin, błogosławiony katolicki, pisał wtedy, że „nigdy wcześniej w Brytanii nie pojawiła się taka groza”.

Za koniec okresu wikińskiego przyjmuje się nieudaną inwazję wojsk normańskich pod wodzą króla Haralda Hardraada na Anglię. Początkowym zwycięstwom wikińskim kres położył król Harold Godwinson, który pokonał armię Harlada w bitwie pod Stamford Bridge 25 września 1066 roku. I choć Normanowie panowali jeszcze przez ponad 100 lat w Irlandii i blisko 200 w Szkocji, to czasy wikińskiej dominacji należały już do historii.

Pierwszy tom „Ludzi północy” opatrzony podtytułem „Saga anglosaska” to pięć niezależnych historii rozgrywających się na przestrzeni lat 793-1014. Pierwsza zatytułowana „Lindisfarne” (rys. Dean Ormston) opowiada o historycznym najeździe na katolickie opactwo, od którego rozpoczęła się era wikingów. Część druga zatytułowana „Panny tarcz” (rys. Danijel Žeželj) przenosi czytelników do roku 868 i duńskiej części Anglii, by opowiedzieć historię trzech kobiet, wikińskich wdów, stających do nierównej walki z anglosasami. Akcja kolejnej części pt. „Swen, który powrócił” (rys. Davide Gianfelice) rozgrywa się w 980 roku na wyspach szkockiego archipelagu Orkady. Jej bohaterem jej wojownik, który po wielu latach nieobecności powraca do rodzinnej wioski, by odzyskać należny mu spadek. Rozdział czwarty „Córka Thora” (rys. Marian Churchland) przenosi nas do roku 990 na Hebrydy Zewnętrzne, gdzie dziewczyna z wysokiego rodu musi stanąć na czele zbrojnego oddziału. Zamykająca tom opowieść „Krzyż i młot” (rys. Ryan Kelly) rozgrywa się w Irlandii roku pańskiego 1014, a jej bohaterem jest doświadczony łowca przestępców tropiący krwawego zabójcę.

Pierwszy tom „Ludzi północy” liczy blisko 500 stron, ale jestem przekonany, że większość z Was przeczyta go za pierwszym podejściem. Historie napisane przez Wooda są trzymające w napięciu, brutalne, pełne intrygujących postaci oraz dobrze udokumentowane. Nie brakuje w nich autentycznych wydarzeń, ale amerykański scenarzysta wykorzystuje je do tworzenia fikcyjnych acz bardzo realistycznych historii. Co najważniejsze, choć komiks opowiada o wydarzeniach sprzed tysiąca lat, dotyka tematów uniwersalnych i aktualnych. Wspólnym mianownikiem wszystkich historii zawartych w pierwszym tomie jest to, że opowiadają o starciu nowego i starego, postępu i tradycji, konflikcie, który trwa od początku świata i nigdy nie wygaśnie.

Każda z opowieści została narysowana przez innego artystę, co sprawia, że „Ludzie północy” nieustannie zaskakują czytelników nie tylko od strony fabularnej, ale i graficznej.

Jeśli jesteście fanami serialu „Wikingowie” to, nie mam co do tego wątpliwości, „Ludzie północy” są właśnie dla Was. Ale serię Briana Wooda z czystym sumieniem polecam wszystkim szukającym dobrze napisanego, trzymającego w napięciu i realistycznego komiksu,w którym historia miesza się z przygodą i brutalną akcją rodem z samurajskich filmów. Z niecierpliwością czekam na premierę kolejnego tomu.